|
Polityka wschodnia w przeszłości i współcześnie
Mgr Wojciech Janicki
dr Ryszard Ślązak
W
dyskusjach na temat koncepcji ,rozwoju i przyszłości państwa polskiego
pojawiają się różne historyczne odniesienia. Jedno z nich występuje w
pytaniu - Polska na wzór piastowski czy jagielloński? Odpowiedź na tak
postawione zagadnienie nie może być jednoznaczna. W wymiarze
geopolitycznym narzucenie Polsce granicy wschodniej na linii Curzona i
korzystne przesunięcie na Zachodzie, które nastąpiły po II wojnie
światowej nasuwają analogie do Państwa pierwszych Piastów. Z drugiej
strony wielowiekowa tradycja Rzeczypospolitej wielu narodów
zapoczątkowana unią Polsko-Litewską, na trwałe uformowała naszą
tożsamość i tradycje narodowe kształtując polską kulturę, mentalność i
sferę wartości. Długotrwałe istnienie państwa na obszarze wielkiego
pogranicza o złożonym wymiarze etnicznym i cywilizacyjnym, a także
wyznaniowym, ze skutkami również genetycznymi, wraz z odmiennością
ustroju, stworzyło nową jakościowo społeczność w porównaniu z czasami
piastowskimi.
Można więc, powiedzieć, że jesteśmy dziś narodem zakorzenionym w epoce
dziejów, które otworzyła Unia polsko-litewska. Warto przypomnieć, że
fundamentem etosu Rzeczypospolitej stała się doktryna Uniwersytetu
Jagiellońskiego wyłożona przez Pawła Włodkowica na Soborze w Konstancji
w 1415 roku rozwijająca ewangeliczne zasady współżycia narodów wcześniej
wyrażone w tekście Unii Horodelskiej z 1413 roku. Doktryna ta,
potępiając wszystkie formy tyranii, głosiła zasady wolności i tolerancji
w stosunkach między narodami, jak i w odniesieniu do sposobu sprawowania
władzy wobec rządzonych. Zdecydowanie potępiała też wojny napastnicze i
misje ewangelizacyjne przy użyciu siły. Potwierdzali ją i stosowali w
praktyce polscy królowie i mężowie stanu głosząc, że nie są władcami
sumień swych poddanych. Wolności te były szczególną siła atrakcyjną
przyciągająca do Rzeczypospolitej tak jednostki, jak i całe społeczności
żyjące poza jej granicami, w tym na przykład, niemieckojęzyczną szlachtę
inflancką, kurlandzką i z Prus Elektorskich, a także mieszczaństwo tego
kraju, a nawet Hugenotów z Francji. Decydowały też o niezwykłym
"majestacie asymilacyjnym" państwa, przez niektórych pisarzy zachodnich
ironicznie nazywanego "koronowaną republiką" Co ciekawsze, te zdolności
asymilacyjne objawiały się również pod zaborami, przyciągając wielu
obcych przybyszów, w tym także z mocarstw panujących nad podzieloną w
okresie zaborczym Polską. Były wśród nich jednostki wybitne, które,
zafascynowane polskością, wniosły swój wkład do rozwoju naszej kultury,
nauki, techniki i gospodarki i to w wymiarze międzynarodowym.
Rzeczpospolita to zobowiązanie
Można obawiać się, że przyjmując od Francuzów określanie poszczególnych
etapów historycznych Państwa Polskiego, jako pierwszej i kolejnych
Rzeczypospolitych, enumerujemy w ten sposób zmiany ustrojowe i
polityczne, ale gubimy gdzieś głębszy i ponad czasowy charakter pojęcia
Rzeczypospolitej. Pojęcie Rzeczypospolitej, jej ustrój, jak w wypadku
republiki, opiera się o zasadę wolnego wyboru najwyższych organów władzy
w oparciu o głosowanie pośrednie lub bezpośrednie w sposób określony
przez Konstytucję, ale odwołuje się także do innych elementów dobra
wspólnego jakim ma być państwo, do sfery wartości podstawowych, do
imponderabiliów, do odpowiedzialności za moralny i organizacyjny
kształt całej polskiej wspólnoty narodowej.
Choć w praktyce "naród szlachecki" odszedł daleko od
wskazań doktryny Włodkowica, przypominały o niej pisma polskich pisarzy
politycznych i moralistów w rodzaju Andrzeja Frycza - Modrzewskiego,
autora "kazań sejmowych" - ks. Piotra Skargi, czy ks. biskupa Marcina
Kromera i wielu innych, w tym grupy reformatorów państwa w dobie
polskiego Oświecenia. Ich myśli i dzieła stworzyły Konstytucję 3 Maja,
pierwszą konstytucję w Europie.
W ciągłej konfrontacji z najazdami sunącymi ze wschodu ku granicom
Rzeczypospolitej i Europy łacińskiej wobec, której Rzeczpospolita
faktycznie pełniła funkcję "przedmurza chrześcijaństwa", nie można było
do końca zapomnieć o fundamentach, jakie tę rolę ukonstytuowały.
Systemowi antyhumanistycznej tyranii w stosunkach międzyludzkich ,
wzorcom życia stadnego tatarskich i otomańskich plemion- przeciwstawiano
elementy ładu cywilizacji chrześcijańskiej: godność człowieka - w tym
szczególnie kobiety-matki, zwarte życie rodzinne, samorząd, koncepcje
życia osiadłego, idee państwowotwórcze, dziedziczną własność, a także
odwołanie do Dekalogu zapewniające stałe rozróżnienie między pojęciami
dobra i zła. Mimo praktycznych odstępstw od tych zasad, nigdy ich
publicznie nie odrzucano, a pojęcie Rzeczypospolitej trwale je
przypominało. Tego przesłania nie niesie w sobie pozornie analogiczna
instytucja ustrojowa jaką jest republika.
Zmierzch unii i projekty federacyjne
Wracając do współczesności powtórzmy pytanie czy koncepcja powrotu
do tradycji Polski Jagiellońskiej ma dzisiaj jakiekolwiek realne
uzasadnienie? Powrotowi Polski na polityczną mapę Europy po I-szej
wojnie światowej, towarzyszył spór o to czy na odzyskanych w ciężkich
walkach wschodnich przed rozbiorowych ziemiach Rzeczypospolitej
miejscową ,"pounijną" ludność niepolską asymilować w ramach państwa
zbudowanego na zasadach unitarnych, czy też połączyć ją z nim na bazie
federacyjnej?
W przeciwieństwie do Romana Dmowskiego i stojącej za nim Narodowej
Demokracji - Józef Piłsudski i jego obóz, a także Ignacy Paderewski,
opowiadali się za ideą oderwania od Rosji Ukrainy, jak również
Białorusi i Litwy i utworzenia z nich państw niepodległych połączonych
węzłami federacji z Polską.
