|
Ćwicz pamięć
obywatelu!
Janusz Sanocki
W
„zaprzyjaźnionych” dotąd z Platformą, mediach powiało z innej strony.
Jak zauważył Rafał Ziemkiewicz - „Gazeta Wyborcza” przez dwa dni nie
napisała nic o PiS-ie, ani o Kaczyńskim. Co więcej, zaprzyjaźnione
telewizje doniosły, że z zapowiadanej szumnie w ubiegłym roku „ofensywy
ustawodawczej” Tuska wyszło to co zawsze, czyli wielki pic na wodę.
Miało być 100 uchwał, a będzie ledwie 20. A – niektórzy pewnie jeszcze
pamiętają, jak to Tusk przenosił się z Urzędu Rady Ministrów do Sejmu,
żeby tą ofensywą kierować. Kiedy te przenosiny oglądałem w telewizorze,
jako żywo przypomniała mi się historia z pierwszej solidarności. Pewien
znany wówczas działacz z nyskiej największej fabryki Zakładów Urządzeń
Przemysłowych, był wtedy moim zastępcą jako przewodniczącego nyskiego
regionu. Ale jakoś zawsze mieliśmy problemy z ustaleniem jego miejsca
pobytu. W macierzystym zakładzie mówił, że jest w zarządzie regionu, w
regionie, że w zakładzie. Najgorzej, że kiedyś jego żona przyszła do
mnie z uwagami: „Janusz w dzień angażujesz mojego męża, ale w nocy daj
mu spokój!” Zrobiłem wielkie oczy, bo jako żywo nie miałem z tym nic
wspólnego, a w końcu okazało się, że mój kolega (też Janusz zresztą)
całą noc grał w pokera. Opisuję ten incydent z pewną sympatią,
odbrązawiając historię naszej „wielkiej rewolucji Solidarnościowej”,
która wszak i takie miała epizody. Podejrzewam wszakże, ze analogia do
angażowania się Donalda Tuska w mozolną pracę nad ustawami, była
trafna. Tusku tym z URM-u pewnie mówił, ze jest w Sejmie, tym z Sejmu,
ze jest w URM-ie, a w rzeczywistości kopał piłkę.
W efekcie z ofensywy wyszła defensywa.
Nie to zresztą jest ważne, ale fakt, że media, dotąd zaprzyjaźnione,
zaczęły wreszcie pokazywać prawdziwe walory boskiego dotąd Donalda. Co
to może znaczyć?
Pod wpływem krytyki rządu, która ostatnio pojawia się w czołowych
mediach, Tusk miał powiedzieć w jednym z wywiadów prasowych, z
pretensjami, że „Ktoś przestawił wajchę”. Któż to jednak miałby być? I
co to w ogóle za słowa w ustach premiera? Czyżby okazywało się, że
istnieje jakiś ośrodek dyspozycji, nakazujący „niezależnym” (jak
cholera) dziennikarzom, określoną politykę informacyjną? Jeśli tak jest,
to gdzie ten ośrodek się mieści i kto dysponuje tą „wajchą”?
Odpowiedzi mogą być tylko z zakresu „teorii spiskowej”. Być może ma
rację znany reżyser wrocławski Grzegorz Braun odkrywający luki w
życiorysach dolnośląskich polityków, w tym samego Grzegorza Schetyny,
sugerujący że błyskotliwa kariera tego młodego, wykształconego polityka,
wspomagana jest „zewnętrznie” i to „zewnętrznie” w znaczeniu
„zagranicznie”. Odpowiedź na pytanie zza której granicy miałoby
pochodzić wsparcie Schetyny i innych polskich „wspomaganych” polityków –
jest odpowiedzią na to, kto ma w ręku ową „wajchę”, o której mówi Tusk.
Jest prosty test na prawdziwość tej „spiskowej teorii”. Jeśli jest ona
prawdziwa, oznacza, że „wajchowy” położył na Donaldzie Tusku krzyżyk i
zaczyna lansować Schetynę na następcę obecnego lidera Platformy. W końcu
idzie drożyzna, sypie się każdy resort, z zapowiadanej „Drugiej
Irlandii”, wyszła „Druga Botswana”, trzeba jakoś z tego wyleźć i to tak,
by wajchowy nie stracił kontroli nad wydarzeniami. Jeśli teoria
spiskowa jest prawdziwa, nastąpi kontrolowany upadek Tuska, ale zanim do
tego dojdzie „zaprzyjaźnione media” wykreują na jego miejsce jakiegoś
odważnego „przywódcę Narodu”.
Nastąpi starannie zaplanowany – spontaniczny społeczny bunt,
manifestacje, albo tylko rządowe przesilenie, a potem szybka zmiana
ekipy, wg zasady: „trzeba wiele zmienić, żeby wszystko pozostało bez
zmian”.
Pożyjemy, zobaczymy! Niezależnie od tego czy krytyka Tuska to gra na
kontrolowany przewrót, czy po prostu nie da się dłużej prowadzić
propagandy sukcesu, ja mam satysfakcję. Klęskę rządu PO przewidziałem
od początku i każdy z Was mógł to zrobić. Wystarczyło pamiętać
osiągnięcia „Kongresu Liberalno-Demokratycznego i „Unii Wolności”. Ech,
gdyby Polacy mieli lepszą pamięć!
Janusz Sanocki
|
|