Panie Prezydencie. Panie profesorze.

Dr Eugeniusz MACIEJEWSKI  /ppłk. dypl. w st. spocz./

 
Niniejszy tekst jest fragmentem załącznika jaki towarzyszył Listowi Otwartemu napisanego przez ppłk. dr Eugeniusza Maciejewskiego do Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego.- przyp. Red. ProMilito

 

Wielce Szanowny Panie Prezydencie!

Niniejszym dołączam przewodnik do listu otwartego, którego za pośrednictwem Poczty Polskiej przesyłam na ręce Pana Prezydenta - Zwierzchnika Sił Zbrojnych, w którym
z własnej woli opisuję niektóre , wybrane problemy poznawcze podejmowane przez grono Nauczycieli Akademii Wojsk Pancernych i słuchaczy ( 1972 – 1976) przybyłych do Moskwy z 20 krajów świata (w tym - z Iranu, Iraku Syrii).
Za pozwoleniem Pana Prezydenta - Zwierzchnika Sił Zbrojonych , Profesora Prawa melduję , iż 15 sierpnia A.D. 2006 usłyszałem w dzienniku telewizyjnym o godzinie 9.00 bulwersującą poniekąd informację, być może spreparowaną na okoliczność rozwiązania WSI (autora nie znam i dlatego nie wymieniam jego nazwiska), jako że wedle tegoż autora oraz pracowników Kancelarii Prezydenta RP – oficerowie WP, którzy
w przeszłości ukończyli akademie wojskowe i wyższe kursy doskonalenia jeszcze
w byłym Związku Radzieckim – w III i IV RP nie powinni być gratyfikowani (postanowienie dotyczy stanowisk służbowych, odznaczeń i awansów na wyższe stopnie wojskowe). Degradacja nauki? Gorsi patrioci? Zbiorowa kara za niezawinioną przeszłość? Trefni absolwenci? Wrogowie Ojczyzny? Zdrajcy Narodu? Kaci?

Powiedziałem wtedy – gdyby dzień 15 sierpnia 2006 roku zamienił się cudownie
w dzień 1 kwietnia , przeszedłbym do porządku dziennego (tj. realizacji swoich codziennych spraw) i milczałbym, ale był to rzeczywiście dzień 15 sierpnia 2006 roku – ŚWIĘTO WOJSKA POLSKIEGO!! („Dobre” życzenia w związku ze Świętem…, powiedziała z ironią znana dziennikarka , i dodała – wy i tak kochacie Polskę!).

Zrozumiałem, iż problem dotyczy przecież także mojej osoby. Przyznaję, że dotychczas nie oczekiwałem od Władz III Rzeczypospolitej Polskiej ojcowskiego błogosławieństwa, czy matczynego pocieszenia (a szkoda), a tym bardziej jakiejkolwiek nagrody! Zaznaczyć chcę jednak, iż >>normalni<< ludzie cieszą się, gdy są nagradzani (każda nagroda mobilizuje i wychowuje także osoby starsze – tak bowiem zaleca andragogika – nauka o wychowaniu dorosłych). Do zbioru osób starszych ja „już” zaliczam się ( rocznik 1946). Pragnę zaznaczyć, że jest to moja samoocena!

Z intelektualnej przekory , w tym przypadku – postanowiłem analizować takie zmienne, jak : praworządność, sprawiedliwość, dyscyplina społeczna, świadomość narodowa, prospołeczne zachowanie osób będących orędownikami zhumanizowanego prawa, ład i porządek, poszanowanie godności ludzkiej, i doczekałem się dominacji >>SPRAWIEDLIWYCH, i takiej oto NAGRODY<<!! Wymienione wyżej zmienne stanowią przecież rdzeń ( kręgosłup) rządzącej obecnie Polską partii o pięknie brzmiącej nazwie - Prawo i Sprawiedliwość!

Faktem bowiem jest, że w 1976 roku ukończyłem Akademię Wojsk Pancernych
w stolicy Soviet Union, kraju o powierzchni 20 mln km kw. , zaliczanego wówczas przez USA i świat (tzw. Zachód) do światowego mocarstwa, zwłaszcza nuklearnego! Prawdę mówiąc miałem możność bliższego poznania przynajmniej niektórych mechanizmów funkcjonowania Związku Radzieckiego. Właśnie dlatego
z własnej woli postanowiłem napisać list otwarty do Prezydenta RP Profesora Prawa. Ów List otwarty przesyłam do wiadomości i wykorzystania także niektórym dziennikarzom, generałom, admirałom, stowarzyszeniom wyższej użyteczności, oficerom, chorążym i podoficerom WP w kraju i za granicą, niektórym hierarchom wszystkich Kościołów w Polsce, rektorom wyższych uczelni, niektórym artystom oraz Prezesowi Trybunału Konstytucjonalnego, i Rzecznikowi Praw Obywatelskich. Na uwadze mam jeszcze innych adresatów, nie tylko w Unii Europejskiej.