Sprawa nie była prosta. Zwolennicy federacji zdawali się nie uwzględniać
upływu lat, jakie minęły od konfliktów z ludnością ruską w dawnej
Rzeczypospolitej. Miały one wówczas charakter stanowy, a nie
narodowościowy czy językowy. Źródłem krwawych wojen z Kozakami było ich
żądanie rozciągnięcia przywilejów szlacheckich na całą sicz kozacką
Zaporoża, nie zaś chęć oderwania się od państwa unijnego. Kozaczyzna
uznawała zwierzchność króla i sejmu Rzeczypospolitej. W 1658 roku
zawarto Umowę Hadziacką, która deklarowała prawne zrównanie koronnych
ziem ruskich z Polską i Litwą.
Miało więc, dotychczasowe państwo Obojga Narodów ulec przekształceniu w
państwo Trojga Narodów, a "naród ruski" stawał się jego częścią
jako "równy z równym, wolny z wolnym, zacny z zacnym". Umowa ta jednak
nigdy nie weszła w życie. Po obu stronach zabrakło ostatecznej
determinacji, a w toczących się wojnach z Moskwą po prostu siły. Od
połowy XVII wieku sprawa ukraińska zależna była od konfrontacji lub
porozumienia Polski z Rosją. Odpadnięcie od Polski Zadnieprza po wojnach
kozackich, a potem porozbiorowe panowanie Rosji nad większą częścią ziem
ukraińskich z okresu pierwszej Rzeczypospolitej, które przeszły pod
panowanie Rosji nad większością ziem ukraińskich, odwróciło ich losy i w
znacznej mierze unicestwiło dążenia Rusinów- Ukraińców do integracji z
Polską.
W połowie XIX wieku Wiosna Ludów zdynamizowała proces samookreślenia
dotąd zależnych narodów europejskich i ich dążenia do niepodległości.
Po I Wojnie Światowej przedstawiciele zwycięskiej Ententy na
Konferencji Paryskiej w 1919 roku uznali za obowiązującą zasadę
samostanowienia narodów. Ta decyzja przyczyniła się do rozpadu cesarstwa
Austro-Węgierskiego i negowania polskich dążeń do rewindykacji
terytoriów położonych na wschód od granic Królestwa Kongresowego.
Nowoczesna świadomość narodowa Ukraińców rodziła się przede wszystkim w
Małopolsce Wschodniej, pod rządami austriackich Habsburgów stanowiącej
część tzw. "Galicji i Lodomerii". Na tym obszarze, korzystając z
przyznanych w drugiej połowie XIX wieku swobód autonomicznych,
większością instytucji rządowych kierowali Polacy. Budziło to sprzeciw
Ukraińców podsycany przez Austriaków kierujących się znaną zasadą -
"panuj, dziel i rządź!”.
Odgrzewając stare uprzedzenia i konflikty antagonizm ten wyradzał się w
skrajny nacjonalizm. Znajdował on swoje ideologiczne wsparcie w
obłędnych teoriach Dmytro Doncowa nawołujących wręcz do rzezi Polaków i
innych mieszkańców ziem ruskich nie ukraińskiego pochodzenia, co miało
swoje tragiczne skutki dla tych narodowości ,w szczególności dla Polaków
i Żydów, w trakcie obu wojen światowych. Tak działo się mimo to, że po
stronie polskiej panowała życzliwość i współdziałanie w rozwoju
ukraińskiej kultury i literackiego języka.
Na innych obszarach kresów wschodnich idea federacji też nie miała
większych szans powodzenia. Świadomość narodowa wśród Białorusinów
budziła się bardzo wolno, a rewolucja bolszewicka starała się odciągnąć
ich od propolskich sympatii. Propaganda czerwonych przynosiła widoczne
rezultaty, choć jeszcze w Powstaniu Styczniowym 1863 roku znaczny był
udział białoruskich chłopów.
Litwini, wspierani w swym młodym nacjonalizmie przez Niemców i
Anglików, zdecydowanie odrzucali propozycje jakichkolwiek związków z
Polską w okresie I wojny światowej i po jej zakończeniu, żądając nadto
Wilna, Grodna i Suwalszczyzny. W dziejowych rozrachunkach oskarżali
Jagiełłę o zdradę litewskich interesów narodowych, która doprowadziła do
"opolaczenia" kraju. Ten pogląd, utrzymywany do dziś przez Litwinów mija
się z prawdą historyczną. W świetle faktów można założyć, że bez unii z
Polską, Litwini byliby obecnie nie tyle przedmiotem zainteresowania
polityków, co archeologów. Podobnie jak Prusowie czy Jadźwingowie
doszczętnie wytępieni na drodze "misji cywilizacyjnej" Krzyżaków.
Ukraińcy , próbując pierwszego listopada 1918 roku opanować Lwów,
sprowokowali wojnę z Polską, a na wschodzie musieli walczyć o Kijów z
białą i czerwoną Rosją. Kluczem do uzyskania niepodległości przez
Ukrainę był Kijów. Jednakże kolejne rządy ukraińskie swoje główne siły
kierowały przeciw Polsce, jak gdyby Lwów były ważniejszy dla nich niż
stolica kraju. Piłsudski deklarował, że gotów jest do rozmów na temat
miejsca Galicji Wschodniej w ramach proponowanej federacji, ale
jednocześnie stwierdzał, że "póki co, nie możemy dać się tu mordować i
rabować." W wyniku wypchnięcia przez wojska polskie Ukraińców w 1919
roku za Zbrucz i inwazji bolszewików przeciw Polsce doszło do ugody z
atamanem Petlurą . Był to wszakże sojusz spóźniony. Mimo zwycięstwa nad
bolszewikami wyczerpana długimi zmaganiami wojennymi strona polska i
ukraińska nie były w stanie kontynuować walki o niepodległość Ukrainy,
która w efekcie została podzielona w pokoju Ryskim w 1921 roku między
sowiecką Rosję i Polskę.
