Pogrom Specjalistów

Gen broni Waldemar Skrzypczak

Fundamentem każdej współczesnej armii są podoficerowie różnych, często skomplikowanych specjalności. Oni stanowią o zdolności bojowej poszczególnych jednostek swoimi wysokimi kwalifikacjami. Często wymagającymi doskonałego, wieloletniego szkolenia i lat doświadczeń w czasie ćwiczeń.

Od kilku lat systematycznie likwiduje się etaty dla doświadczonych podoficerów lub obniża ich poziom np. z chorążego na kaprala. Obniżając jednocześnie wymagania w zakresie umiejętności. Bo nikt zdroworozsądkowo myślący nie wymaga tego samego od chorążego z wieloletnim stażem w linii, co od kaprala po krótkotrwałym przeszkoleniu. Obaj ci panowie wiedzą, jak wiele ich dzieli. Bo jak można wyszkolić operatora przeciwlotniczego zestawu rakietowego OSA (PRWB OSA) w ciągu jednego-dwóch lat? To niemożliwe. To lata ćwiczeń i szkoleń.

Podobnie jest w innych specjalnościach decydujących nie tylko o skuteczności ogniowej, ale i o żywotności na polu walki. Że wymienię specjalistów łączności, rozpoznania itd. I dramatyczne jest jeszcze to, że już nie będzie miał kto nowych adeptów wyszkolić. Przekazać swojej drogocennej wiedzy i umiejętności.

Można zadać sobie pytanie, czemu służy taki sposób budowania zdolności armii? I chyba nikt nie znajdzie żadnej racjonalnej odpowiedzi. Bo tego nie da się uzasadnić. Choć ostatnio spotkany żołnierz powiedział mi, że to, co się dzieje, przypomina mu film „CK Dezerterzy”. Gdzie myślenie jest wręcza zakazane. To mówi prosty żołnierz z linii.

Faktem jest lawina wniosków o zwolnienie z armii. I mnie to już nie dziwi. Pisałem o powodach tego stanu rzeczy wcześniej. Natomiast zaskakujące są próby zatrzymania odchodzących żołnierzy z armii za wszelką cenę. Otóż z Warszawy wydano polecenie, aby namawiać żołnierzy do powrotu do armii. Wysyłane są do nich listy z taką propozycją, z gotowym wnioskiem do podpisu. Śmieszne? Tego by prześwietny Mrożek nie wymyślił. Ciekawy jestem, kto tego pomysłu jest autorem ?

Tymczasem puste etaty po specjalistach, dla wypełnienia limitu 100 tysięcy, oddaje się żołnierzom NSR. To zbrodnia tworzyć formacje oparte o NSR. Bo to nic innego, jak tworzenie sił złożonych z „mięsa armatniego”. Pytam, jak ma się to do zdolności jednostek, które wymagają specjalistów? Jak wobec tego buduje się plany bojowego użycia tych jednostek na wypadek wojny? Przecież dla odtworzenia tego, co teraz tak skutecznie się niszczy, potrzeba 8-10 lat! Przebudowy od nowa całego systemu szkolnictwa wojskowego. Pozyskania instruktorów–specjalistów, których przygotowanie to też proces wieloletni.

Widać decydenci wojskowi pogodzili się z dyktatem politycznych dyletantów i pacyfistów. I nie chcę myśleć, że dla zachowania swoich stanowisk poświęcili własnych żołnierzy i naszą, narodową armię.

                                         Waldemar Skrzypczak