
Ludzie powinni
rozmawiać.
Michał Podobin
14.05. 2009 r
Niedawno
mój znajomy zapytał mnie,
dlaczego tak wielu ludzi posiadających odpowiednią wiedzę na tematy
obecnej rzeczywistości, z takim zaparciem unika publicznego zabrania
głosu i ustosunkowania się do toczących się w mediach debat. Przecież,
to, co słyszymy od dyżurnych „specjalistów” jest często płytkie i nie
wnosi do dyskusji określonych wartości-dodaje. Tak, to jest prawda, ale
tak długo, jak fachowcy i uznane autorytety będą unikać publicznego
zabierania głosu, to niestety w naszych publikatorach będą gościć
dyżurni specjaliści w rodzaju książkowego generała, który wmówił sobie i
wielu innym, że jedynie ON posiada predyspozycje do dokonywania ocen w
obrębie spraw wojskowych. Dla wielu mediów bowiem, jest on szczególnie
cennym obiektem, ponieważ jego wypowiedzi są zgodne z kierunkami działań
rządu. Fakt, że jego wiedza i wnioski, jakie ogłasza, dawno przestały
interesować słuchających, nie ma żadnego znaczenia.
Natomiast posiadający informację oraz umiejętność analitycznego
i obiektywnego dokonania oceny kolejnych następujących po sobie zdarzeń,
wobec braku zaproszenia do studia telewizyjnego, czy też możliwości
udzielenia wywiadu, pozaszywali się w swoich mikrotowarzystwach i przy
kawiarnianych stolikach toczą zawzięte jałowe debaty. Dla nich brak
radia, telewizji, czy gazety stanowi mur niemożliwości, którego nie
wiedzą jak przekroczyć.
Mimo wyraźnej zachęty
i
wielu pozytywnych przykładów, jak dotychczas nie udało się ich przekonać
do osobistego zainteresowania się Internetem
i aktywnego włączenia się do toczących się debat. Pozostając w blokach
startowych od czasów narodzenia się tego sposobu porozumiewania się
ludzi, z niedowierzaniem przyglądają się, jak inni nawet nie mający
wszystkich argumentów, aktywnie odnoszą się do poszczególnych problemów.
Takie
zachowanie zupełnie przypomina kwokę z małymi kaczętami nad wodą. Małe
kaczki swobodnie wchodzą i pływają po wodzie, a kwoka dalej pazurami
rozgrzebuje ziemię, chcąc ich zmusić do naśladowania tej czynności.
Trwają, więc po zdjęciu mundurów, nasi koledzy w wygodnych „Sulejówkach”
i ciągle czekają, że do zabrania głosu muszą im zostać stworzone
odpowiednie warunki. Ale póki, co, to jeszcze nie ma w tej sprawie
ustawy, a z nowościami to trzeba ostrożnie, więc trwają w oczekiwaniu,
a życie każdego dnia przynosi nowe problemy.
Tak
oto, wybrane ośrodki decydentów dysponując nieograniczonymi
możliwościami w dysponowaniu publikatorami każdego dnia wpuszczają nas w
nowy kanał i umiejętnie sterują naszym tokiem myślenia.
Jednego dnia wskazuje nam się na wysokie notowania rządu, a już
następnego pokazuje korupcję i przekręty na najwyższych szczytach
drabiny urzędniczej. W zależności od potrzeb politycznych dawkuje się
opinii publicznej kolejne newsy.
Nie ma żadnego przypadku w tym, że niemieccy właściciele
polskojęzycznych gazet przy pomocy odpowiednio dobranych dziennikarzy,
na kilka dni przed Euro-2008, opublikowali antyniemiecki paszkwil,
mający zobrazować nastawienie polskich kibiców. Oczywiście było to
podłe, ale swój cel osiągnięto, bowiem opublikowana o tym wiadomość w
niemieckich brukowcach, jedynie spotęgowała nienawiść do Polaków, jaka
od dawna
w pewnych pronazistowskich kręgach niemieckich jest utrzymywana.
Kto
ma jednak o tym zabierać głos?
„Polskie” gazety tylko wzmiankują lub doinformują o takich postawach, a
głos zdecydowanego odporu nie jest na rękę właścicielom. A może nasi
dziennikarze nie widzą tego? Dokładnie widzą, ale ważniejszy dzisiaj
jest temat „raportu” pani minister Pitery, a jutro np. sprawozdanie z
procesu Leppera.
Pewna
pani śpiewała: ..nic dwa razy się nie zdarza..”więc, jeżeli nie możemy
robić tego, co moglibyśmy, róbmy to, co możemy”…
Jednocześnie, wiele spraw jest ciągle, jakby nie zauważanych,
przemilczanych lub podawanych z domieszką kłamstwa i fałszywych
insynuacji. Szczególnie eliminuje się problemy mogące mieć negatywny
wpływ na przyszłość kraju
i wskazujące konieczne kierunki zmian rodzimych elit politycznych.