Należy krytycznie ocenić kilka błędów rządów polskich w
dwudziestoleciu międzywojennym popełnionych wobec mniejszości
ukraińskiej w Polsce. Z drugiej strony jednak trzeba pamiętać, że
nacjonalizm ukraiński brutalnie odrzucał wszelkie gesty współpracy i
pojednania, czy też próby ugody, że zamordowani zostali ich gorliwi
rzecznicy ze strony władz polskich: Tadeusz Hołówko i minister Bronisław
Pieracki. Jest też rzeczą charakterystyczną, o czym pisze w przejmujący
sposób Zofia Kossak-Szczucka w swojej "Pożodze", a potwierdzają to
wspomnienia innych świadków wydarzeń, że wśród chłopów ukraińskich
upowszechniony był stereotyp " przeklętego Lacha", wyzyskiwacza, którego
godziło się zabić i zabrać mu wszystko, co posiadał. Natomiast w czasie
rewolucji i anarchii na Ukrainie, po roku 1917 ofiarami krwawej rozprawy
padali z reguły ci obywatele ziemscy, bądź ich administratorzy, którzy
opiekowali się wsią śpiesząc jej z pomocą w razie głodu, choroby czy
pożaru, szerzyli oświatę. To oni właśnie stawali się łatwym łupem
zbuntowanego chłopstwa, do końca nie spodziewali się bowiem, że staną
się przedmiotem tak czarnej niewdzięczności "złego pana" natomiast,
trzymającego chłopów żelazną ręką, po prostu się bano, ale paradoksalnie
także szanowano, bo to był "serdytyj Lach". Słynny w tamtych czasach
zagończyk, major Feliks Jaworski, który na czele dużego oddziału jazdy
bronił na Podolu polskich majątków przed rabacją chłopów i brał nieraz
krwawy odwet na przyłapanych rabusiach, mógł bezpiecznie nocować w
najbardziej zbuntowanych wsiach. Miejscowi bali się, że za jego głowę
zapłacić mogą bardzo wysoką cenę, a z drugiej strony taki gość to było
wyróżnienie, swoisty zaszczyt dla całej wsi. Chciał u nich nocować, a
mógł przecież całą wieś po prosu spalić. Ugoda z Ukraińcami szła więc po
drogach wielce krętych i wyboistych.
Główny cel Józefa Piłsudskiego
Opisane tu zjawiska można podsumować wnioskiem, że ludzie nie
znający głęboko Wschodu nie powinni brać się za politykę wschodnią.
Józef Piłsudski znał Wschód dobrze. Dlatego odrzucił propozycję zdobycia
bolszewickiej Moskwy wspólnie z przywódcami białej Rosji, popieranymi
przez Zachód, a nie uznającymi Polski rzeczywiście niepodległej. Po
klęsce białych uderzył na Kijów bo wiedział, że w ten sposób sprowokuje
bolszewików do wojny, w której powinni ponieść totalną klęskę.
Należy zakładać, a potwierdzają to pamiętniki Bogusława Miedzińskiego -
bliskiego współpracownika Marszałka i inne źródła, że hasło federacji z
Ukrainą i przymierze z Petlurą podporządkowane było w planach
Piłsudskiego tej jednej sprawie: zwycięstwu nad bolszewikami, które na
lat dwadzieścia ochronić miało Polskę i Europę przed najazdem
bolszewickiego Wschodu.
Na powodzenie planów federacyjnych było za wcześnie. Nie dojrzała
do niej skłócona wewnętrznie Ukraina ze znaczną częścią ludności nie
posiadającej wykształconej świadomości narodowej. Nie dojrzała także
Polska.
Rosja i polityka aliantów a sprawa polska
W czasie trwania Konferencji Paryskiej w 1919 roku sprawa
granicy Wschodniej granicy Polski była swoistym zakładnikiem wydarzeń w
Rosji. Dopiero decyzją Rady Ambasadorów mocarstw zachodnich w roku 1923
uznano ostatecznie wschodnią granicę Polski, wynegocjowaną wcześniej w
pokoju zawartym między Polską a Rosją Sowiecką w Rydze w lutym 1921
roku.
W dniu 5 stycznia 1919 jeden z przywódców rosyjskiej kontrrewolucji
- admirał Aleksander Kołczak ogłosił w Omsku rezolucję, w której
zapowiadał zwycięską walkę o odbudowę "prawdziwej, chrześcijańskiej"
Rosji.
Deklarował w niej, że nie dopuści do jakiegokolwiek umniejszenia granic
imperium. Rezolucja omska zyskała pełną aprobatę ze strony
przedstawicieli zwycięskich mocarstw na konferencji w Wersalu.
Przedstawiciel, amerykański generał Francis Kenan, odwiedził w kwietniu
1919 roku Polskę, a następnie oświadczył, że Polacy, kamuflując swoje
imperialistyczne dążenia niebezpieczeństwem bolszewickiego najazdu,
sięgają po nienależne im ziemie swoich sąsiadów i są dla nich głównym
zagrożeniem. Opinia ta skwitowana została komentarzem przywódców
zachodnich, że "Polska to trudny sojusznik".
Po upadku Kołczaka, przywództwo "białych" przejęli generałowie
Denikin i Wrangel, którzy namawiali Piłsudskiego do współpracy w
zwalczaniu bolszewików .Zarazem jednak żądali, by Polacy przejmując
kontrolę nad obszarami położonymi na wschód od granic Królestwa
Kongresowego oddawali je w ręce administracji rosyjskiej . Natomiast
rokowania w sprawie "nowych związków Polski z Rosją" odkładali na czas
po zwycięstwie nad czerwonymi. Piłsudski wstrzymał więc ofensywę na
Ukrainie i dopiero po zwycięstwie bolszewików nad "białymi" nie dość
konsekwentnie wspieranymi militarnie przez Anglików i Francuzów,
kontynuował już samodzielnie wojnę z sowietami.
Mocarstwa zachodnie w Rosji upatrywały cennego sojusznika.
Szczególnie Anglicy uważali, że odbudowa Polski nie gwarantuje
stabilizacji w Europie środkowo-wschodniej. Powoływali się przy tym
na tradycje "polskiej anarchii" wyrażając w memoriale lorda Balfoura
obawę, że Polska nawet gdyby okazała się względnie silnym "państwem
buforowym" między Niemcami i Rosją mogłaby spowodować odwrócenia się
Rosji od Europy i skierowanie jej ekspansji na Daleki Wschód i Indie,
"co musiałoby w największym stopniu zaniepokoić brytyjskich mężów
stanu". To stanowisko zaowocowało projektem tzw. "linii Curzona", którą
angielski dyplomata zaproponował 11 lipca 1920 roku, jako granicę, na
którą miałyby cofnąć się wojska polskie w wyniku postulowanego rozejmu z
bolszewicką Rosją. Polsce chciano pozostawić obszar dawnej Kongresówki z
Białostocczyzną, a bez płn Suwalszczyzny.