W liście otwartym nie chwalę, broń Boże, doktryny edukacyjnej obowiązującej
w latach 70-tych XX wieku w tzw. Kraju Rad, którą wymyśliła sowiecka gerontokracja na Kremlu (co rok, co pół roku , co trzy miesiące, co miesiąc – pogrzeb i żałoba po zejściu kolejnego „wybitnie zasłużonego” dla >>sprawy… << przywódcy KPZR). Rosjanie ubóstwiają leciwych przywódców.

Chcę zaznaczyć, iż ja i moi Koledzy (Panowie Oficerowie) nie przynależeliśmy do korpusu oficerów politycznych; nie byliśmy funkcjonariuszami wywiadu, kontrwywiadu czy WSW, i nie współpracowaliśmy z żadną wyżej wymienioną służbą ( instytucją). Oficerowie polityczni bowiem uczyli się w Akademii Politycznej, jako , być może – elita indoktrynacyjna , ale to trzeba udowodnić!!! Pragnę też zauważyć, że polityka nas mierziła, mierzi i teraz, ale jesteśmy na jej „reklamowy”
i propagandowy wpływ już uodpornieni. Mierziła nas i mierzi zwłaszcza obłuda oraz tzw. szantaż polityczny
i wszędobylskie kłamstwo,a także liczne manipulacje, będące – okazuje się, głównym wytworem ( produktem) umysłów ludzi polityki w Polsce; polityki >>wielkiej i małej<<, wymysłem ludzi o osobowości ekspansywnej, a także często narcystycznej (te podniesione włosy, ta bijąca w nozdrza woń francuskich perfum, ekstrawaganckie krawaty po 300zł za sztukę, buty po 1500zl za parę, garnitury
w cenie 5000 – 15000zl, te nieskoordynowane gesty i ruchy, zmienny tembr głosu, palce ułożone na kształt klina, etc. ( chęć naśladowania Demostenesa, syndrom manekina, mima - efekt >>mowy ciałem<<). Bez opisu zachowań pozostawiam dość liczne jeszcze w Polsce „osobowości” (występujące w polskiej polityce praktycznej) o cechach - znamionach neurotycznych. Tymi „osobowościami” niech zajmują się lekarze psychiatrzy (specjaliści od terapii dusz) , jeśli te „osobowości” takiej terapii zapragną; mnie zaś nic do nich (przepraszam, czy tu biją?)!

Politycy z pierwszych stron gazet, ze względu chociażby na swą próżność (mierny efekt rządzenia Państwem polskim) przypominają Rodakom do złudzenia „duże – małe” dzieci , szczwane - choć trochę autystyczne; ba – 10% praktykujących polityków (w tym znaczna liczba Posłów ) słabo czyta (tak to oceniam), a niektórzy z nich nie rozumieją, prawdopodobnie, niektórych pojęć; rzecz oczywiście o języku polskim, np. filipiki = „filipinki” (filipika – mowa gwałtowna, przeciw komuś wymierzona, pismo polemiczne); słowo łacińskie stricte – po polsku znaczy „dokładnie” – jest często wypowiadane jako „scritte”, i inne.

Przedstawiciele Narodu polskiego - Posłowie, Obywatele RP - „najlepsi
z najlepszych”, którzy swoimi bałamutnymi wypowiedziami powodują zamęt
i zwątpienie Rodaków w Państwo polskie – nigdy nie zostaną Mężami Stanu, a ich nazwiska nigdy nie będą umieszczone w Panteonie Chwały! Ich chwilowy sukces nie zmieni nastawienia Polaków do polityki. Pamiętam, jak nad moją kołyską Matka moja – chłopka – rodem z Wiskienicy (d. Księstwo łowickie) z domu Kołach – uczyła mnie komplementarnie – Hymnu Państwowego, Roty i Boże coś Polskę. Obywatele Rzeczypospolitej Polskiej przekonali się minionego lata (2006), że niektóre osoby znaczące nie do końca znają słowa hymnu państwowego śpiewanego w rytmie mazura (o melodii sparafrazowanej aż do bólu, to nawet Pani Edycie Górniak się nie śniło!).

Niektórzy politycy rozpoczynają swe butne wypowiedzi (parlamentarne oracje) , np. od słów „oczywiście, aczkolwiek, tudzież…”. Poloniści wskazują na błędy
w wymowie, pisowni, interpunkcji; wskazują także na złą odmianę nazwisk, imion, nazw miejscowości, itp. O fleksji i gramatyce historycznej nie wspominam. Podziw i zdumienie wzbudza u Polaków słowotwórstwo obecnych polityków , etymologia słów (derywacja wsteczna, derywacja postępowa). My – zwykli obywatele RP – chcieliśmy, aby politycy - Posłowie i Senatorowie , czyli Wybrańcy Narodu – byli naszymi Nauczycielami i Wychowawcami. Tymczasem jest odwrotnie. Bywa, że Posłowie w Sejmie, a często i poza nim, nas wyborców kompromitują, a siebie ośmieszają! Piszę o tym z podniesiona przyłbicą. Nie mogę milczeć , gdyż moje milczenie i obojętne patrzenie na otaczającą mnie rzeczywistość (modny „looking”) oznaczałyby akceptację „braku uprzejmości”
i sobiepaństwa u rządzących. Na wybryki polityków ja NIE wyrażam zgody! (bezkarność polityków bowiem przenoszona jest do szkół, urzędów, burs, zakładów wychowawczych, bo - „IM wolno...”).

