Katastrofa, która nie miała prawa zaistnieć.

Michał Podobin

W ciągu ostatniego tygodnia Polska pokazała, że godnie i z honorem żegnamy naszych rodaków. Społeczeństwo Warszawy i Krakowa oraz innych miast zademonstrowało jedność i patriotyzm w obliczu tragedii. Ziemia polska przyjęła swoje córki i synów.
Żałobny ton będzie jeszcze rozbrzmiewał w różnych zakątkach naszego kraju, a niektórzy wciąż będą oczekiwać swoich bliskich, których tragiczna śmierć starła z powierzchni ziemi.

 Jednocześnie starym zwyczajem nic nie wiemy o przyczynach tej katastrofy. Wszystko co możemy usłyszeć, to jedynie relacje z ostatnich chwil zmagań załogi samolotu i pasażerów w walce o życie. Mamy zatem możliwość zapoznania się z najbardziej prawdopodobnymi wersjami wydarzeń przed bezpośrednim rozbiciem się samolotu przed lotniskiem
w Smoleńsku.

Nikt natomiast nie stawia pytań znacznie poważniejszych. Czy mamy jedynie pozostać przy ocenach działania pilotów, a przede wszystkim kapitana tego rejsu? Czy szukając przyczyn tej narodowej tragedii nie zauważamy braku wyobraźni, braku odpowiedzialności, braku wielu zaniechań, a często zwykłego dyletanctwa odpowiedzialnych osób
w naszym państwie?

Sceptyk w swojej wypowiedzi mówi wprost: „Moim zdaniem, po sytuacji która miała miejsce w dniu 10 kwietnia 2010 roku na lotnisku w Smoleńsku, w wyniku której śmierć ponieśli Prezydent RP Pan Lech Kaczyński wraz
z Małżonką i towarzyszącymi osobami, do dymisji powinien podać się urzędujący minister obrony narodowej. Powód jest dla mnie oczywisty. Niedopełnienie obowiązków służbowych. Współodpowiedzialni szef Sztabu Generalnego WP i Dowódca Sił Powietrznych ponieśli już najwyższą karę. Podstaw prawnych należy szukać w ustawie o urzędzie ministra obrony narodowej i regulaminie organizacyjnym MON.”

 

Dla każdego profesjonalnie oceniającego sytuację powinno być jasne. Do tej tragedii nie powinno było dojść. Nie było żadnych obiektywnych przesłanek, by na początku XXI wieku, w dobrze funkcjonującym państwie i sprawnej działalności sił zbrojnych i przestrzeganiu obowiązujących na całym świecie procedur, mogło dojść do takich zaniedbań i dyletanctwa przy ochronie
i obronie czołowych osobistości naszego państwa.

Jak nasze siły zbrojne, jak nasze siły powietrzne mają bronić skutecznie polskiego nieba, gdy nie są w stanie wykonać prostego zadania?

 

Zapewnienie bezpiecznego przelotu prezydenta RP w dowolne miejsce na świecie, to nie tylko zaszczyt, ale i ważny obowiązek.

Dzisiaj można powiedzieć, że MON nie wykonał tego zadania. Trzeba dokładnie zbadać sprawę i ustalić stopień odpowiedzialności. Tego nie można ukryć poprzez wystąpienia na pogrzebach.

 

Tylko daleko posunięte niedbalstwo i dyletantyzm mogły spowodować, że ktoś zaplanował wylot i lądowanie na tym lotnisku pod Smoleńskiem o takiej godzinie w tej porze roku. Tego startu o tej godzinie nie dopuściłby doświadczony pilot, bowiem w tym rejonie i o tej godzinie tam bardzo często są mgły.

 

Niestety nasze dowództwo Sił Powietrznych ma za dużo generałów, a za mało fachowców. Zbyt szybko wyrzucono ich z wojska. Przecież tragedia pod Mirosławcem miała miejsce z tej samej przyczyny. Samolot z Poznania nie powinien wystartować i w takich warunkach bez potrzeby narażania życia takiej ilości osób nie powinien lądować. Wówczas wyciągnięto wnioski
w stosunku do najmniej winnych. Winni tamtej tragedii doprowadzili do następnej.

 

Niemcy w 1944 roku rozpoczynając kontruderzenie w Ardenach doceniali złą pogodę i słusznie ocenili, że alianci ze względu na mgłę i niski pułap chmur nie użyją lotnictwa. Alianci mimo, że ponosili straty nie użyli lotnictwa. Tam jednak po każdej ze stron byli fachowcy, a u nas okazali się na odpowiedzialnych stanowiskach pełnić służbą salonowcy od bankietów.

 

Nie mogę się zgodzić z tym, by do Smoleńska można było wysłać samolot bez sprawdzenia możliwości wylądowania. Linie lotnicze nie popełniają takich błędów. Żadnego samolotu w czasie pokoju nie wolno wysyłać zabezpieczając mu tylko możliwość startu.

 

Proponuje przeanalizować wszystkie ostatnie wypadki lotnicze. Giną ludzie, a wszystko dlatego, że pozwalamy im na takie działanie. Dzisiejsze kierownictwo MON nie jest w stanie niczego zrobić. Oni mogą się jedynie zdobyć na zorganizowanie pochówków. Zgadzam się z propozycją – obecny minister obrony nie wyciągnął wniosków z katastrofy CASY i dopuścił do powielenia tamtej tragedii w jeszcze większym wymiarze.

