Jan Marten - Kuna

Co tam Panie w polityce? (2)

 3 grudnia 2009 r.

 

„ Naród, który się oburza, ma prawo do nadziei, ale biada temu, który gnije w milczeniu.” C.K.Norwid.

 

W ostatnich doniesieniach medialnych  na pierwsze miejsce wybijają się: „ bardzo interesująca i ważna” dla Polaków sprawa warunkowego zwolnienia z aresztu Romana  Polańskiego, problem obecności krzyża w szkole i wliczania oceny z religii do średniej ocen oraz wyrok IPN
o agenturalnej przeszłości A. Kwaśniewskiego. Trzeba przyznać, że poziom ogłupiania społeczeństwa sięga Himalajów.

Szybko ucichły informacje o kolejnych „sukcesach” rządu i naszych negocjatorów w sprawie zapewnienia dostawy gazu z Rosji, o wyborze naszych „wybrańców” z europarlamentu na kluczowe stanowiska we władzach UE.

Kolejnym głośnym tematem jest decyzja o zwiększeniu naszego  kontyngentu wojskowego w Afganistanie. Prezydent Obama zadzwonił na kilka godzin przed swoim orędziem do premiera i ..... my już jesteśmy gotowi, 600 chłopa pakuje plecaki. Tłumaczenia premiera, wsparte popiskiwaniem ministra obrony, że nasza zwiększona obecność w Afganistanie to  nasz strategiczny interes to brednie, są nie do zaakceptowania  przez Polaków, taki argument zważywszy chociażby na nasze historyczne doświadczenia, obraża naszą inteligencję.

 Fakt, że w tym strategicznym manewrze premiera nie uczestniczy  minister finansów, który stanowczo oświadczył, że nie widzi możliwości sfinansowania dodatkowych obciążeń i tak już oskubanego MON, pozostawiam bez komentarza.  Co to oznacza dla systemu obronności państwa .... włos się jeży i pięść zaciska.

Inne sprawy takie jak afera hazardowa, zagłada przemysłu okrętowego, niemoc służby zdrowia i wszystkiego co z tym związane to już raczej historia.

 Między takimi „ problemami” naszego państwa przewijają się w mediach poglądy różnych tzw. ekspertów i niezależnych doradców, którzy zmiękczają opinię publiczną swoimi wywodami i pomysłami.

 Ostatnio na wyżyny intelektu wzniósł się nijaki Ryszard Bugaj, aktualnie doradca ekonomiczny prezydenta RP. Otóż ten „ wybitny specjalista” wskazując  pokłady rezerw finansowych będących w posiadaniu Polaków,  które bez skrupułów można im odebrać i skierować do upadającego systemu emerytalnego, dopuścił się czynu haniebnego.

 W wywiadzie dla „Polska the  times” z 3 grudnia br. w swych odkrywczych wywodach podał przykład  „patologii”: „ ...nie mogę się pogodzić z niesprawiedliwością naszego systemu. Od ponad 30 lat mam sąsiada, emerytowanego pułkownika. Już w latach 70 był na emeryturze. Wyobraża pan sobie, ile on musiał wyjąć z systemu emerytalnego? Ale skoro nasze państwo jest tak skonstruowane, to on z tego korzysta ....”

Cóż, trudno sobie wyobrazić większą perfidię chamskiego zachowania.  R. Bugaj choć pozbawiony jakiegokolwiek społecznie użytecznego zawodu , nieskalany choćby kilkoma latami normalnej pracy w zawodzie, ale od zawsze będący aktywnym działaczem politycznym formacji rzekomo wrażliwej na ludzką krzywdę, nie waha się publicznie szydzić ze starego żołnierza, szargać świętości munduru i stopnia wojskowego. Czy wskazany oficer, weteran służby wojskowej naruszył prawo, czy postąpił niegodnie? Nie, on za długo żyje!  Jego problemem jest to, że  nadal pobiera przyznane mu świadczenia emerytalne!

 R. Bugaj posunął się do aktywnego doprowadzenia bliźniego, swego sąsiada, emerytowanego żołnierza w stopniu pułkownika, do stanu poniżenia i  uczynienia bezsilnym wobec bezprzykładnej publicznej agresji, do stanu naigrywania się ze starego żołnierza.

 R. Bugaj  ze swoimi poglądami dołącza do licznej rzeszy pseudo-polityków, zwykłych politycznych kundli, którzy dalszą pomyślność Polaków  upatrują jedynie w skutecznym skłócaniu i napuszczaniu jednych przeciw innym. Nie stać ich na zaprezentowanie i wdrożenie przemyślanych programów gospodarczych, wytyczenia ścieżki cywilizacyjnego postępu i rozwoju państwa na miarę jego możliwości
i ambicji Polaków.

 Praktyka pokazuje, że najłatwiej poniżać tych, którym kiedyś pod hasłem   „ cywilna kontrola nad wojskiem” zamknięto skutecznie usta
i odsunięto od aktywnej działalności publicznej.

 Nie potrafię znaleźć właściwych słów, aby wyrazić swoją pogardę dla ludzi tak postępujących.

 

 3 grudnia 2009 r.                                                                                            Jan Marten-Kuna