|
KATYŃ PRZYPOMINA. Tak oto mija 66 lat, gdy 25 kwietnia 1943 roku ZSRR zerwał stosunki dyplomatyczne z Polską. Trwa okrutna II wojna światowa, naród polski krwawi pod niemiecką okupacją, polscy żołnierze walczą na wszystkich frontach tej wojny, zesłańcy z Syberii, którzy nie zabrali się z armią Andersa na Bliski Wschód w dalszym ciągu wycinają tajgę i są niszczeni w sowieckich łagrach. Niemcy po stalingradzkiej klęsce za wszelką cenę usiłują przywrócić niekorzystną dla siebie sytuację, a jednym ze sposobów ma być poróżnienie w obozie aliantów. Ogłaszając światu odkrycie zakopanych ciał polskich oficerów pod Katyniem i wskazanie na prawdziwego sprawcę tej zbrodni musiało poruszyć umysły ówczesnych przywódców antyhitlerowskiej koalicji, ale równocześnie uzmysłowiło żołnierzom generała Sikorskiego, że sojusznik jest jednocześnie zbrodniarzem. Fakt ten poprzedza ważne wydarzenia tamtego okresu. Dziej się to, bowiem tuż przed powołaniem przez Stalina do życia ZPP, a w następstwie utworzenie 1 Dywizji Piechoty imieniem T. Kościuszki, którą kilka miesięcy później sowieci pod Lenino wystawią na wyniszczenie przez Niemców. Zaledwie dwa miesiące później pod Gibraltarem zginie premier rządu polskiego generał Sikorski, a Niemcy pod Kurskiem poniosą klęskę w bitwie pancernej i Amerykanie w Afryce ostatecznie z Anglikami zakończą 13 maja istnienie wojsk Osi w Tunezji. Przypomnienie tych faktów jest bardzo ważne, zwłaszcza dla młodego pokolenia, bowiem w naszej historii dochodziło już do fałszowania tych wydarzeń, a osoby usiłujące mówić prawdę były stawiane przed polskimi sądami i skazywano ich na kary więzienia. Przykładem mogą być wspomnienia Romualda Szeremietiewa, który na swoim blogu zamieścił relacje ze sposobu interpretowania „prawdy” przez ówczesne władze PRL. „W listopadzie 1980 r. SB zamierzało mnie aresztować. Władze PRL chciały pokazać „Solidarności”, gdzie jest granica, której nie wolno przekroczyć. Tą granicą była niepodległość, której domagała się Konfederacja. Wymknałem się esbekom. Z konspiracji, jako przewodniczą Rady Politycznej KPN wysłałem memoriał domagający się osądzenia winnych katyńskiej zbrodni do uczestników odbywającej się w końcu listopada 1980 r. Konferencji KBWE w Madrycie . 23 stycznia 1981 r. zostałem aresztowany, a 5 lutego 1981 r. prowadzący śledztwo prokurator Tadeusz Gonciarz postanowił zasięgnąć opinii biegłych, którzy mieli stwierdzić, czy moje oskarżenia ZSRR o popełnienia zbrodni nie są „lżeniem, wyszydzaniem, poniżaniem” Sowietów. Na biegłych prokurator powołał „pracowników dydaktyczno-naukowych Wojskowej AkademiiPolitycznej im. Feliksa Dzierżyńskiego w Warszawie – mgr. Juliana Sokoła oraz dr. Janusza Michalczaka”. Wojskowi politrucy potwierdzili podejrzenia prokuratury. Napisali: „Według historycznie udokumentowanej oceny zbrodnia katyńska jest jednym z ogniw hitlerowskiej polityki eksterminacji wobec narodu polskiego.” I przechodząc do sprawy Katynia wskazywali jak wg nich wygląda prawda o zbrodni: „Jak wiadomo polscy oficerowie, którzy uczestniczyli w prowadzeniu działań obronnych we wrześniu 1939 roku na wschodnich obszarach polskich po klęsce armii przedwrześniowej zostali internowani w Związku Radzieckim (zgodnie zresztą z panującymi zwyczajami wojennymi odnoszącymi się do stron nie biorących udziału w konflikcie) na terenie Białoruskiej Republiki w rejonie Smoleńska w kilku obozach, m.in. w Kozielsku, Ostaszkowie i Starobielsku. Według oficjalnych danych w obozach tych znalazło się około 11 tys. polskich oficerów. Przebywali oni tam do jesieni 1941 roku. W dniu 22 czerwca 1941 r. Niemcy hitlerowskie napadły na ZSRR. Na skutek zaskoczenia i całego szeregu innych przyczyn sytuacja operacyjna na froncie ułożyła się dla ZSRR wyjątkowo niekorzystnie. Już w miesiącu lipcu 1941 roku wojska hitlerowskie 2 i 3 grupy pancernej (46 i 47 korpus zmotoryzowany) znalazły się w rejonie Smoleńska. O Smoleńsk toczyły się zacięte i ze zmiennym szczęściem walki w okresie 10-16 lipca 1941 roku, w którym to dniu Smoleńsk został ostatecznie zdobyty przez wojska hitlerowskie. W tym stanie rzeczy władze radzieckie nie były w stanie ewakuować polskich oficerów, chociaż