Jeżeli nie jest w stanie zapewnić bezpiecznego przelotu, to nie może dalej majstrować przy lotnictwie. Ponosi z pewnością polityczną i moralną odpowiedzialność. Jeżeli przy tym nie ma szczęśliwej ręki, to tym bardziej dla dobra sił zbrojnych powinien ustąpić.

 

Odpowiedzialny za Siły Powietrzne nie żyje. Jednak w tym rodzaju Sił Zbrojnych niezbędne są przewartościowania. Nie znam całego planu tego tragicznego przedsięwzięcia, ale nie mogę spokojnie myśleć o tym, że ludzie doprowadzili do tragedii, która nie miała prawa w dobrze pracującym organizmie wojskowym wydarzyć się. Wstydzę się za takich dowódców lotniczych. To nie może być tłumaczone jedynie błędami pilotów, którzy niewątpliwie próbowali wykonać, niewykonalne w tamtych warunkach zadanie. Nie wolno było nawet myśleć o lądowaniu w takich warunkach,
o czym wiedzieli i zdawali sobie sprawę wszyscy znajdujący się na lotnisku w Smoleńsku z wyjątkiem odpowiedzialnych za przelot najważniejszego samolotu w RP.

Pan B. Klich, jako uczestnik pogrzebów powinien mieć świadomość, że te ofiary to efekt jego niefrasobliwego podejścia do swoich obowiązków.

Minister obrony nie może udawać, że to tylko zbieg okoliczności. To była katastrofa jakby na zamówienie. Ręka Boska nie mogła powstrzymać ciągłego powielania w Siłach Powietrznych odstępstw od normy.

A wystarczyło pomyśleć o tym, że samolot oprócz startu musi mieć lądowanie. Do tego potrzebna była tylko odrobina profesjonalizmu.
Nie możemy dalej przyglądać się dyletanckim działaniom.

Armia to zbyt poważna sprawa, by oddawać ją w ręce nieodpowiedzialnych polityków.

Czas by dobór na stanowiska w wojsku odbywał się bez pierwiastka politycznego, jako głównego i jedynego wskaźnika przydatności na odpowiedzialne stanowiska. Według upodobania to niech ministrowie dobierają sobie sekretarki i ten cały dwór, natomiast stanowiska w wojsku niech zostaną uwolnione od sympatii polityków.

Tragedia pod Smoleńskiem to efekt braku profesjonalizmu i lekceważenie prostych, zwykłych zasad, które inni już dawno sprawdzili bez ponoszenia tak olbrzymich strat

Michał Podobin

Komentarz Redakcji

Tragedia w Smoleńsku przyniesie niezliczoną ilość komentarzy i skrajnych hipotez. Z pewnością wyniki śledztwa będą dla jednych środowisk niewiarygodne dla innych rzetelne. Wyjaśnienie dramatu będzie bardzo trudne. Nie mniej można się zgodzić z panem Podobinem, że samolot nie powinien lecieć w tych warunkach pogodowych i powinno być ustalone nie tylko zapasowe lotnisko, ale także alternatywny przebieg uroczystości na wypadek kłopotów z przylotem polskiej delegacji do Smoleńska.

Trudno będzie także rozsądzić czy załoga samolotu, lądując we mgle  działała pod presją Kancelarii Prezydenta lub samego prezydenta. Być może nie było żadnej presji, bo piloci mogli nawet nie informować Prezydenta o jakichkolwiek kłopotach z lądowaniem, a nawet żadnych kłopotów mogli nie mieć do momentu zawadzenia o drzewa. Niestety tego prawdopodobnie nie wyjaśnimy, chyba, że na podstawie odsłuchu z nagranych rozmów, okazałoby się, że jednak presja była.


Natomiast można z całą pewnością stwierdzić, że za ten tragiczny zbiór tylu polityków i wojskowych najwyższej rangi w jednym samolocie odpowiada bezpośrednio Prezydent i Kancelaria Prezydenta, o czym poinformował w programie  p. Pospieszalskiego "Warto rozmawiać" pan minister Waszczykowski z Kancelarii Prezydenta. Strona z nagraniem dyskusji: http://www.tvp.pl/publicystyka/tematyka-spoleczna/warto-rozmawiac/wideo/22042010-2250/1687662.

To Prezydent Kaczyński wraz z doradcami z Kancelarii ustalił skład delegacji i zaprosił na pokład samolotu tylu ważnych oficjeli, w tym najważniejszych dowódców wojsk. Czy generałowie mogli odmówić zwierzchnikowi sił zbrojnych? Rozumiemy Prezydenta, że chciał się otoczyć grupą znanych polityków i wojskowych. Rozumiemy pobudki, dla których wyrazili oni chęć uczestnictwa w tej ważnej delegacji. Ale nie rozumiemy tego, że zgromadzono ich w jednym samolocie, który jest bardzo łatwym celem dla terrorystów.  Przecież w delegacji brali udział członkowie Biura Bezpieczeństwa Narodowego! To do BBN powinno zaprotestować przeciwko skupianiu w jednym samolocie tylu czołowych przedstawicieli władz.
Statystycznie rzecz ujmując samolot jest jednym z bezpieczniejszych środków transportu, ale niestety wypadki się zdarzają.

Nasze elity polityczno - wojskowe nie sprawdziły się w zakresie planowania strategicznego i w zapewnieniu bezpieczeństwa państwa. Tragiczne jest także to, że dzięki swojemu błędowi Prezydent, paradoksalnie zdobył sobie sympatię społeczeństwa.  Mamy nadzieję, że oba ostatnie wypadki lotnicze w których zginęło tylu czołowych dowódców spowoduje bardziej poważne podejście do spraw bezpieczeństwa narodowego.