„Poloneza czas
zacząć…”, ale prawdziwie polskiego.
Goszcząc u
wspaniałych moich przyjaciół pp.Olgi i
Mieczysława Łysych
w Rubieżewiczach obudziłem się wczesnym rankiem
nasłuchując przez otwarte okno rozweselających
serce przeróżnych śpiewów ptaków i już
wiedziałem, że tego dnia, słońce mi świadkiem,
czekają mnie wspaniałe spotkania
i niepowtarzalne emocje
Ruszyliśmy po obfitym wiejskim śniadaniu w drogę
do Słonimia, około 160 km. Mieczysław Łysy /zdj./
– obecny prezes ZPB
w Mińsku -
opowiadał mi
o swojej pracy sprzed 20 lat na stanowisku
dyrektora szkoły średniej w Rubieżewiczach i o
nowatorskich metodach wyliczania średniej
każdego ucznia, które jako pierwszy na Białorusi
wprowadził do szkolnictwa. Okazuje się, że
zachęciło to uczniów do intensywniejszej
samodzielnej pracy, a co za tym idzie i
podniesienia poziomu całego nauczania. Dziś ta
metoda jest używana powszechnie w białoruskim
szkolnictwie. Słuchając opowiadań rozglądałem
się na lewo i prawo i podziwiałem utęsknione
widoki mojej Matki – Białej Rusi. Wszędzie
rzucał się w oczy niesamowity ład i porządek.
Gdy przejeżdżaliśmy przez wioski, widać było
ludzką gospodarną rękę: domy, choć skromne, ale
zadbane i wymalowane, czyste podwórka,
wyremontowane płoty i wszędzie mnóstwo kwiatów.
Wyjeżdżając na brzeską trasę mimowolnie
zauważyłem, iż jest ona w doskonałym stanie i
nieco szersza od naszych polskich. Jechało się
bardzo wygodnie, bo nigdzie po drodze nie było
żadnych świateł czy przecinających trasę
szybkiego ruchu dróg. Pomyślałem sobie: O, mój
Boże, biedna Polsko, czegoś Ty się doczekała za
te ostatnie 20 lat?... Gospodarność była
widoczna wszędzie: pola starannie zasiane,
pobocza dróg wykoszone, oznakowanie przyjazne
kierowcom. Nie widziałem żadnego kawałka ziemi
leżącego odłogiem. Jedynej rzeczy, jakiej mi w
tej całości brakowało, to zajazdów i większej
ilości stacji benzynowych.
Przyjechaliśmy do Słonimia tuż przed
rozpoczęciem Festiwalu Poloneza, który corocznie
jest organizowany
przez tutejszy oddział Związku Polaków na
Białorusi pod czujnym okiem pani prezes Leonardy
Rewkowskiej /zdj./– wybitnej działaczki
polonijnej, inicjatorki festiwalu, polskiej
patriotki, dodam, od kilku lat niestety będącej
w ”niełasce” władz
w Warszawie /pani Leonarda do dziś nie może
się spotkać z ciężko chorą siostrą, mieszkającą
w Polsce, ponieważ obejmuje ją zakaz wjazdu/…
To była już VI edycja festiwalu „Polonez - 2010”, w której wzięły udział
polskie zespoły z różnych stron Białorusi:
Brzozówki, Grodna, Lidy, Nowogródka, Ostrowca,
Rubieżewicz, Sopoćkinia, Słonimia, Szczuczyna
etc. Uroczystość rozpoczęła się Mszą Świętą w
Kościele pw. Św.Andrzeja Apostoła - przepięknej
późnobarokowej świątyni, wzniesionej w 1775 r.
Po wyjściu z Kościoła wszyscy byli w podniosłym nastroju, czemu wtórowała
ciepła, słoneczna pogoda. W czasie formowania
się pochodu, organizatorzy festiwalu i władze
miasta złożyli wieńce pod Pomnikiem Nieznanego
Żołnierza oraz zwrócili się do gości i
uczestników festiwalu z powitalnym słowem, m.in.
p. Leonarda Rewkowska powitała wszystkich
staropolskim: „…Gość w dom, Bóg w dom…” i
podziękowała za uhonorowanie „Pana Poloneza”
swoją obecnością.
Kilkusetosobowy pochód ruszył /zdj./. Stare
miasto zaiskrzyło polskimi barwami
i wspaniałymi strojami ludowymi. Obok polskich,
biało-czerwonych, powiewały białoruskie flagi
narodowe. W takt dźwięków Młodzieżowej Orkiestry
Dętej „Niaszota” z Rubie-żewicz, kierowanej
przez pp. Romualdę i Tadeusza Sobolewskich,
pochód centralnymi ulicami miasta podążył w
kierunku Domu Kultury, zachęcając mieszkańców do
przyłączenia się. Tam został przyjęty przez
kierownictwo Domu Kultury chlebem
i solą.