Po zakończeniu nauki w Akademii Wojsk Pancernych w Moskwie, zdaniu egzaminów
w języku rosyjskim i obronie pracy dyplomowej wróciłem do kraju (wraz z Kolegami). Rozkazem Szefa Departamentu Kadr MON skierowany zostałem do Wydziału Operacyjnego 16 Dywizji Pancernej w Elblągu. Po roku służby w ZT Szef Departamentu Kadr MON skierował mnie do Centrum Doskonalenia Oficerów
w Rembertowie (działalność dydaktyczna). Następnie przeniesiony zostałem służbowo do Głównego Inspektoratu Szkolenia MON w Warszawie przy
ul. Królewskie 1 (Główny Zarząd Polityczny WP zaś mieścił się przy ulicy Królewskiej 2, nota bene, w tzw. domu „bez kantów”). W GISZ i GZSB przez 10 lat zajmowałem się programami oraz planowaniem i sprawozdawczością szkolenia taktyczno – operacyjnego w Siłach Zbrojnych (strukturach podległych Głównemu Inspektoratowi Szkolenia). W międzyczasie Wyżsi Przełożeni wyrazili zgodę na moją prośbę, która dotyczyła rozpoczęcia studiów w WAP na Wydziale Nauk Pedagogicznych. Podnoszenie kwalifikacji i zgłębianie wiedzy było w tamtych latach warunkiem sine qua non rozpoczęcia studiów doktoranckich w Katedrze Psychologii WNP WAP, które to studia uwieńczone zostały obroną pracy
i uzyskaniem tytułu doktora nauk humanistycznych ( psychologia osobowości efektywnej – skuteczny dobór osób do wykonywania funkcji kierowniczych, dowódczych, szkoleniowych
i wychowawczych ze względu na osobowość)!!

Dlatego też zdumienie ogarnęło mnie, jak usłyszałem i zobaczyłem prymitywny
(z minionej epoki , raczej nomenklaturowy - kołchozowy) dobór osoby płci żeńskiej do roli, np. sekretarza stanu. Żenujący spektakl „molestowania” Posłanki „Samoobrony” (nazwiska nie wymieniam) przez Posła PiS (nazwiska nie pamiętam, choć kojarzy mi się ono z Mojżeszem, który prawdopodobnie słyszał GŁOS BOGA!), by Ona przyjęła łaskawie propozycję dotyczącą piastowania stanowiska sekretarza stanu w Ministerstwie Rolnictwa. Krótka, zatem droga od wytwórczyni wędlin (praca w Geesie) do ministerialnego fotela. Okazuje się, że doświadczenie, fachowość, wykształcenie - nie są wymagane. Pamiętam, że za czasów „realnego socjalizmu” sekretarzy i dyrektorów przywożono w >>teczkach<<, ale pezetpeerowska, nomenklaturowa „kuchnia” kadrowa w PRL była hermetyczna,
a decyzje kadrowe podejmowano dyskretnie (bez rozgłosu); pomijano oczywiście konkursy, badania testowe, kwestionariuszowe, sprawdziany przydatności, selekcję pozytywną, etc., etc.
W 2006 roku zaś owa „kuchnia kadrowa” przypomina Polakom raczej Bazar Różyckiego na warszawskiej Pradze, gdzie przekupki handlują jeszcze pyzami, pączkami i flakami, a tylko niezwykli menele obrzucają się inwektywami (klątwami)
i to z wzajemnością.

Wstydzę się za nienaukową metodologię doboru osób do pełnienia ról kierowniczych, wstydzę się za mierny profesjonalizm niektórych Posłów, za plugawe słownictwo niektórych Ministrów, za projekcję >>takiej<< WIEDZY, która (okazuje się) ,jest „dobrą wiedzą”! W ocenie >>takich<< urzędników państwowych, to nawet oficerowie Wojska Polskiego są traktowani jak WROGOWIE OJCZYZNY, WROGOWIE NARODU POLSKIEGO I KOŚCIOŁA W POLSCE!

Panie Prezydencie – za pozwoleniem powtórzę za Papieżem Janem Pawłem II owe znane i zapamiętane prze Polaków - proste, ważne, historyczne słowa : „Niech zstąpi Duch Twój, niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze Ziemi, tej Ziemi”! Ze smutkiem i zażenowaniem dodaję: i naleje oleju mądrości do głów osobom odpowiedzialnym za kierowanie Państwem Polskim – Narodem, naszą wspólną Ojczyzną, Amen!

Ppłk. dr Eugeniusz Maciejewski

c.d. nastąpi