Szanowna Redakcjo.
Napisałam apel do użytkowników. Będę wdzięczna za umieszczenie go na forum

Z wyrazami szacunku.
Grażyna Niegowska.


Grażyna Niegowska
Ojciec chrzestny, dobry wujek…..

Naznaczony we wczesnej młodości piętnem zła, fanatyzmu, fałszu i obłudy, ślepo podporządkowany nakazom minionego ustroju, latami pozostawał wiernym wyznawcą i gwarantem istnienia formacji, którą w 2006 r. publicznie obnażył i unicestwił. Czyniąc tak, upowszechnił tajemnice uchodzące za niejawne, ściśle tajne etc. Ukryty za symptomami żądzy władzy, pokonał - w jego mniemaniu - zło i zaprowadził nowy porządek. To zmieściło się w schemacie jego myślenia. Wypełniając zadania postawione przez nową władzę, zdradził kolegów i przyjaciół – podobnie, jak brutalnie łamane przez niego ofiary. I choć w przeszłości wyśmiewał się z nowej władzy, choć demonstracyjnie jawił się, jako zagorzały przeciwnik zdrady, ostatecznie przekonał do siebie nieprzejednanych; w końcu był depozytariuszem wiedzy i informacji, które dały mu siłę przebicia. Za to dostał glejt nietykalności, co umocniło w nim urojenia o własnej wielkości. Od tamtej pory pułkownik Krzysztof B., bo o nim mowa, znalazł się w pierwszym szeregu nowej służby. Wiedział, że będąc u jej steru, może migać się od odpowiedzialności karnej, która nieustannie na nim ciąży.

Krzysztof B. dopuścił się czynów haniebnych, czynów zmieniających życie jego ofiar w piekło; czynów, ukazujących go jako kryminalistę, tyrana i despotę. Pomimo ciężkich zarzutów, cieszy się wiernopoddańczą nietykalnością i wykorzystuje demokratyczny aparat władzy, jak mu się tylko podoba. Jego wola i słowa są w istocie prawem; tylko tym można wytłumaczyć, że Państwo przejmuje ciężar odpowiedzialności za czyny Krzysztofa B., a on nie wykazuje z tego tytułu żadnej skruchy, żadnych skrupułów, czy żalu. Paradoksalnie lub nie, za funkcjonariuszem stanęły formacje, którym nadal nieobce są: ucisk, funkcjonalizacja i krępowanie woli człowieka.
Dlatego milczące ofiary pułkownika cierpią w dwójnasób; wiedzą, że przez Krzysztofa B. straciły wolność i egzystencję, a jednak nie potrafią dochodzić swoich praw. Wymiar sprawiedliwości jest po stronie kata i tylko zrządzenie losu może ten stan odmienić, zrzucając z pułkownika nimb niewinności.
Czy niniejszy apel wszystko zmieni? Wierzę, że jest ku temu, co najmniej kilka powodów.
Po pierwsze, o Krzysztofie B. należy mówić; należy roztrząsać jego winy i tą drogą ujawniać krąg osób przez niego pokrzywdzonych. Pułkownik panicznie się boi rozgłosu, choć… pozostawanie w cieniu odczuwa, jako despekt.

Po drugie, schemat zachowań pułkownika wskazuje na ich dysfunkcjonalność. Istota choroby polega na tym, że Krzysztof B. jest przekonany o swej życiowej misji i o wielkości; kocha przywileje i panowanie nad ludźmi, bez których nie potrafiłby żyć. To sprawia, że nienawidzi nieposłuszeństwa, krytyki i protestu, że jest nieufny i że ciągle oczekuje pochwał oraz akceptacji. Kto chce się cieszyć jego łaską, ten musi być posłuszny. Niejednemu i nie raz nasunął się cień wątpliwości, co do osoby Krzysztofa B. Jednak nawet ci nie zdają sobie sprawę, jak niebezpieczne są paranoiczne skłonności pułkownika - który, pozostając w służbie i będąc umysłowo uwięzionym w swoim wybujałym ego, przekształca katalog środków zaradczych w broń wycelowaną w ofiary.

Po trzecie, dążący do dla zaspokojenia własnego Ja pułkownik, nauczył się wykorzystywać konstytucyjny arsenał środków i działań do celów pozaustawowych. Operacyjna pomysłowość, temperament choleryka, jego despotyzm, brak taktu i wyczucia, a przede wszystkim tchórzostwo, nie dopuszczają do głosu argumentów prawnych i rozsądku. Pozostaje mu tylko przemoc; w repertuarze Krzysztofa B. na porządku dziennym są: arogancja, wymuszenia posłuszeństwa, zastraszanie i groźby, kryminalizacja niepokornych, pozbawianie ich pracy, godności i perspektyw, a nawet domu. Swym zainteresowaniem obejmuje tych, których bardzo nie lubi, którzy źle na niego patrzą, albo źle o nim mówią. Wtedy ani szczególne znajomości, ani kwalifikacje zawodowe, ani przynależność, tudzież szczególne przymioty lub cechy nie pomogą. Nie pomoże też żaden wymiar sprawiedliwości, żaden rzecznik praw, czy wysoki trybunał. Przekonałam się o tym.

Po czwarte, jako jedna z jego ofiar otwarcie i od dłuższego już czasu mówię o chorobie Krzysztofa B., o jego zagrożeniu dla otoczenia, o jego czynach, które powinny być ścigane karnie i które powinny zaprowadzić pułkownika tam, gdzie jest miejsce przestępców. Jako jego ofiara, do pięciu lat nie mogę w Polsce i poza jej granicami znaleźć pracy.Jako jego ofiara, od pięciu już lat bezskutecznie pukam do drzwi wymiaru sprawiedliwości i mówię: funkcjonariuszem Krzysztofem B. trzeba się zająć, trzeba zacząć penalizować jego czyny…trzeba przerwać milczenie. Przecież Europa już nam się przygląda !

Po piąte, bez kompanów, lizusów i satrapów, bez uniformu i ukrytych insygniów władzy, może on jedynie uchodzić za przypadek wymagający opieki; lecz z neuropsychiatrycznego punktu widzenia przypadek ten wydaje się być zdolny do przesłuchania i osadzenia. Dlatego podziel się wiedzą na temat pułkownika. Nie bój się, obecnie nic Ci już nie grozi.
Umieszczenie apelu łamie wszelkie tabu i idzie w stronę sprawiedliwości.

Grażyna Niegowska

Adres znany Redakcji Pro Milito.
Treść listu wyraża poglądy autorki i nie może być utożsamiany ze stanowiskiem redakcji.