II Wojna Światowa na Kresach
Na linię Curzona powoływał się w swoich żądaniach terytorialnych
Stalin. Jego żądania zostały przyjęte przez Churchilla i Roosevelta w
trakcie konferencji sojuszników w Teheranie w 1943 i w Jałcie w lutym
1945 roku, i wreszcie w Poczdamie, w czasie i po zakończeniu II wojny
światowej
Okupacja niemiecka na terenach tzw."Ostlandu" pogłębiła jeszcze
zadawnione konflikty wśród miejscowej ludności. Część obywateli
sowieckich z tego obszaru walczyła w szeregach Armii Czerwonej z
Niemcami. Inni kolaborowali z III Rzeszą. Obie strony posługiwały się
hasłem wyzwolenia swojego kraju z całkowicie odmiennych stanowisk
politycznych i ideowych. To rozdarcie obejmowało również Polaków, którym
polityka wielkich mocarstw nie dawała żadnych szans na odbudowę
rzeczywistej niepodległości. Tak naprawdę, jedyną alternatywą formuły
państwa demokracji ludowej, narzuconego przez sowieckiego "sojusznika
naszych zachodnich sojuszników", była perspektywa włączenia Polski do
"Kraju Rad", jako XVII socjalistycznej republiki związkowej. Szantaż tej
groźby trwał bodaj dłużej niż okres życia i rządów Stalina.
Na kresach wschodnich obie strony tej wojny zwalczały w okrutny
sposób dążenia do utrzymania polskiego stanu posiadania w granicach z
roku sierpnia 1939 roku, ustanowionego w Traktacie Ryskim. Litwini, u
boku Niemców, mordowali Polaków, razem z Żydami, w Ponarach, nieopodal
Wilna i pacyfikując wsie wspierające akowską partyzantkę. Różne
formacje nacjonalistów ukraińskich dokonywały masowych rzezi polskiej
ludności gdzie się dało: od Wołynia po Lwów i Karpaty. Wielu
Białorusinów uczestniczyło w zwalczaniu polskiej konspiracji i zbrojnych
oddziałów podziemia tak we współpracy z Niemcami jak i w szeregach
sowieckich partyzantów. Wraz z nimi walczyły także grupy
komunistycznych kolaborantów polskiego pochodzenia opowiadających się za
przyłączeniem polskich terenów, jako zachodniej Białorusi do Związku
Radzieckiego.
Z drugiej strony trzeba pamiętać, że mniejszości narodowe przedwojennej
Rzeczypospolitej miały swoich reprezentantów w formacjach sił zbrojnych
walczących o wolną Polskę i na listach katyńskich miejsc kaźni. Wielu
też Ukraińców pomagającym przeżyć swoim polskim sąsiadom i tych , którzy
odmawiali udziału w ich zagładzie, padło ofiarą mordów z rąk swoich
szowinistycznych pobratymców spod znaku OUN -
UPA.
Wiek XXI za wschodnią granicą Polski
Po rozpadzie Związku Sowieckiego powojenna granica wschodnia nie
była przez Polskę kontestowana i współcześnie stanowi ona linię podziału
terytorialnego między Litwą, Białorusią, Ukrainą i Polską, która uznała
niepodległość tych krajów. Mimo wzajemnych umów o równych prawach dla
mniejszości narodowych po obu stronach granicy, dawne uprzedzenia
nadal odbijają się negatywnie przede wszystkim na losach ludności
polskiej mieszkającej na obszarze wymienionych wyżej sąsiednich państw.
Kolejne rządy Rzeczypospolitej sprzyjają ich otwarciu na Unię Europejską
i NATO, do których przystąpiła Litwa, ciągle odmawiająca jednak uznania
pełnych praw ludności polskiej na swoim terytorium. Podejmując
współpracę z Polską na płaszczyźnie stosunków zewnętrznych litewskie
władze redukują polską oświatę i własność na terytorium swojego kraju.
Należąca do Rady Europy współczesna Rosja stara się utrzymywać
realne wpływy w graniczących z nią państwach, szczególnie w tych, które
do niedawna włączone były do obszaru Związku Sowieckiego.
Polskę nadal dzielą od wschodniej Słowiańszczyzny bariery
cywilizacyjne mające swoje źródła w przeszłości. Zbudowały je
wielowiekowe tradycje wschodnich rządów totalitarnych, od panowania
chanów mongolskich w średniowieczu, po czasy niedawnej komunistycznej
dyktatury. Ma to swoje widoczne skutki w trudności wdrożenia
demokratycznych struktur ustrojowych oraz wykorzenienia poddańczej
mentalności aprobującej rzeczywistość, w której "siła przed prawem
jest jeszcze".
Szczególnie na Ukrainie, ale i w Rosji, istnieją głębokie podziały
społeczne. Powstały tam silne układy oligrachiczno-mafijne, które
wykorzystując zamęt zmian ustrojowych zawłaszczyły ogromne fundusze
tworząc istne finansowe potęgi, co zapewnia im rozległe wpływy.
Większość ludzi dotyka tam głęboki materialny niedostatek. Nie wierzą
oni we własną przyszłość i żyją z dnia na dzień nie podejmując żądnej
inicjatywy dla zmiany rzeczywistości .Ta sytuacja rzutuje na wszystkie
dziedziny życia w państwie. Dzieje się tak przede wszystkim na Ukrainie.
W Rosji, od czasu rządów Władimira Putina, silna władza centralna
sprawnie zarządza całością spraw publicznych i zabiega o kontrolę nad
kręgami oligarchów. Większość społeczeństwa pozostaje jednak bierna i
biedna, choć nie obcy jest jej rosyjski patriotyzm i imperialne
przywiązanie do dumy z siły państwa.
Na Ukrainie, młoda niepodległość nie budzi jeszcze powszechnego
entuzjazmu. Tym samym nie integruje całego narodu, a pamięć o lepszej
sytuacji ekonomicznej przeciętnego obywatela w czasach rządów sowieckich
ma swoje znaczenie. Na wschodzie kraju znaczna część mieszkańców
posługuje sie językiem rosyjskim ulegając jego wpływom kulturowym
(literatura, media).
W zachodniej Ukrainie duże wpływy mają kręgi nacjonalistyczne, których
silny ośrodek działa na emigracji w USA i Kanadzie.
Dysponując znacznymi środkami finansowymi sponsoruje on wiele inicjatyw
polityczno-propagandowych. Odcinając się od komunizmu i czasów rządów
sowieckich, czci wraz z całą Ukrainą dzień 17 września l939 roku jako
datę jej zjednoczenia. Spadkobiercy OUN i UPA nie zapominają też o
zadawnionych dążeniach do rewindykacji "zakierzońskiego kraju" czyli
części ziem Polski południowo wschodniej po Krynicę i ziemię chełmską
przyznaną Ukrainie przez Niemcy, Austrię i rewolucyjną Rosję w odrębnym
Pokoju Brzeskim z 1918 roku.
