|
Polityka rządu wobec Białorusi Wbrew polskim interesom My krzewiciele demokracji W tej oto sytuacji Rzeczpospolita Polska - jako kraj miłujący demokrację i praworządność - przeznacza ze swojego budżetu pokaźne kwoty na wspieranie białoruskiej opozycji i na arenie międzynarodowej angażuje się jako rzecznik przeciwników białoruskich władz. Sama telewizja Biełsat - będąca tubą opozycji - kosztuje polskiego podatnika 25 mln zł rocznie. Do tego dochodzą szkolenia studentów w organizowaniu działalności politycznej skierowanej przeciwko władzom, a także koszty utrzymania w Polsce emigrantów, którzy rzekomo musieli opuścić swój kraj, bo nie zgadzają się z Łukaszenką. No i bezpośrednia pomoc logistyczna i materialna dla „opozycji". Czy to wszystko prawda? Czy rzeczywiście sytuacja na Białorusi jest tak dramatyczna, jeśli idzie o prawa człowieka, jak przedstawiają nam media i nasi politycy? Tego nie wiemy. Ja osobiście polskim mediom nie wierzę, podobnie jak polskim politykom - zwłaszcza tym rządzącym. Dlaczego im nie wierzę? Bo znam szarą, codzienną rzeczywistość w Polsce - całkowity rozpad tzw. wymiaru sprawiedliwości, zawłaszczonego przez rodzinno-towarzyską koterię sędziów, rozpadającą się gospodarkę z 20-procentowym bezrobociem, całkowitą samowolę policji, korupcję w samorządach, w których 90% budżetów idzie na utrzymanie u władzy burmistrzów i starostów. Polska ma swoje poważne problemy ustrojowe, gospodarcze i społeczne, ale ich nie rozwiązuje. Zamiast tego polskie elity polityczne wolą występować w roli obrońcy wolności u wschodniego sąsiada. Widocznie tak łatwiej. Wszystkie patologiczne zjawiska, w polskim życiu publicznym, są chlebem powszednim Polaków, jednak są starannie przemilczane przez media i polityków. Jeśli już nawet ktoś gdzieś o czymś się zająknie, to tylko tak, żeby opisać fakt jednostkowy, a broń Boże unikać „uogólnień". O tym, że sądami rządzi koteria - nie napisze dziennikarz żadnego z wielonakładowych pism, nie powiedzą o tym w żadnej telewizji. Tematem tabu jest kwestia ordynacji wyborczej, odbierającej Polakom bierne prawo wyborcze. Tu trwa w najlepsze zmowa milczenia. Partie i politycy będą się żreć jak psy o Smoleńsk, o to co kto komu w tej sprawie powiedział, ale będą unikać jak ognia niewygodnego dla nich wszystkich skandalu jakim jest polski system wyborczy - głupi, marnotrawny i odbierający obywatelom prawo kandydowania - bez zgody któregoś z partyjnych kierownictw. Ordynacja wyborcza w Polsce jest wprost sprzeczna z konstytucyjna zasadą równości, ale o tym sza! Za to prostujemy demokrację na Białorusi. Tymczasem na Białorusi są jednomandatowe okręgi wyborcze - na każdym szczeblu, do każdego przedstawicielstwa. Ponieważ więc ci „nasi" politycy i dziennikarze tak bezczelnie unikają i omijają patologiczne zjawiska we własnym kraju, nie zasługują ani na cień zaufania, kiedy popisują się obroną praw człowieka na Białorusi. Ja im po prostu głęboko nie wierzę, kiedy mówią, że na Białorusi wybory były sfałszowane. Nie są w stanie mieć na to żadnych dowodów -po prostu tak mówią, bo mają w tym interes. Jaki jest to interes - to dobre pytanie, które czeka na odpowiedź. Nie wiem i praktycznie nikt w Polsce nie wie, czy wybory na Białorusi były sfałszowane, ale oni - minister Sikorski, polscy posłowie do Parlamentu Europejskiego - też tego nie wiedzą. Bo niby skąd mieliby to wiedzieć już w niedzielę 19 grudnia, kiedy białoruskie komisje liczyły głosy? Nie przeszkadza im to jednak zabierać głosu na forum międzynarodowym. Już samo to budzić musi podejrzenia, że nie chodzi tu o fakty, ale że Białoruś stała się jakimś przedmiotem pewnej gry, zaprojektowanej niezależnie od stanu faktycznego. Czy jest to gra w polskim interesie? Czy opiera się na prawdziwych faktach? Nie sądzę. Jak jest naprawdę? Z informacji moich znajomych, którym ufam, obraz Białorusi jest zgoła odmienny od tego, który widzimy w polskich mediach. Mam zamiar zresztą pojechać tam i zobaczyć sytuację na własne oczy. I bynajmniej nie chcę przykładać do oceny tamtejszej sytuacji abstrakcyjnych norm i standardów. Trzeba pamiętać, że jest to kraj, który