|
Cud nad Wisłą”? Janusz Korwin-Mikke Oglądamy kolejną „patriotyczna szopkę”. JE Bronisław Komorowski wygłosił przemówienie zapewniające, że będziemy mieli najlepszą armię wyposażoną w najlepszy na świecie sprzęt – a w ogóle jesteśmy silni-zwarci-gotowi i nie oddamy ani guzika. JE Donald Tusk promieniał takim optymizmem, że gen.Edward Rydz (ps.”Śmigły”) z sierpnia 1939 roku to przy nim wręcz pesymista. A tymczasem obchodzimy rocznicę jedynego, prawdziwego i zasłużonego sukcesu sprzed 90 lat. Śp.Józef Piłsudski wciągnął wtedy (najprawdopodobniej na polecenie niemieckiego sztabu generalnego, którego był agentem) II Rzeczpospolitą do walki z bolszewicką RFSRS – przy czym celem tej wojny miało być osłabienie zarówno Rzeczypospolitej jak i Sowietów, na czym właśnie korzystali Niemcy. Dowodem jest to, że Piłsudski bardzo starannie unikał współdziałania z Denikinem, Kołczakiem i Wranglem i innymi patriotami rosyjskimi. Uderzył na Rosję dopiero wtedy, gdy siły gen.Antoniego Denikina zostały rozbite. Denikin jak najsłuszniej o utrzymanie się bolszewików oskarża Piłsudskiego. Motywy Piłsudskiego są niejasne. Jeśli przyjąć, że działał „pour le Roi de la Prusse” - to sprawa jest jasna: celem Niemiec było wzajemne osłabienie Polski, Ukrainy i Rosji – ale takie, by żadna ze stron nie zwyciężyła, bo wtedy byłaby groźna dla Niemiec. Możliwe jednak, że Piłsudski dołączył do tego własną motywację. Podwójną: socjalistyczną (bo bolszewicy byli dla takich ludzi jak Piłsudski czy Stefan Żeromski ideowo nieskończenie bliżsi od „białych”) oraz patriotyczną (bolszewicy obiecywali „samostanowienie narodów” a „biali” w dalszym ciągu bredzili o Rusi Jednej i Niepodzielnej od Władywostoku po Kalisz). Tak czy owak efekt był smętny: dopóki bolszewicy zmagali się z „białymi” wojska polskie posuwały się do przodu. Gdy „Armia Czerwona” wykończyła Denikina i zwróciła się frontem na Zachód wojska polskie cofały się coraz szybciej, a śp.Lejba (Leon) Bronstein (ps.”Lew Trocki”) już widział wyzwolenie Berlina i Paryża od burżujów – do spółki z Francuską Partią Komunistyczną i Bawarską Republiką Rad. Widząc nadciągające bolszewickie hordy Piłsudski załamał się. Złożył dowództwo na ręce śp.Wincentego Witosa oświadczając, że sytuacja jest beznadziejna – i pojechał ba Podkarpacie pożegnać się z rodziną. Uprzednio podpisał do wiadomości Rozkaz Bojowy opracowany przez śp.gen.Tadeusza Rozwadowskiego. Witos, by nie budzić paniki, sprawę tę oczywiście zataił. Plan ten opracowany był przez polskich oficerów. Piłsudczycy, starając się umniejszyć rolę Rozwadowskiego (a i endecy, by umniejszyć role Piłsudskiego!) często powołują się na autorstwo marsz.Focha. W rzeczywistości śp.Ferdynand Foch wielokrotnie się od tego odżegnywał, twierdził, że nie ma pojęcia o walkach konnicy prowadzonej na wielkich przestrzeniach, więc do tworzenia ordre de bataille w ogóle się nie wtrącał. Co najwyżej udzielał rad technicznych – zapewne pożytecznych. Nie był to też żaden „cud” tylko tryumf myśli nad zmasowanymi hordami. O „cudzie” mówiono, by umniejszyć rolę Polaków. Byśmy nie byli dumni z naszych rodaków, którzy powstrzymali i rozbili „czerwona hołotę”. O „cudzie” mówili (niechętnie....) nawet komuniści – by komuś nie przyszło do głowy, że „burżujska Polska” mogła pokonać „robotniczo-chłopską Rosję”. O „cudzie” mówią ci sami, którym zależy, by Polacy świętowali rocznice klęsk, a nie rocznice sukcesów. A to był sukces. Plan Rozwadowskiego, oparty zresztą na zdobytych i rozszyfrowanych danych bolszewickich, okazał się trafny. Siły postępu zostały rozbite i Rzeczpospolita mogła zając Wilno, Mińsk i praktycznie całą Białą Ruś. Ale to już inna historia. Piłsudski wrócił do Warszawy, we własnych pamiętnikach uczciwie wspominając, że pojawił się, „gdy nad Wieprzem cichły już działa”. Witos – człowiek honorowy – nieopatrznie oddał Mu złożona dymisję, na zasadzie: „Nie było sprawy”. I był to błąd. W późniejszym okresie cenzura piłsudczykowskie tępiła wszelkie o tym wzmianki, a Jego kamaryla mordowała przeciwników – najprawdopodobniej śmierć Rozwadowskiego była spowodowana celowym zatruciem. Sam Witos wylądował w więzieniu i uciekł potem do Czech. Wszystkie te fakty – doskonale udokumentowane – są przez „Bandę Czworga” starannie zamazywane. Dziwi tu zwłaszcza postawa PSL, które powinno wszak wysławiać – i słusznie – śp.Wincentego Witosa. Janusz Korwin- Mikke
|
|