0głoszenie nacjonalistycznego przywódcy Stiepana Bandery bohaterem
narodowym przez prezydenta Juszczenkę, na koniec jego kadencji, urasta
do miary symbolu.
Za wcześnie jeszcze orzec czy rządy nowego prezydenta Janukowycza
wprowadzą, jakieś zdecydowane zmiany, tak w dziedzinie uwolnienia
gospodarki kraju od korupcji, jak i orientacji w polityce zagranicznej.
Jego zwrot ku zbliżeniu z Rosją jest już dzisiaj widoczny, mimo
deklaracji o dobrej woli współpracy z Unią Europejską, w tym z
Polską.
Zarazem jednak jego rząd odrzuca możliwość przyłączenia
Ukrainy do wspólnoty kontynentu i NATO. Względnie wyrównany jest
powszechnie niski poziom życia na Białorusi. Tu, poza słabą jeszcze choć
stale wzrastającą ilościowo opozycją, ciągle znaczna część Białorusinów
przedkłada "chlieb nad swabodu" i aprobuje dyktatorskie rządy
prezydenta Łukaszenki. Ten deklaruje chęć integracji z Rosją, choć
ostatnio nie spotyka się z wzajemnością. Wydaje się, że zdaniem
polityków Kremla koszty fuzji Rosji z Białorusią byłyby zbyt wysokie, a
całkowita uległość ambitnego przywódcy tego kraju, wątpliwa. Z drugiej
strony Moskwa wyraźnie nie sprzyja ewentualnemu zbliżeniu Białorusi do
Zachodu W tej sytuacji Łukaszenka zaczyna kokietować Unię Europejską.
Pod wpływem sugestii płynących z Zachodu, w czasie przygotowania
grudniowych wyborów prezydenckich złagodził nieco kurs wobec swoich
opozycyjnych konkurentów. Jednakże w finale tego procesu białoruski
dyktator zastosował brutalne środki represyjne wobec opozycyjnych
kandydatów do prezydentury i pokojowego wiecu ich zwolenników.
Spotkało się to z protestami Polski, Niemiec, USA i szeregu innych
państw oraz Parlamentu Europejskiego. Obok reakcji ośrodków
międzynarodowych można liczyć, że kolejne fałszerstwo wyborcze i
bestialskie akty przemocy ze strony Łukaszenki scementują rozrastającą
się opozycję i z czasem doprowadzą wreszcie do demokratyzacji Białorusi.
By być skutecznym, idąc na wschód Europy trzeba formułować zdecydowane
postulaty likwidacji totalistycznych form rządzenia oraz reformy
stosunków społecznych i politycznych. Należy jednak pamiętać, że kult
twardej władzy zaciera tam w praktyce wymóg praworządności.
Wracamy do Polski Piastowskiej
Rzeczpospolita Obojga Narodów wykonała na wschodzie wielką misję
cywilizacyjną i sama wiele na tym zyskała fundując sobie epokę
wielkości. W końcu jednak wyzwania, jakie stwarzało wschodnie
pogranicze, ją przerosły. Kazimierz Wielki, ostatni z Piastów na
krakowskim tronie pozostawił państwo z silną władzą królewską, zasobnym
skarbem i uporządkowanym prawem. Jagiellonowie, debiutujący, jako władcy
Polski, pozostając Wielkimi Książętami Litwy, byli monarchami
obieralnymi. Chcąc utrzymać się w tej roli, dokonywali ustępstw na rzecz
swoich wyborców.
Kosztem władzy królewskiej i skarbu koronnego obdarzali szlachtę coraz
to nowymi przywilejami i dobrami materialnymi. Musieli także zmagać się
z ambicjami potężnych magnatów litewskich skłonnych do anarchii i nie
liczenia się z racją stanu wspólnego państwa. Ich następcy, także
desygnowani do tronu na drodze elekcyjnej, kontynuowali politykę
wewnętrzną, która decydowała o faktycznej przewadze sejmików
szlacheckich nad ośrodkiem władzy centralnej.
Dość przypomnieć, że Władysław IV rządzący państwem o obszarze i
ludności siedmiokrotnie większej niż w czasach Kazimierza Wielkiego
dysponował niemal tym samym budżetem (w przeliczeniu na złoto), co
piastowski monarcha. Z kolei szlachta nie dopuszczała do rozwoju i
współrządzenia mieszczaństwa, warstwę chłopską obciążając coraz to
większymi ciężarami gospodarki pańszczyźnianej. Wszystko to powodowało
słabnięcie państwa.
Do spuścizny Polski Piastowskiej zaliczyć też trzeba
dobrosąsiedzkie stosunki z książętami panującymi na Rusi powiązanymi z
polską dynastią licznymi węzłami rodzinnymi. Prof. Balzer wylicza ich
ponad 40. Porozbiorowa historiografia po obu stronach przeszacowała
wzajemne konflikty. Spór o niewielkie terytorium Grodów Czerwieńskich
położonych w okolicach Hrubieszowa i Włodzimierza Wołyńskiego, które w
dodatku długo mylono z Rusią Czerwoną, nie miał większego znaczenia, a
obie wyprawy na Kijów Bolesławów Chrobrego i Śmiałego miały na celu nie
podbój ziem ruskich ale interwencje dynastyczne na rzecz kuzynów akurat
obalonych z tronu. We wzajemnych relacjach przeważało współdziałanie w
wojnach z Niemcami czy też obrona przed najazdami płynącymi z Azji.
Kazimierz Wielki, przejmując zapisane mu w spadku przez Bolesława
Jerzego Halickiego ziemie ruskie, zapoczątkował tradycję poszanowania
praw tutejszych bojarów, a także prawosławnej hierarchii kościelnej.
Polska Jagiellońska wraz z Litwą przejmowała na Wschodzie zadawnione
konflikty wzmagające się wraz z rosnącą potęga Wielkiego Księstwa
Moskiewskiego i jego roszczeń wyrażających sie w hasłach "zbierania ziem
ruskich" oraz idei uczynienia z Moskwy "trzeciego Rzymu". Tak rodziła
się konfrontacja dwóch wizji chrześcijaństwa i dwóch Kościołów :
Bizantyjskiego i Łacińskiego. Pojawiły się ostre spory wyznaniowe.
Stale płonąca granica wschodnia nie pozwalała na zajęcie się
umocnieniem Polski na zachodzie. Nie wykorzystano szans na rewindykację
Śląska i zachodniego Pomorza. Po rozgromieniu Krzyżaków fatalnie
rozegrano sprawę Prus Książęcych (Hołd Pruski) lekceważąc proces
powstawania potęgi państwa pruskiego, co z czasem fatalnie zaciążyło nad
losami Rzeczypospolitej.