zaczął niepodległy byt po ponad 70 latach komunizmu. Polska po 45 latach komunizmu nie może się pozbierać. Trzeba też zobaczyć co dzieje się w innych krajach postsowieckich, a co na Białorusi? Np. zastanawia mnie, że na Ukrainie, w Rosji mamy kastę tzw. oligarchów - bogaczy dysponujących miliardowymi fortunami, a na Białorusi o takich nie słychać. Dlaczego? Moim zdaniem z bardzo prostego powodu - na Białorusi nie doszło do prywatyzacji (czytaj: rozkradze-nia) majątku narodowego. Przypilnował tego prezydent Aleksander Łukaszenko, który swoją karierę zaczął od szefa parlamentarnej komisji zwalczającej korupcję. A więc być może fakt, że nie pozwolił rozkraść gospodarki jest powodem, że go tak bardzo zwalczają? Co jeszcze wiemy o Białorusi? Oto np. wzrost gospodarczy wyniósł tam w ostatnim roku ponad 7%. I to bez unijnych dotacji (a może właśnie dlatego). Bezrobocie wynosi 0,7% (w Polsce blisko 20%). Białoruś ma swoje narodowe gałęzie przemysłu np. budowę ciężkich maszyn transportowych (w tym sektorze rynku ma 30% udziału w rynku światowym). Jaką narodową gałąź przemysłu ma Polska po 20 latach transformacji? Jak relacjonuje moja znajoma, osoba godna zaufania, pani Izabela Falzmann - na Białorusi jest czysto, bezpiecznie i w ciągu ostatnich 15 lat widać znaczący postęp gospodarczy i cywilizacyjny. Co podobno widać np. po dobrym stanie dróg. Jak wyglądają polskie drogi po 20 latach „transformacji" każdy widzi. No ale my będziemy ich uczyć demokracji, bo "demokrację" łatwiej się "buduje" niż drogi. Nie wiem jak naprawdę jest i czy te relacje oddają całą rzeczywistość. Zapewne opozycjoniści mają swoje racje, problem polega tylko na tym czy są to racje prawdziwe i czy czasem nie należałoby posłuchać co ma do powiedzenia legalna władza. Oto np. wielki gwałt się podnosi, że białoruska milicja zatrzymała manifestantów, którzy w dniu 19 grudnia w Mińsku, wtargnęli do rządowych budynków, rozbijając szyby. Ale jakoś żaden z dziennikarzy nie poda informacji, że był to dzień wyborów, w którym komisje jeszcze liczyły głosy. Polski kodeks karny zawiera cały rozdział „Przestępstwa przeciwko wyborom" i gwarantuję czytelnikom, że gdyby w dzień wyborów jakikolwiek manifestant w Polsce „naruszył ciszę wyborczą", albo wybijał szyby w budynkach rządowych zostałby spałowany i aresztowany jeszcze szybciej niż ci na Białorusi. Kiedy piszę ten tekst, polskie media komentują uszczypliwie wypowiedź prezydenta Białorusi - Łukaszenki - który zarzucił Polsce, że przygotowywała zamach stanu. Polscy politycy wyśmiewają się z tych wypowiedzi. A co byśmy powiedzieli gdyby np. Niemcy szkolili u siebie polskich studentów - powiedzmy ze Śląska - w organizowaniu manifestacji, drukowaniu antyrządowych ulotek, wyposażali ich w materiały, komputery, finansowali po to, żeby obalić rząd w Warszawie? Czy nie uważalibyśmy, że jest to przygotowywanie zamachu? A polskie władze nawet specjalnie nie ukrywają, że takie szkolenia dla opozycjonistów białoruskich robią i przeznaczają na to budżetowe pieniądze. Wiadomo, drogi mamy doskonałe, obwodnice w każdym mieście, szpitale aż kwitną - nie ma na co już wydawać, no to damy opozycjonistom białoruskim, niech obalą rząd. No dobrze - powie ktoś - ale przecież są jacyś opozycjoniści, jacyś niezadowoleni z rządów Łukaszenki - więc może oni mają rację? Może mają, może nie mają. Kiedyś studiowałem (za czasów PRL) w Krakowie, miałem kolegów z Ameryki Łacińskiej - z Boliwii, Kolumbii, Peru. Byli to zawodowi rewolucjoniści komunistyczni, którzy byli przygotowywani do obalenia rządów w swoich krajach. Też mieli swoje racje, ale przede wszystkim pobyt w Polsce to był dla nich raj. Dla mojego przyjaciela Hectora Pe-rez de Calderon'a - Indianina Ke-czua z Boliwii, gdzie żyło się za 1 dolara dziennie, pobyt w bezpiecznej, Polsce, gdzie miał wikt i opieru-nek i jeszcze stypendium, żeby było co wypić i zakąsić - to był po prostu raj. Nie chcę umniejszać białoruskim opozycjonistom ich ideowości, zapewne wielu z nich święcie wierzy w sens swojej walki. Tak samo wierzyli w swoje ideały moi koledzy Latynosi - komuniści, którzy nie mogli zrozumieć dlaczego