|
O jaką integrację tu chodzi?
W
jednej z gazet związkowych, którego treści mocno wiążą się z woj-skiem,
pan ZR postanowił zaapelować do uczuć i umysłów emerytów wojskowych,
przekonując nieliczną zresztą rzeszę swoich czytelników Pozostałe związki i stowarzyszenia emerytów wojskowych stanowią dla niego jedynie tło, do przeprowadzenia własnych rozważań. Oczywiście, myślą przewodnią jest postulat utworzenia jednego związku, który połączyłby rezerwistów pod jednym dachem. Sam temat, jak każdy inny może być tematem dyskusji, zwłaszcza w sytuacji, gdy w tej gazecie polemicznych artykułów trzeba ze świecą szukać. Dla autora mnogość związków i stowarzyszeń rezerwistów wojskowych tym bardziej trudna jest do zrozumienia, że był on zapewne jednym z tych, co ten jedyny związek utworzyli, nadali mu kształt i sprecyzowali cele. Inne co prawda były wówczas czasy, ale łza się w oku kręci i co pewien czas ożywają marzenia. Przyszłość jest zapewne w decyzjach tych związków i nie jest moim zmartwieniem, kiedy i czy w ogóle to nastąpi. Zatrzymam się jednak nad pewnymi sprawami, które przy tej okazji wymagają wyartykułowania. Po
pierwsze, jeżeli daje się zauważyć wielość organizacyjną Po
drugie, zamiast referatowych zwrotów lepiej byłoby zejść na ziemię
Po
trzecie, jeżeli w przyszłości ma dojść do połączenia związków Czy dalej przekonywać wszystkich, że 17 września 1939 roku nie było agresji ZSRR na Polskę, a jedynie udzielanie pomocy bratnim narodom Białorusi i Ukrainy? Czy nie było Katynia i wywózki Polaków do odległych krańców Kazachstanu i Syberii? Czy dalej mamy powtarzać tę bzdurę, że bitwa pod Lenino była wielkim zwycięstwem polskiego żołnierza, a ogromne straty były jedynie wynikiem silnego oporu przeciwnika? Czy dalej mamy uzasadniać, że nie było możliwości udzielenia pomocy walczącym powstańcom w Warszawie w 1944 roku? Czy w nowym związku polski orzeł ma być w dalszym ciągu pozbawiony korony, a sztandary związkowe mają różnić się od żołnierskich? Czy autor tych rozważań widzi przyszły związek na obraz i podobieństwo swoich dwóch związków? Jakiego to honoru mamy bronić? Przestańmy wreszcie zaciemniać i pod jeden wspólny mianownik brać wszystkich żołnierzy, którzy służyli w latach 1943- 1989. Był to trudny czas, ale byli wówczas ci, którzy autentycznie służyli Polsce, ale byli i tacy, którzy zadbali, by w tej służbie było zbyt wiele fałszu, kłamstwa, bezprawia i niegodziwości. Nie można tego wszystkiego zamieść pod wspólny dywan. Dlatego istotne jest to, jaka to ma być ta oferta programowa dla wspólnego działania. Jeżeli pan ZR wyobraża sobie, że to ma być wypadkowy program tych dwóch związków, to trudno oczekiwać entuzjastycznych reakcji. Zapewne nie przeszkodzi to połączeniu tych dwóch związków, bowiem dzisiaj, one niczym nie różnią się, a aktywny udział autora wskazuje, że finał jest bliski. Prawdą
jest, że inne związki i stowarzyszenia, zwłaszcza nie mający wsparcia
finansowego odczuwają trudności w działaniu, co jednak nie oznacza, że
brakuje im odwagi w wypowiadaniu się w sprawach wspólnoty żołnierskiej.
Mimo, że nie posiadają własnej gazety, znajdują sposoby wypowiadania
się i zdecydowanej obrony interesów emerytów wojskowych. Ich członkowie
nie muszą jednak przemilczać pewnych okresów Niech
więc pan ZR dalej sobie pisze, łączy się i walczy o swoją „prawdę
historyczną”, ale inne kluby i stowarzyszenia niech zostawi w spokoju. A
swoją drogą, jest jeszcze czas na przypomnienie sobie prawdziwych
wydarzeń, jakie miały miejsce w czasie ostatniej wojny na szlakach
bojowych naszych wojsk idących ze wschodu. Bowiem to „dzięki” kłamstwom
i z przemilczeniom, do jednego worka wrzucono polityczną otoczkę z
wysiłkiem i stratami żołnierskimi. Sądzę, że pan ZR doskonale zdaje
sobie sprawę o rozmiarze tych fałszerstw, do których mógł i sam też się
przyczynić. Franciszek Turbacz
|