Paweł Jasienica o unii polsko - litewskiej
Trafnie charakteryzuje skutki unii polsko-litewskiej Paweł
Jasienica. W "Myślach O Dawnej Polsce" wyraża on przekonanie, że w roku
1569 powstał twór polityczny, który winien szczególnie interesować
współczesne pokolenie: "Powołano wszak do życia strukturę wyższego,
wielonarodowego typu. Powstało państwo wprawdzie jednolite, mające
wspólnego króla, sejm i politykę, ale dwa języki urzędowe i dwie odrębne
administracje. O przymusowym wynaradawianiu kogokolwiek mowy nie było.
Dlaczego państwo o tak interesujących cechach upadło.
Rozwiązanie wszystkich zadań stworzonych przez unię przerastało miarę
możliwości ludzkich. Problemy obu państw zostały przez unię skomasowane.
Już przed rokiem 1385 Litwa okazała się właściwie bezradna wobec
własnych problemów.
Polska dokonała gigantycznego wysiłku na jej korzyść, ale nie
wszystkiemu dała radę. Zwłaszcza, że okoliczności wynikłe z wygaśnięcia
dynastii Piastów oraz związek z prymitywnym organizmem państwowym
zwichnęły jej ustrój i obniżyły kulturę polityczną. Do czasu unii Polska
była zwykłym, normalnym państwem europejskim. Po unii stanęła wobec
zagadnień, o których nikomu się nie śniło. Twierdzenie, że już dzisiaj
cały glob nauczył się podobne do naszych, pounijne problemy łatwo
rozwiązywać, grzeszyłoby pewnie nadmiarem optymizmu. Za wcześnie, za
nagle, za wiele naraz "oto są grzechy mojego żywota".
O potrzebie aktualizacji historycznych doświadczeń
Wbrew obiegowym stwierdzeniom, historia lubi się powtarzać i
dlatego nie można jej pozostawiać historykom, bo nadal jest
"nauczycielką życia". Po przemianach ostatniego dziesięciolecia
ubiegłego wieku nie znikły wszystkie europejskie podziały, sprzeczności
i różnice interesów. Głównym wezwaniem stojącym przed Polską niepodległą
jest problem budowy silnego państwa oraz wykreowanie korzystnej dla jego
wizji rozwojowej polityki zagranicznej.
Nawiązujące do tradycji romantycznej hasło "mierz siły na zamiary",
które, niestety, towarzyszy w praktyce ambicjom różnych polskich
polityków pragnących by Rzeczpospolita realizowała wielkie cele misyjne
na wschodzie i na zachodzie, nijak ma się do zacytowanego na wstępie
zdania Ignacego Paderewskiego, że nie można być wolnym dopóki nie jest
się silnym. Póki co, Polska słabnie w chimerycznych sporach partyjnych,
braku podstawowych reform i zdecydowania w zakresie spraw
międzynarodowych.
Co możemy z Rosją ?
Polska należy do NATO i Unii Europejskiej, ale w istocie
znajdujemy się w swoistym trójkącie geopolitycznym, bo w grę wchodzi tu
jeszcze wschód Europy z Rosją na czele. W naszym stałym położeniu między
wschodem i zachodem miotamy się także między nadmiernym zaufaniem i jego
brakiem, a polityką ustępstw. Współpraca z Rosją jest nam oczywiście
potrzebna, również dlatego że zarówno Stany Zjednoczone, jak wiodące
kraje Unii Europejskiej, stawiają na Rosję w rankingu wyzwań
międzynarodowych.
Chcą ją utrzymać w Europie, a wszelkie konflikty polsko-rosyjskie nie
będą oceniane obiektywnie i rzadko na naszą korzyść. Warto też
podkreślić, że trwała obecność Stanów Zjednoczonych w Europie leży w jej
interesie. Dążenie niektórych polityków naszego subkontynentu do
wyeliminowania zeń Amerykanów mija się z oczywistym wskazaniem
doświadczeń z przeszłości. Po I wojnie światowej wycofanie się USA z
Europy utorowało drogę ludobójczym poczynaniom Hitlera i Stalina,
których nie miał kto skutecznie powstrzymać.
W Polsce na stosunek do Rosji mają wpływ oczywiste historyczne
resentymenty. Rosyjska dyplomacja traktowana jest, jako skuteczna, ale
zarazem przewrotna i wyrachowana. Nie docenia się jednak faktu, że ma
ona swoje słabości. Zaliczyć do nich należy wyjątkową wagę, jaka
Rosjanie przywiązują do kwestii prestiżowych i propagandy. Na tym
gruncie łatwo ich zranić jak i pozyskać.
Błędem strony polskiej jest to, że częściej korzysta z pierwszej z tych
możliwości niż drugiej. Mówimy chętniej o ich wadach, błędach i
zbrodniach niż o zaletach. Władimira Putina zwykle charakteryzuje się w
kontekście jego przeszłości w KGB, pomijając osiągnięcia w zwalczaniu
obciążeń stalinizmu, przywrócenia wolności wyznawania religii, czy
sprawnym zarządzaniu państwem. Nie unikając zajmowania zdecydowanego
stanowiska tam gdzie wymaga tego polska racja stanu, czy po prostu nasz
punkt widzenia, warto też korzystać z okazji do wyrażenia uznania dla
autentycznej wielkości rosyjskiej muzyki, sztuki , literatury i innych
osiągnięć zasługujących na wyróżnienie. Nie mijając się z prawdą,
takimi ocenami łatwo zyskujemy aplauz u naszych rosyjskich partnerów.
Rosjanie identyfikują się z rolą, jaką Armia Czerwona odegrała w
zwycięstwie nad niemiecką III Rzeszą biorąc na siebie przeważający
udział w wojnie i tyleż poniesionych strat. Fakt ten nie zmazuje
odpowiedzialności Stalina i jego rządu za pakt Ribentropp-Mołotow, za
Katyń i inne zbrodnie, również te dokonywane w trakcie i po zmaganiach z
Niemcami i zakończeniu wojny.
Dostrzec jednak należy, jego znaczenie dla skrócenia wojny w całej
Europie i krwawej okupacji niemieckiej w Polsce, choć warto przy tym
zauważyć, że używanie pojęcia "wyzwolenia" dla tego procesu wyraża
jednostronny punkt widzenia rzeczywistości.