Dobre
przykłady działań, wzory do naśladowania i rozpropagowania, zastąpiono
akcentowaniem nieudacznictwa, beznadziejności i zaściankowości stojących
u steru nawy państwowej i samorządowej.
Przez
kilkanaście lat nowej rzeczywistości, skutecznie zniszczyliśmy w mediach
kandydatów na mężów stanu, promując złodziejstwo, bandytyzm oraz
wszelkiego rodzaju przejawy przekupstwa i korupcji. Polakom i światu,
nasze media pokazują nas, jako naród pozbawiony umiejętności
samodzielnego i sprawnego działania. W ostatnim okresie, tym przegranym
tematem ma być, brak umiejętności w przygotowaniu Euro-2012.
Dziennikarze prześcigają się w wyszukiwaniu negatywnych zdarzeń, których
zaakcentowanie i wielokrotne powielenie we wszystkich mediach, od
telewizji po najbardziej poczytne gazety, ma utrzymywać nas w
przekonaniu o naszej małej wartości, skazanych głównie na wzajemne
obrzucanie się rynsztokowymi wyzwiskami. Podsycanie nienawiści i
wrogości między klubami, miastami, a często zawodami coraz częściej
owocuje ludzkimi tragediami i zamykaniem się określonych środowisk.
Propagowanie konsumpcyjnego trybu życia, zdobywanie przewagi za wszelką
cenę, podpowiadanie zachwalanie innych krajów, jako miejsc przyszłości
dla młodego pokolenia stało się z czasem nie tylko tematem medialnym,
ale posłużyło politykom, za sposób rozwiązywania problemów społecznych i
gospodarczych.
Niestety ostatnie miesiące coraz bardziej uświadamiają krach tej
koncepcji. Jednak nasi rodzimi ludzie pióra w dalszym ciągu realizując
politykę medialną nakreśloną przez zagranicznych właścicieli utrzymują
nas w błogiej nieświadomości.
Zastraszeni i zakompleksieni, mamy zostać sprowadzeni do roli biernych
słuchaczy komentarzy określonych polityków, do informacji podawanych
przez wybrane media. Swoje własne zdanie możemy wyrazić w domowym
zaciszu
i w kolejkach po darmową zupkę.
Nawet ludzie kultury, twórcy
w
miejsce ambitnych i wartościowych dzieł, wpuścili nas w kanał
niekończących się telewizyjnych seriali zarezerwowanych dla zwykłego
społeczeństwa, rezerwując teatr i dobrą książkę dla wybranych
przedstawicieli określonych elit.
Ten
negatywny obraz jest w znacznej mierze rezultatem naszego polskiego
„tumiwisizmu”. W wielu środowiskach, nie wyłączając wojskowego panuje
powszechne mniemanie, że ktoś to powinien dobrze zrobić, że inni powinni
się tym zająć, bowiem inaczej tego nie da się zrobić. Jednym słowem,
oczekiwanie na szczęśliwe trzęsienie ziemi.
Jeżeli piszą cywile nie mający pełnego wglądu w sytuację naszego wojska,
to wydaje się, że wojskowi, a zwłaszcza byli wojskowi, których nie
uwiera kaftan bezpieczeństwa nałożony im kiedyś przez zasady cywilnej i
demokratycznej kontroli nad wojskiem, wreszcie opuszczą wygodne
„działkowe” pozycje
i poważnie włączą się do dyskusji nad sprawami obronności RP.
Można
powiedzieć, że obronność to zbyt poważna sprawa, aby w dyletancki sposób
zajmowali się nią jedynie ludzie, nie tylko nie mający o tym pojęcia,
ale celowo doprowadzali do obniżania poziomu tej obronności.
Jeżeli komuś wydaje się, że przyglądając się w milczeniu zachodzącym w
wojsku negatywnym zmianom oraz poprzez uparte swoje twierdzenie, że tu
nic nie można już zmienić, przyczynią się do zapewnienia spokojnej
przyszłości swoim następcom, to muszę powiedzieć, że historia surowo
oceniała takie postawy.
Bowiem ten co przyzwala na czynienie zła, staje się wspólnikiem takich
czynów.
Kadra
zawodowa widzi, ale w trosce o swój codzienny byt, /który wielu z nich
przedkłada ponad dobro wspólne/ często uwieszona u klamek decydentów,
milczy w głębokim uniżonym skłonie.
A
rezerwiści, w błogiej sielance utyskują i narzekając często na cały
świat, liczą na mannę z nieba w postaci coraz korzystniejszych rozwiązań
emerytalnych.
Mimo,
że niemal każdego dnia, przykra rzeczywistość przypomina im, że
o wszystko w tym kraju trzeba walczyć nie zawsze zdobywa się na krok, na
który czeka cała z troską patrząca w przyszłość Polska.
Michał Podobin
Powyższy tekst jest jednym z
blogów na stronie Stowarzyszenia Pro Milito
PRO MILITO Blog.
Zawarte
treści w blogach są opiniami wyłącznie ich autorów.
|