oczywiście czynione były takie próby. W rezultacie internowani oficerowie polscy dostali się w ręce hitlerowskie i zostali kolejno, w ciągu następnych miesięcy wymordowani. Zbrodni dokonywały tzw. Einstatz-Gruppen, które od pierwszego dnia agresji na ZSRR realizowały zbrodnicze rozkazy dotyczące eksterminacji dziesiątków tysięcy obywateli ZSRR w ramach planu „Barbarossa”, a także Polaków m.in. we Lwowie.” Dalej stwierdzali: „W świetle tych pobieżnych wyjaśnień oskarżenie ZSRR o zbrodnie na oficerach polskich należy traktować jako jawne fałszerstwo, oczerniające władze PRL iż rzekomo nie dba o ustalenie winnych owej zbrodni, a więc prowadzi politykę antynarodową politykę. Związku Radzieckiego zaś o niedopełnione zbrodnie i, co za tym idzie, stanowi próbę powaśnienia sojuszniczych i zaprzyjaźnionych narodów”. A odnosząc się do mojego memoriału podkreślili: „Kłamstwa tego rodzaju kierowane na forum międzynarodowe nie oznaczają tego samego, co kłamstwa rozpowszechniane wewnątrz kraju. Dyskredytują one bowiem państwo, podważają zaufanie do jego szczerości i jego inicjatyw. A te straty odrabia się bardzo powoli i z największym trudem.” Towarzysze z LWP przypominali nam, że: „Obowiązkiem Polaka jest dbać o imię własnej Ojczyzny i własnego narodu niezależnie od wyznawanych przekonań politycznych. Rozwijanie w kraju i za granicą krzykliwej propagandy wokół tzw. sprawy katyńskiej, organizowanie manifestacji przed polskim przedstawicielstwami dyplomatycznymi za granicą nie tylko szkodzą państwu, lecz stanowią element poniżania narodu polskiego.” 8 października 1982 r. Sąd Warszawskiego Okręgu Wojskowego, posiłkując się m.in. ekspertyzą politruków, skazał nas na kilkuletnie więzienie. W PRL do 1982 r. obowiązywało to, co w 1944 r. ogłosił Stalin. Czy dziś, ci „pracownicy naukowo-dydaktyczni”, zapewne zasłużeni emeryci wojskowi, obstają przy swojej prawdzie historycznej?” Dzisiaj, chociaż w większości wiemy o tym, że 5 marca 1940 r. Biuro Polityczne KC WKP(b) podjęło decyzję o wymordowaniu polskich oficerów. Podpisali ją Stalin, Woroszyłow, Mołotow, Mikojan, Kalinin, Kaganowicz. 14 marca NKWD przystąpiło do wykonywania decyzji, to przypominanie o tej zbrodni powinno być ciągłym obowiązkiem następnych pokoleń. U progu XXI wieku w dalszym ciągu jesteśmy świadkami obecności w mediach tzw. sprawy katyńskiej. Mimo, że od kilkunastu lat prowadzone jest w Rosji śledztwo przez prokuraturę wojskową, to dnia dzisiejszego nie tylko, że nie wydano żadnego wyroku, ale również nie przesłuchano nikogo w charakterze oskarżonego. Dla Rosji nie jest to ludobójstwo. Sprawcy tego mordu byli natomiast na początku lat 90-tych przesłuchani tylko w roli świadków. Trzeba przyznać, że od samego początku sprawa mordu katyńskiego nie znajdowała właściwego zrozumienia u przywódców świata zachodniego, dla których ważniejsze były wspólne z Rosją wysiłki w wojnie z Niemcami, niż poważne potraktowanie tej okrutnej prawdy. Pamiętamy, jak Winston Churchill w rozmowie z Władysławem Sikorskim powiedział :” Jeżeli oficerowie nie żyją, nie może pan zrobić nic, co przywróciłoby ich do życia”,dając tym samym do zrozumienia premierowi polskiego rządu, jaki w obliczu tragedii toczącej się wojny ma stosunek do zbrodni katyńskiej. Dla brytyjskiego szefa rządu zbrodnia popełniona na ponad 20 tysiącach polskich oficerów, to był jedynie niewielki procent strat, jakie państwa koalicji antyhitlerowskiej ponosiły w tej wojnie. Niewątpliwie kuriozalną sprawą był słynny proces norymberski, gdzie ZSRR, jako sprawca tego mordu, wystąpił jako oskarżyciel, próbując przypisać tę zbrodnię Niemcom. Zresztą u naszego wschodniego sąsiada sprawa katyńska to nie jest ludobójstwo, a jedynie sprawa kryminalna. W tym miejscu należałoby jedynie pozazdrościć Żydom umiejętności i wytrwałości w dochodzeniu prawdy o holokauście, ponieważ pewne jest, że gdyby to dotyczyło ich obywateli, to do dnia dzisiejszego sprawa byłaby już dawno wyjaśniona. Zatem, jeżeli nie potrafimy dochodzić swoich prawd, to nie odbierajmy możliwości zapisywania ich w pamięci kolejnych pokoleń. Franciszek Turbacz
Powyższy tekst jest jednym z
blogów na stronie Stowarzyszenia Pro Milito
|