Po ustaleniu składu jury, do którego weszli tak muzycy, choreografowie,
jak
i działacze ZPB wraz z dyrektorem wydziału
kultury Słonimia p. Swietłaną Romaniuk, impreza
weszła w swoją kulminacyjną fazę. Rozpoczęły się
przesłuchania, trwające kilka godzin. Polonez
zabrzmiał w różnych opracowaniach, wykonaniach,
składach. Dominował znany i lubiany „Polonez”
a-moll M.K.Ogińskiego, będący swoistym hymnem
miasta Słonimia. Zespoły taneczne w różnych
strojach ludowych tak dziecięce, jak i
młodzieżowe z gracją, wdziękiem i godnością
ukazały najpiękniejsze i najszlachetniejsze
strony tego narodowego polskiego tańca. Polonez
został przedstawiony w trzech kategoriach i w
trzech kategoriach był oceniany: zespołów
tanecznych, wokalno-chóralnych
i zespołów instrumentalnych. Dokonać wyboru było
trudno, bo wszystkie prezentacje stały na
wysokim poziomie. Sala na około 600 miejsc była
prawie wypełniona. Każdy występ przyjmowano z
owacją. Rzeczywiście czuło się Poloneza w
powietrzu! Na zakończenie orkiestra dęta z
Rubieżewicz /zdj./ zagrała
„Pożegnanie
Ojczyzny”. 
Oznaczało
to, iż mamy wkrótce pożegnać się z kolejną
edycją Festiwalu „Polonez-2010”. Jury udało się
na obrady… W czasie podsumowania wyników przez
jurorów słuchaczy uraczono występami
białoruskich zespołów folklorystycznych. Po czym
nastąpiło ogłoszenie wyników
i wręczenie nagród.
Jury postanowiło przyznać nagrody rzeczowe i dyplomy wszystkim uczestnikom
Festiwalu, tym samym zachęcając do dalszej pracy
artystycznej. Pierwsze miejsca
w odpowiednich kategoriach zdobyli: Zespół
Taneczny „Krysztaliki” z Brzozówki, Zespół
Wokalny Nauczycieli Szkoły Muzycznej w Słonimiu
oraz Młodzieżowa Orkiestra Dęta „Niaszota” z
Rubieżewicz. Nagrody wręczyli wiceprezesi ZPB p.
Wiktor Bogdan /zdj./ ze Szczuczyna i p.
Mieczysław Łysy z Mińska.
Festiwal
„Polonez 2010” został zorganizowany bez jednego
grosza ze strony władz w Warszawie /władze
białoruskie udzieliły wszelkiej pomocy/.
Dyplomacja warszawska w Mińsku i Grodnie
zignorowała tę uroczystość. Nikogo z nich na
niej nie było.
Obecna była
delegacja z Białegostoku, ze Stowarzyszenia
„Rubież”, które ufundowało swoje książkowe
nagrody.
Po festiwalu
udało się zamienić kilka słów z Prezesem ZPB p.
Jadwigą Łysą
z Nowogródka, wiceprezesem ZPB p. Wiktorem
Bogdanem ze Szczuczyna,
Prezesem
ZPB p. Leonardą Rewkowską ze Słonimia oraz
redaktorem „Głosu znad Niemna” p. Tatianą
Zaleską /zdj./, którzy w jeden głos wyrazili
swoje zaniepokojenie sposobem zachowania
urzędników z MSZ wobec nich i ich rodaków z
Białorusi.
Po zakończeniu
Festiwalu Poloneza
p. Rewkowska w imieniu swojej organizacji
zaprosiła gości i organizatorów do wspólnego,
polsko-białoruskiego suto zastawionego stołu.
W restauracji było słychać polski śpiew i polską
mowę. Pomyślałem wtedy sobie: Jaka to siła! Jaką
wyrazistość ma ta nasza polska mowa tu - pośród
tych wspaniałych ludzi i działaczy! Jej wartość
da się głęboko odczuć dopiero poza Polską.
Wyjeżdżaliśmy ze Słonimia z p. Mieczysławem
podbudowani jednością tych Polaków i
Białorusinów, mieszkających jeden obok drugiego
i uzupełniających się nawzajem. „I ja tam z
gośćmi byłem, miód i wino piłem, a com widział i
słyszał, w… artykule …umieściłem”.
Wiktor
Dmuchowski, Częstochowa, dnia 10 czerwca 2010
roku.
P.S. Polacy na
Białorusi nie mogą być żadną kartą przetargową,
która decyduje
o karierze tak
prywatnej osoby, jak i przyszłości organizacji
społecznej czy
politycznej. Jeśli ktoś chce Polakom na
Białorusi pomagać, to powinien to
czynić z potrzeby
serca i bezinteresownie. Historii Polski
wystarczy
haniebnego
przykładu Rządów Kaczyńskich czy Tuska, którzy
wykorzystali
dorobek Polaków na Białorusi dla zaspokojenia
własnych
ambicji
politycznych i planowania „dżinsowych
rewolucji”. Do dziś
negatywne rezultaty
ich szkodliwej polityki odczuwają wszyscy,
Polacy na
Białorusi
szczególnie. Wystarczy! Aż się ciśnie mi na usta
powiedzenie o
grubej kresce.
Panie i Panowie, „poloneza czas zacząć…, ale
polskiego –
narodowego.