Twierdzenie, że doświadczenia historyczne mają swą aktualną wartość
w ocenie teraźniejszości i prognozowaniu jutra spotyka się z
lekceważeniem. Nie uwzględnia jakoby tempa przemian człowieka i
środowiska, w jakim żyje. A jednak, kiedy czyta się np. źródłowy opis
zachowania poselstwa legata carskiego Puszkina do Warszawy w roku 1650,
to upływ czasu staje się niewidoczny. Poseł, jako warunek podpisania
trwałego pokoju żądał publicznego spalenia druków obrażających jakoby
cara i jego rodzinę i ścięcia ich autorów i wydawców.
W jego wystąpieniu słyszy się język Chruszczowa, a dobór argumentów
głuchych na odwoływanie się strony polskiej do obowiązujących w kraju
wolności słowa, budzi jeszcze aktualniejsze skojarzenia. Podobnie we
współczesnym stosunku do Rosji i Polski żyjących w niepodległym państwie
Ukraińców odzywają się echa dawnego mitu złego i dobrego pana. Tak samo
w odniesieniu do krajów i społeczeństw Unii Europejskiej, a także Stanów
Zjednoczonych, przytaczać można dowody na utrzymywanie się uprzedzeń i
rozumienia własnych interesów zakorzenionych w minionych czasach.
Historia a wymóg ideologicznej poprawności
Pragnąc oderwać się od historycznych obciążeń, a takie apele stale
słyszymy, trzeba dzieje przeszłości gruntownie poznać i zrozumieć.
Niestety, niewielu ludzi, na których spoczywa obowiązek
odpowiedzialności za dobro kraju, podziela to przekonanie. I u nas
przeważają stereotypy w rodzaju "wolnego świata" na zachodzie i
"imperium zła" na wschodzie. Gubią one prawdziwy obraz negatywnych
przemian, jakie zachodzą w dobie globalizacji.
Mamy tu do czynienia z praktycznym odejściem od postulatu równości w
stosunkach międzyludzkich. Giną one w pozorach praktykowania rzekomych
wolności. W istocie zastępuje je dyktat ideologicznego libertynizmu,
który stanowi zmodyfikowaną formułę doktryn rewolucji francuskiej i
komunistycznej. Stąd wyrastają korzenie rzeczywistej homofobii, a o jej
uprawianie przewrotnie oskarża się obrońców autentycznych podstaw
cywilizacji europejskiej. Lekceważy sie przy tym wartość rodziny i
wspólnoty narodowej uznawanych za zjawiska przemijające.
Sojusz narodów szansą pojednania
W obronie przed dążeniami niszczącymi podstawy ładu wspólnoty
ogólnoludzkiej, warto przywołać hasło sojuszu narodów ponad podziałami
współczesnego świata. Ten sojusz w naturalny sposób będzie opierać się o
wymianę autentycznych wartości i odkrywanie tego, co łączy i zbliża.
Klucz do misji Polski wobec Europy, którą określił Jan Paweł II, jako
budowanie jedności kontynentu na fundamencie wartości cywilizacji
chrześcijańskiej, znajduje się na wschodzie.
Polska racja stanu wymaga porozumienia z Rosją. Najnowsze doświadczenia
wskazują jednak, że łatwiej będzie osiągnąć ten cel w dialogu obu
narodów, niż władz obu krajów. Sprawa smoleńska wykazuje wszystkie
słabości polskich negocjatorów, którzy nie potrafią wyegzekwować
prawidłowego prowadzenia śledztwa przez stronę rosyjską obciążonego
typowymi stereotypami tamtejszej biurokracji, które nie dopuszczają
możliwości przyznania się do własnych błędów czy zaniedbań.
Powoływanie się na rację stanu w tym wypadku niczego nie
usprawiedliwia i sprawa obiektywnie utyka w martwym punkcie. Natomiast
serdeczna i godna zarazem reakcja społeczeństwa rosyjskiego wobec
katastrofy rządowego samolotu, która spotkała się z dobrym przyjęciem w
Polsce, otwiera nadzieję na możliwość obustronnego zrozumienia. Dotyczy
to także sprawy Katynia, w której konsekwentna od lat postawa "Memoriału",
reprezentatywna dla znacznej grupy rosyjskiej inteligencji, ale i
"zwykłych" Rosjan, wskazuje na chęć pełnego wyjaśnienia przeszłości,
której zakłamanie nas dzieli. Stanowisko to wydaje się mieć realny wpływ
na władze Federacji Rosyjskiej, które powoli wznawiają proces
odtajniania dokumentów dotyczących zbrodni Stalina ostatnio potępionych
także przez rosyjski parlament.
Rząd tego państwa nie wyzbył się jednak do końca swoich obciążeń
totalitarnych, co między innymi ogranicza zakres swobód obywatelskich w
Rosji i rzutuje na jego politykę zewnętrzną. Objawia się to m.in. w
negatywnym stosunku do żądań Rodzin Katyńskich, wniesionych do Trybunału
Europejskiego w Strasburgu, dotyczących rehabilitacji ofiar
stalinowskiej zbrodni i uznanie jej za oczywisty akt ludobójstwa.
Krytyczna ocena raportu MAK-u ze strony polskiej jest źle
przyjmowana w Rosji i zaostrza wzajemne stosunki polityczne, które
wydawały się już wkraczać na drogę normalizacji. W naszych rozważaniach
nie zajmujemy się analizą tragedii Smoleńskiej i prowadzonego w tej
sprawie śledztwa. Należy jednak zauważyć, że sprawa Smoleńska potwierdza
odmienność stron tak w strefie psychologicznej jak w sposobach
postępowania w kwestiach spornych. Te różnice są głęboko zakodowane
także w opisywanej przez nas przeszłości.
Tym ważniejsza staje się sprawa zbliżenia środowisk pozarządowych.
Dążność autorytarnych rządów do odbudowy imperium wpisuje do jego
programu rewitalizację Cerkwi Prawosławnej i przywrócenie wolności
wiary, jako składowego elementu narodowej tożsamości Rosjan, w
nawiązaniu do tradycji świetności państwa przed jego komunistycznym
zniewoleniem. Pożądane przez Kościół Katolicki ekumeniczne zbliżenie z
Cerkwią mogłoby stać się bazą współpracy szerszych kręgów społecznych
całej Słowiańszczyzny na wschodzie Europy, w obronie wartości moralnych
przed zagrożeniami, jakie niosą za sobą negatywne elementy procesu
globalizacji we współczesnym świecie.
W Rosji i na Ukrainie występują również poważne wewnętrzne
problemy: zapaści demograficznej, pijaństwa i korupcji. Zjawiska te
godzące w najwyższym stopniu w społeczne interesy tych narodów domagają
się zdecydowanego przeciwdziałania w duchu moralnej odnowy. Jest to
szczególne wyzwanie dla ludzi wierzących i ich organizacji wyznaniowych.
Na tym polu powinna zrodzić się potrzeba szerokiego porozumienia ponad
granicami.
