POLSKI PILOT NA DRZWIACH OD HANGARU

 

Generał Broni Waldemar Skrzypczak

 

Ostatnio - za pośrednictwem mediów - MON podzielił się informacją, że jednym z jego dokonań na przestrzeni trzech ostatnich lat było zwiększenie liczby polskich śmigłowców w Afganistanie z 2 do 8. Jeśli to prawda, to nie dotyczy ona polskiej misji, a przynajmniej tej prawdziwej - w najlepszym razie odnosi się do misji wirtualnej, powstałem w zaciszu gabinetów na ul. Klonowej. Na początku misji w Afganistanie były cztery, następnie osiem śmigłowców. Nigdy dwa…
Celem przerzucenia śmigłowców było zapewnienie ciągłości wsparcia wojsk z powietrza. Aby móc to zrealizować, trzeba było mieć w rejonie operacji co najmniej cztery latające platformy - dwie bojowe i dwie transportowe. Ideałem było mieć po cztery każdego typu, co w końcu stało się faktem.
Niestety, misje w Iraku i Afganistanie mocno nadwyrężyły potencjał obu naszych pułków śmigłowców bojowych. Praktycznie od 2004 roku, nieprzerwanie, towarzyszyły nam w działaniach w obu misjach, zarówno Mi-24 w wersji D jak i W. Przechodząc w międzyczasie remonty i modernizacje, były i są przez blisko 8 lat eksploatowane i zużywane. I co trzeba podkreślić - dzięki latającemu i naziemnemu personelowi, efektywność wykorzystania naszych śmigłowców jest nieporównywalnie wyższa niż u Amerykanów i Brytyjczyków, którzy dysponują dużo większą flotą.
Praktycznie, mimo usilnych starań o zwiększenie potencjału śmigłowcowego, nie dokonano zakupów kolejnych maszyn. W 2008 roku MON wstępnie zaakceptował zakup 12 kolejnych Mi-24 w wersji P oraz 6 Mi-17. Po czym… wycofał się z tego.
Przełożyło się to na proces szkolenia pilotów do misji w Afganistanie. Generalnie, po dokonaniu analiz w 2007 roku w DWL oszacowano, że przy planowanym zaangażowaniu w misjach zacznie brakować śmigłowców od 2009 roku. I to nie tyle do misji, ile do szkolenia pilotów w kraju. Kryzys zaczął się już w 2008 roku, kiedy przygotowując jedną ze zmian, mieliśmy do dyspozycji… jeden śmigłowiec Mi-24W w wersji afgańskiej.
Osiem załóg, aby móc wylecieć do rejonu misji, musiało przejść wymagane szkolenie na tej wersji platformy. Wylatać określony limit godzin. Było to w zasadzie niemożliwe, bo zimowo-wiosenna aura nie sprzyjała rytmowi szkolenia pilotów. Latali więc często na granicy warunków bezpieczeństwa, aby tylko móc wylatać wymagany limit.
Mając do dyspozycji jeden śmigłowiec niewiele można było zrobić.
W lutym 2008 roku miała miejsce katastrofa Mi-24 na poligonie w Toruniu. Zginął doskonały pilot, kpt. Wagner z 49 psb. W protokole komisji po katastrofie nikt słowem nie wspomniał, że brakuje śmigłowców do szkolenia. Że piloci szkolili się dzięki nadludzkim wysiłkom wszystkich, którym na sercu leżało ich odpowiednie przygotowanie do trudnej, afgańskiej misji. Czytając protokół odnosiło się wrażenie, że złamano zasady zawarte w regulaminie… musztry. I to uznano jako największy grzech naszych pilotów. Pilotów, którzy mają za sobą 3-4 misje i więcej, w Iraku oraz Afganistanie. I jak zwykle szukano winnych, karano niewinnych i wyróżniano zasłużonych politycznie ekspertów.
Sytuacja w lotnictwie wojsk lądowych jest zła. A obietnice nowego programu śmigłowcowego to bardzo, bardzo odległa perspektywa - z uwagi na ociężałe procedury przetargowe oraz konieczność wdrożenie pakietów logistycznych i szkoleniowych. Podobny program w Wielkiej Brytanii trwał 12 lat. A pierwsze śmigłowce trafiły do szyku do bojowego po 6 latach od rozstrzygnięcia przetargu. Czyli nasza perspektywa sięga poza 2018 rok…
Do tego czasy gros śmigłowców będących na wyposażeniu WP osiągnie swoje maksymalne resursy.
Obawiam się, że niektórzy „eksperci” uwierzyli w to, co powiedział kiedyś - z dumą o polskich pilotach - nasz obecny prezydent: „że polski pilot to i na drzwiach od stodoły może latać…”. Pan prezydent, sądzę, podkreślał kunszt naszych pilotów, ale niektórzy zrozumieli to dosłownie. I przez takich ludzi naszym pilotom w Wojskach Lądowych niedługo zostaną do latania tylko drzwi od hangarów.
Choć obawiam się, że nawet tych drzwi nie ma w wystarczającej ilości…

                                                                                        Waldemar Skrzypczak