Goodbye  dywizjo

W cieniu wielkich sporów o to czy damy przysłowiowego ciała w organizacji i przygotowaniach do EURO 2012 czy nie, trwa żmudna i spokojna praca nad dalszym demontażem Sił Zbrojnych. Epatujemy się ostatnio faktem uniewinnienia wątpliwej jakości profesjonalistów spod Nangar Khel. Niektórzy nawet mówią o nich jako o bohaterach, a to nawet mnie, człowieka, który szanuje postanowienia polskich sądów, zmusza do odruchu protestu. Jeżeli bohaterstwem będziemy nazywać na tyle nieumiejętne posługiwanie się etatowym uzbrojeniem, że zamiast rzeczywistego wroga zabija się kobiety i dzieci, to strach się bać takiej nowej, profesjonalnej armii z ministrem na czele, który taki „wyczyn” uważa jedynie za „błąd”. Zakłócę nieco Czytelnikom rozważania o tym czy w czasie mistrzostw EURO 2012 da się dojechać do stolicy Polski autostradą (czyli – po ludzku) czy nie. W zeszłym tygodniu jechałem z Warszawy do Strykowa jedyne trzy i pół godziny i uważam to za niezły wynik. Nie wiem tylko, czy równie wyrozumiali będą kibice za rok, ponieważ nie mam wątpliwości, że Warszawa z Europą w 2012 roku  autostradą połączona nie będzie.

       Tak więc, jak wspomniałem, w cieniu tak wspaniałych naszych osiągnięć trwa szybka i mrówcza praca nad demontażem armii, a konkretnie nad demontażem naszych podstawowych związków taktycznych Wojsk Lądowych, potocznie zwanych dywizjami. Do niedawna mieliśmy ich aż cztery (wobec kilkunastu kilkanaście lat temu). Autorom budowy nowej, profesjonalnej armii i tego było za dużo, bo już trwa proces całkowitej likwidacji 1 Warszawskiej Dywizji Zmechanizowanej. Można zatem powiedzieć, że w tej chwili w Wojskach Lądowych mamy tylko trzy dywizje: dwie zmechanizowane i jedną pancerną oraz kilka brygad bezpośrednio podporządkowanych dowódcy Wojsk Lądowych. Na tym jednak nie koniec, bo te pozostałe trzy dywizje, w wyniku drastycznych zabiegów organizacyjnych, tracą powoli cechy związku taktycznego. Niewtajemniczonym wyjaśnię, że podstawowy związek taktyczny, jakim jest dywizja, powinien składać się z brygad lub pułków ogólno wojskowych,  pułków i batalionów rodzajów wojsk (np. artylerii, przeciwlotniczych, saperów itp.) oraz oddziałów zabezpieczenia działań bojowych (np. rozpoznania) i zabezpieczenia logistycznego (np. batalion remontowy, medyczny czy zaopatrzenia). Są to oddziały, którymi dowódca dywizji może wzmocnić, wesprzeć lub zabezpieczyć walczące brygady (pułki) dywizji, w zależności od tego jaką rolę odgrywają one w ugrupowaniu bojowym dywizji. Na bazie wszystkich podległych oddziałów, dowódca dywizji tworzy tak zwane elementy ugrupowania bojowego, których ilość i charakter zależy od rodzaju działań jakie dywizja realizuje.

       Dość jednak tej nudnawej teorii. Chciałem jedynie uzmysłowić Czytelnikowi jak ważną rolę w dywizji odgrywają jej poszczególne oddziały. Jednak nasi teoretycy w mundurach i garniturach postanowili, że ogołocą nasze dywizje z prawie wszystkich oddziałów za wyjątkiem brygad. W chwili obecnej w dywizji nie mamy już ani pułków artylerii, ani pułków przeciwlotniczych, ani batalionów saperów. Od dawna nie ma już batalionów rozpoznawczych, medycznych, pododdziałów chemicznych. Trwają przygotowania do „wyjęcia” z dywizji pododdziałów logistycznych (remontowych i zaopatrzenia) i przekazania ich w podporządkowanie Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych. Powstaje pytanie - gdzie podziały się te wszystkie jednostki? Odpowiedź nie trudno znaleźć w oficjalnych wydawnictwach MON, czy artykułach, na przykład generała Packa, który szeroko opisywał zmiany organizacyjne w artylerii, próbując przekonać czytelników, że redukcja o połowę potencjału polskiej artylerii jest wielkim sukcesem, godnym do naśladowania w innych rodzajach wojsk. Dywizyjne pułki artylerii w większości zostały rozwiązane, a na bazie ich resztek i dwóch dotychczasowych brygad zostaną sformowane trzy pułki, które jednak będą podporządkowane już dowódcy Wojsk Lądowych. Liczba pułków przeciwlotniczych też zostanie zmniejszona o połowę i zmienią one podporządkowanie (już nie w dywizjach). Bataliony saperów zostały podporządkowane niektórym brygadom, zmieniając przy tym często miejsce stacjonowania (np. 16 batalion saperów z Tczewa do Niska). Bataliony rozpoznawcze już dawno zostały rozformowane i niczym nie zastąpione. Podobnie bataliony medyczne. Na bazie dywizyjnych kompanii chemicznych utworzono pułk chemiczny centralnego podporządkowania. Po tych iście chirurgicznych cięciach, dywizja (jak pacjent po rozległych operacjach) stanie się kadłubkiem składającym się z dowództwa, batalionu dowodzenia (zabezpieczającego dowództwo) i brygad. Utraci, moim zdaniem, zdolność do samodzielnego prowadzenia działań bojowych. Dowódca dywizji nie będzie mógł ani wesprzeć, ani wzmocnić, ani zabezpieczyć podległych brygad. Nie będzie miał z czego utworzyć elementów ugrupowania bojowego. To w czasie wojny, a w czasie pokoju dowódca dywizji stanie się jakimś bliżej nieokreślonym, pośrednim szczeblem zarządzania czy administrowania (bo o dowodzeniu trudno tu mówić) podległymi brygadami. Nie będzie mowy o zgrywaniu jakichkolwiek systemów walki i zabezpieczenia na szczeblu związku taktycznego. Jeżeli jeszcze na to nałożymy jakość niektórych naszych dowódców i nowych profesjonalistów to śmiało możemy powiedzieć: goodbye nasza dywizjo. Zostanie z nich tylko nazwa, sztandar  i odznaki pamiątkowe.

       O ile mnie pamięć nie myli, nie tak dawno nasze media informowały, że w razie potrzeby naszego terytorium ma bronić dziewięć dywizji, w tym cztery nasze. Po pierwsze, już nie cztery, tylko trzy, a poza tym bardzo chciałbym zobaczyć porównanie jednej naszej, ogołoconej dywizji z dowolną dywizją NATO, przerzuconą na nasze terytorium. Byłoby chyba podobnie jak z porównaniem autostrad wokół Berlina z niby autostradą ze Strykowa do Warszawy.

PIOTR MAKAREWICZ