Za takim porozumieniem przemawia także powszechne dziś zjawisko
kształtowania polityki zagranicznej niemal wyłącznie na gruncie
uzgodnień międzyrządowych gdzie decyduje układ sił i interesów,
niekoniecznie pokrywających się z rzeczywistymi życzeniami i potrzebami
rządzonych. Świadomość tego faktu może stawać się zachętą do współpracy
różnych organizacji społecznych i przyjaznych kontaktów indywidualnych w
kręgach zawodowych, w środowiskach intelektualistów i twórców.
Polityka wschodnia i jej historyczne precedensy
Jak należy widzieć zadania Polski wobec pozostałych jej wschodnich
sąsiadów? Pomijając Litwę z jej fenomenem historycznej polonofobii
wymagającym bardziej niż dotąd zdecydowanej reakcji ze strony Warszawy
domagającej się szanowania praw europejskich i umów wzajemnych, plany
samodzielnego wciągnięcia Ukrainy i Białorusi do europejskiej i
atlantyckiej wspólnoty wydają się przekraczać aktualne możliwości
naszego państwa.
0siągnięcie pożądanego celu wymaga zaofiarowania wszechstronnej pomocy
organizacyjnej i gospodarczej , na którą nas po prostu nie stać.
Zadawnione uprzedzenia znikają wprawdzie w zetknięciu z polskim rynkiem
pracy, ale korzystać zeń mogą nieliczni. Nadto trzeba by przekonać
Rosję, że zbliżenie byłych krajów związkowych Związku Sowieckiego do
Zachodu nie godzi w jej interesy, a przeciwnie, pomóc może w
kształtowaniu korzystnej równowagi i współpracy na naszym kontynencie i
w skali światowej.
Taki program można realizować jednak tylko jako wspólne zadanie Unii
Europejskiej i Stanów Zjednoczonych !
Przy konstruowaniu wizji współczesnej polityki wschodniej warto
może sięgnąć do jeszcze jednego z historycznych doświadczeń. W l920 roku
Polska' walcząc z rewolucyjną Rosją, próbowała stworzyć wspólny front
krajów położonych na międzymorzu bałtycko - czarnomorskim, zagrożonych
przez bolszewików. Polski minister spraw zagranicznych Leon Wasilewski
proponował Litwie, Estonii i Finlandii porozumienie w tej sprawie
ustanawiając specjalnego pełnomocnika do jego realizacji. Tytus
Filipowicz stanął na czele misji dyplomatycznej, która udała się do
państw kaukaskich z podobnym zadaniem. Przy rządach Gruzji, Armenii i
Azerbejdżanu akredytowano w trybie nadzwyczajnym polskiego posła.
Usiłowania te spełzły jednak na niczym.
O niepowodzeniu inicjatywy rządu w Warszawie przesądził brak poparcia
mocarstw koalicyjnych, niechęć do niej Litwinów i wpływowych kół
ukraińskich, a także zakulisowe zabiegi Pragi, Berlina i Moskwy.
0siągnięcie celu wymagało znacznie staranniejszego przygotowania również
w przekonywaniu doń wszystkich potencjalnych partnerów planowanego
porozumienia. Decydował czas, ale i wątpliwość czy Polska jest
dostatecznie silnym liderem dla tak szeroko zakrojonej wizji politycznej
mającej osłabić pozycję Rosji na rozległym obszarze jej historycznej
dominacji.
Polacy i Rosjanie to narody dojrzałe i mimo wszystkich przeciwności
losu i doznanych cierpień świadome i solidarne w poczuciu własnej
wspólnoty. Sami zabiegają o swoje. Ukraińcy i Białorusini ze swą świeżą
niepodległością są dopiero na drodze do rozpoznania własnego podglebia,
własnego etosu narodowego. Im bardziej będą konkretyzować swą tożsamość
im bardziej stawać się nowoczesnymi narodami, tym większa szansa na
utrwalenie ich niepodległości i suwerenności leżących w interesie całej
jednoczącej się Europy. W tym im trzeba pomagać, taktownie przypominając
ile nas łączy teraz i w wielowiekowej unijnej przeszłości.
W dziele pojednania ważną rolę mogą odegrać Polacy, których
"przekroczyły granice" i dziś żyją poza wschodnimi rubieżami
Rzeczypospolitej. Ich trzeba wspierać moralnie i materialnie. Jest to
zadanie wyraźnie u nas nie doceniane. Pozycja naszych rodaków na
Białorusi i Ukrainie winna być wizytówką siły państwa polskiego i
jego godnego miejsca w świecie. Dowodem, że opłaca się być wolnym Ignacy
Paderewski pisał w liście do Rothschilda 2 marca 1915 roku; ‘żaden kraj
nie może być szczęśliwy, dopóki nie jest wolny, a nie może być wolny,
dopóki nie jest silny’.
Ku przyszłości
Polska Piastowska, zatem powinna być inspiracją do budowy silnego
państwa. Polska Jagiellońska - źródłem samookreślenia fundamentów
tożsamości współczesnego Polaka. Polska z lat 1918 - 1920 - imperatywem
świadomości ogólnonarodowej, że tylko porozumienie ponad podziałami
decyduje o sukcesie polskiej racji stanu na miarę przyszłości państwa i
bytu kolejnych pokoleń narodu.
Jednakże przykład Polski międzywojennej wskazuje, że utrwalenie
odzyskanej niepodległości wymaga stałych starań. Po zwycięskiej wojnie
roku 1920 pozostaliśmy osamotnieni, oszukani sojuszami, które okazały
się, mimo geograficznej bliskości Francji i Anglii, egzotyczną
efemerydą. II Wojna światowa była dla nas klęską.
Dziś sytuacja, formalnie rzecz biorąc, jest nieporównywalnie
korzystniejsza. Nie grozi nam żadna agresja zbrojna. Ta część świata, do
której należymy, jednoczy się na wielu płaszczyznach: politycznej
gospodarczej, kulturalnej, w walce z terroryzmem. W polityce
zagranicznej znów pozostajemy jakby samotni w walce o niezależność
finansową, energetyczną, o zachowanie bogactw majątku narodowego.
Zapominamy o zasadzie geopolitycznej równowagi : na wschód trzeba iść,
jako solidarny człon Unii Europejskiej, na zachód we współpracy z Rosją,
w obu tych kierunkach ze Stanami Zjednoczonymi, które doceniać będą
partnerstwo Polski solidnie umocowanej w "Europie ojczyzn" na obszarze
od Atlantyku po Ural. Odważmy się być mądrymi na miarę wyzwań xxi
wieku.
Wojciech Janicki
Ryszard
Ślązak
|