my Polacy nie kochamy Związku Radzieckiego. Nie chcę zatem umniejszać ide-owości białoruskim wygnańcom, ale jednak byłbym jakimś naiwnym człowiekiem, gdybym nie zauważył, że średnia zarobków jest w Polsce 3-krotnie wyższa niż na Białorusi. I jeszcze nasuwa mi się jedno porównanie. Polscy Romowie (dawniej swojsko zwani Cyganami) pouciekali na Zachód - do Anglii, Szwecji i Danii skarżąc się, że w Polsce są prześladowani. Rzeczywiście nasz socjal jest kilkakrotnie niższy niż angielski. I niechby tak na podstawie relacji Cyganów -(o pardon! - Romów) - ktoś w Anglii miał zbudować obraz Polski... Nagonka na Białoruś - wbrew polskim interesom Ale pomińmy wątpliwości. Może rzeczywiście prezydent Łukaszenko to dyktator, a na Białorusi nie ma demokracji (Ja osobiście wątpię w ten obraz). Ale na litość! Pytam wprost: jaki interes ma Polska, żeby walczyć o demokrację na Białorusi? Żeby tam wtrącać się w wewnętrzne sprawy, trudne do oceny? A - dajmy na to - na Kubie, z którą nie słychać żebyśmy zrywali stosunki dyplomatyczne i żądali niewpuszczania jej dyplomatów na teren Unii, to jest demokracja? Jaki na litość Boską interes ma biedny, zaniedbany kraj - moja Ojczyzna - Polska - w pchaniu swoich pieniędzy na robienie rewolucji w kraju sąsiada, który bynajmniej nie jest do nas wrogo ustosunkowany? Białorusini nigdy nas Polaków nie mordowali, nie było tam rzezi, Polacy cieszą się normalnym traktowaniem, nikt nie przeszkadza w budowaniu polskich kościołów, nikt nie szykanuje mieszkańców Grodna czy Brześcia za to, że noszą polskie nazwiska. Jaki interes polityczny, gospodarczy czy społeczny mamy w zadrażnianiu, w robieniu sobie wroga i wywoływaniu lokalnego politycznego konfliktu? Jeśli mi ktoś wskaże taki interes - bardzo podziękuję. Ja takiego nie widzę. No tak, ale wolność, demokracja itd. - powie minister Sikorski. Odpowiem Panu ministrowi Sikorskiemu prosto - zajmij się Pan tym co do Pana należy. A skoro tak bardzo kieruje się Pan racjami etycznymi i szacunkiem do demokracji, to walcz Pan no np. o zmianę polskiego systemu wyborczego, boś nam Pan to sam osobiście obiecywał w roku 1997, jeszcze jako polityk Ruchu Odbudowy Polski! W osobistej rozmowie w gmachu Sejmu. Co z tego pozostało? Nic. To tyle wątków osobistych. Oczywiście Pan minister nam nie odpowie. Nie odpowie nam też nikt inny. Na argumenty nie toczy się w Polsce bowiem żadna dyskusja. Powtarzam - Polska nie ma żadnego interesu w tym, żeby walczyć o demokrację na Białorusi, ani nigdzie indziej na świecie - zakładając nawet, że demokracja tam jest zagrożona, co wcale nie jest pewnikiem. Jesteśmy za mali, mamy zbyt wiele własnych nie rozwiązanych problemów - i zajmijmy się raczej nimi. Białoruś potrzebuje partnera gospodarczego, potrzebuje przyjaznych stosunków politycznych na zachodzie - bo to kraj wciśnięty miedzy Unię a Rosję. Tymczasem my nie tylko ich atakujemy jako Polska, ale napuszczamy na nich Unię Europejską. Polscy politycy angażujący nasz kraj w walkę z Białorusią i z jej legalnymi władzami działają przeciw nam, nie w polskim interesie. Poza tym o wolność „Waszą i naszą" nawalczyliśmy się już z wiadomym skutkiem w XIX wieku i w II wojnie. Były to z naszej strony, najbardziej idiotyczne i szkodliwe dla nas Polaków działania. Ponieśliśmy tylko gigantyczne straty ludzkie, materialne i terytorialne, a kiedy przyszło co do czego, to i tak Francuzi nie chcieli „umierać za Gdańsk", a Churchil powiedział Andersowi w 1945 roku: „Zbieraj pan swoje dywizje!" Do kitu z takimi sojusznikami! Poza tym - jak już stwierdziłem - doniesienia białoruskiej opozycji o „fałszowaniu wyborów" należy brać z dużą rezerwą. Trzeba by na to mieć mocne dowody, a jak na razie -oprócz deklaracji - takich dowodów po prostu nie ma. Tak więc nie tylko czysty wzgląd na troskę o nasz narodowy interes, ale także i zwykły rozsądek, każe powstrzymać się od wtrącania nosa w sprawy kraju naszego sąsiada. Obawiam się wszakże, ze nasza wasalna „klasa polityczna" realizuje w sprawie Białorusi scenariusz napisany bynajmniej nie w Warszawie i walczy o interes, ale bynajmniej nie o interes Polski. Janusz Sanocki
|