Dezatomizacja Niemiec – decyzja brzemienna w skutki

Andrzej Harembski-Ocena sytuacji.

W niedzielę 30 V b. r. w nocy (!) prawicowy (?) rząd niemiecki na nadzwyczajnym posiedzeniu podjął decyzję o wyłączeniu wszystkich tamtejszych elektrowni atomowych do roku 2022. 30 VI Bundestag uchwalił Trzynastą nowelę do ustawy o energii atomowej. Właściwie rzecz biorąc na tle najnowszej historii Republiki Federalnej oraz ze względu na uwikłania niemieckiej prawicy instytucjonalnej, po katastrofie w Fukushimie należało się tego spodziewać. Jeśli nie liczyć pewnych wyjątków niemieckie elektrownie atomowe już zostały wyłączone. Powinniśmy się cieszyć?

Szczegóły:

http://www.mojeopinie.pl/dezatomizacja_niemiec_decyzja_brzemienna_w_skutki,3,1319193620

Autor artykułu jest świadomie lub nie, przedstawicielem tzw. lobby atomowego. Przedstawia problem raczej jednostronnie. Tymczasem w odniesieniu do gospodarki polskiej wymaga to wielostronnego spojrzenia. Po pierwsze, co mamy? Po drugie, czego potrzebujemy? Dopiero później można podejmować decyzje. Tymczasem podejmowane są decyzje, które póki co gwarantują gigantyczne wydatki, nie gwarantując efektywnych rozwiązań docelowych.

Nie jestem autorytetem w omawianej dziedzinie. Swoją wiedzę opieram na dostępnych materiałach i wypowiedziach medialnych polityków i specjalistów.

Problem wypada rozpatrywać od oceny stanu posiadania. Jest on według mnie następujący. Od wielu lat nie wybudowano w Polsce nowej elektrowni, ani bloku energetycznego. Istniejące elektrownie nie są od lat znacząco modernizowane. W tym roku pojawiły się informacje o planach modernizacji w najbliższych latach niektórych bloków energetycznych. Są to prace niezwykle kosztowne. Drugim problemem są linie przesyłowe. Od dziesiątków lat nie remontowane. Naprawy w zasadzie ograniczają się do usuwania awarii. Specjaliści oceniają, że stopień wyeksploatowania linii przesyłowych dochodzi do 70%. Straty na przesyle są trudne do dokładnego oszacowania. Trzeba pilnie podejmować odtwarzanie tych linii. To są znowu koszty. Kolejnym utrudnieniem są limity emisji dwutlenku węgla narzucone prawem unijnym. Przy elektrowniach opalanych węglem są to kolejne koszty.

Co natomiast mamy? Jedne z największych w Europie zasoby węgla kamiennego i brunatnego. Mamy również technologie gazyfikacji węgla na skalę przemysłową. Można w ten sposób ograniczyć emisję dwutlenku węgla. Mamy zasoby gazu łupkowego. Ale budowa gospodarki na tym zasobie jeszcze nie jest w 100% pewna.

Tymczasem lobby atomowe za wszelką cenę usiłuje wepchnąć nas w energetykę jądrową, czyli w coś co jest dla nas terra incognita. Nie mamy tutaj nic. Nie mamy techniki, technologii, ani specjalistów. Nie mamy paliwa do tych elektrowni. Nie mamy składowisk materiałów odpadowych. Za wszystko to będziemy musieli płacić. Budowa elektrowni jądrowych nie zwolni nas z obowiązku modernizacji linii przesyłowych. Mamy wejść w obszar z którego wiele krajów, w tym sąsiadujące z Polską, wycofuje się. Gdzie tu jest miejsce na niezależność energetyczną?

Kolejny problem to tzw. odnawialne źródła energii. Głównie dotyczy to elektrowni wiatrowych. Ich funkcjonowanie uzależnione jest od konkretnych warunków związanych z ukształtowaniem terenu. Lansowanie rozwoju tych elektrowni oparte jest na jednostronnym przedstawieniu tematu. Powoływanie się na przykład Hiszpanii nie ma analogii w naszych warunkach. Tam są budowane na obszarach górzystych i niezamieszkałych oraz na terenach nadmorskich. Jest to istotne z uwagi na hałaśliwość tych elektrowni wywoływaną obracającymi się łopatami wiatraków. W naszych realiach elektrownie wiatrowe są budowane w pobliżu skupisk ludzkich. Poza tym u nas nie należą do rzadkości okresy bezwietrzne. Co wtedy?

Z mojego rozeznania wynika, że w Polsce nie ma kompleksowych i niezależnych analiz dotyczących stanu aktualnego i przewidywanych potrzeb w zakresie energii elektrycznej. Analizy te muszą uwzględniać głównie aspekt kosztowy. Każda pojawiająca się analiza robiona jest pod określoną tezę, co znakomicie ogranicza jej przydatność. Jest to o tyle istotne, że związane jest z wydatkowaniem dziesiątek, a raczej setek miliardów złotych w stosunkowo krótkich przedziałach czasowych. Pieniędzy których nie mamy. To będą kolejne zaciągane przez Polskę kredyty. Pieniądze, które nie będą nakręcały naszej gospodarki. Będą ją nakręcały gdzie indziej.

 Andrzej Harembski