|
||||||||||||||||||||||
|
|
||||||||||||||||||||||
|
||||||||||||||||||||||
|
||||||||||||||||||||||
|
Na marginesie raportu RPO. Czemu służy cywilna kontrola nad wojskiem?
Obserwując poczynania urzędników MON, a także powtarzające się naciski propagandowe Polski Zbrojnej na przestrzeni ostatnich kilku lat, odnoszę nieodparte wrażenie, że te wszystkie zabiegi podporządkowane zostały służbie jednostce. Ta jednostka, to reprezentujący określoną partię minister obrony, którego cała działalność skupia się wokół zapewnienia miłości i oddaniu żołnierzy woli i decyzji partii i jego wodza. Zaczyna to przypominać zapomniane czasy armii carskiej, kiedy to każdy żołnierz musiał odnawiał przysięgę wraz z koronacją każdego kolejnego cara. Dzisiaj formalnych aktów nie ma, ale żądanie wiernej i oddanej służby, pełnego posłuszeństwa, obrony racji głoszonych zamiarów i decyzji ministra oraz nie oszczędzania własnego życia, aż do ostatniej kropli krwi stanowi credo kierownictwa MON. Temu ma służyć zapis o cywilnej kontroli nad wojskiem.
Słuchając jednego z generałów z wieloma gwiazdkami, który pozostawił po sobie dużą kałużę „wody” uzasadniając racje swojego szefa, odnosi się wrażenie o jego wielkiej bezinteresowności i wierności swoim obowiązkom. Ten pan sprawiał wrażenie ciężko pracującego, ale z ochotą, bez pretensji i zadowolonego z losu, jaki go spotkał. Zaangażowany w codzienność awansów, pracy biurowej, codziennych narad, spotkań i odpraw, zupełnie nie zauważa, że wóz, na którym siedzi nie tylko nie jedzie do przodu, ale stacza się w dół. Przeszkadzają mu głosy domagające się autentycznej modernizacji sił zbrojnych, nie chce zauważyć dworskich zachowań panujących u swojego przełożonego i z chęcią angażuje się w napiętnowanie myślących inaczej. Mimo, że cyklicznie wylewają się do wiadomości publicznej nieprawidłowości w obszarze naszej wojskowości, to zawsze znajdzie się jakiś generał, który z radością pojawi się przed kamerami, by bronić „straconych pozycji”
Jeżeli bowiem z doniesień Rzeczpospolitej dowiadujemy się : "Rzeczpospolita": Raport pokontrolny rzecznika praw obywatelskich Janusza Kochanowskiego, na który powołuje się dziennik, odsłania wojskową groteskę: zawodzi prawie wszystko, począwszy od wyposażenia i szkolenia, skończywszy na warunkach socjalnych” to natychmiast zjawia się generał Gągor i zaprzecza wszelkim doniesieniom. Zresztą podobnie było w czasie, gdy generał Skrzypczak przerwał milczenie i odsłonił to, co dla wielu od dawna było powszechnie znane. Czy trzeba wizyty u lotników RPO aby dowiedzieć się że: „Nie lepiej dzieje się w zakresie szkolenia i warunków socjalnych. Nieszczelne okna, przez które wlewa się woda, przeciekające i zagrzybione sufity, jeden pokój przypadający na dziesięciu pilotów, to warunki, w jakich pełnią oni służbę - To przypomina bardziej stalagi niż jednostkę wojskową - powiedział "Rzeczpospolitej" jeden z lotników” Miał szczęście, że nie został rozpoznany. Wojsko wymaga lojalności i posłuszeństwa, w co nie wszyscy chcą uwierzyć. Wysocy rangą oficerowie, którzy w przeszłości domagali się prawdy i przejrzystości, zapłacili za to karierą. Wszyscy doskonale pamiętamy casus płk. Ryszarda Chwastka, byłego dowódcy 12. Dywizji Zmechanizowanej ze Szczecina, który w akcie bezsilności i desperacji oskarżył swoich zwierzchników o „łamanie prawa, dbanie o własne interesy oraz opracowywanie zmian w armii w konspiracji i mafijnym stylu”. Czy ktoś pochylił się nad jego przypadkiem i wysłuchał jego racji? Sąd Wojskowy w Szczecinie był bezwzględny – błyskawicznie zdegradował Chwastka do stopnia podpułkownika i skazał na rok więzienia w zawieszeniu. Później już nikt nie odważył się mówić o zaniedbaniach w armii. Można powiedzieć, że generał Skrzypczak, to miał szczęście. Odszedł z wojska i nikt go nie oskarża. Widzimy to i przypominamy, a oni nic sobie z tego nie robią, bowiem każdy nowy minister zjawia się, jako zbawca z koncepcją gruntownej przebudowy armii, a przy tym jest tak zdecydowany jak sławetny pan Parys, który nie mając nic do powiedzenia nie zapomniał zauważyć, że jeśli komuś nie podobają się jego zamiary to niech opuści armię. Armia w jego mniemaniu, podobnie jak i innych jego następców, to gospodarstwo, którym on może zarządzać dla chwały swojej partii i swojego majestatu. Mamy, więc czystki kadrowe pod hasłem reorganizacji i zastępowanie starych młodymi. Młodych zastępują jeszcze młodsi, a najczęściej lepszych gorszymi. Brak przejrzystości w decyzjach dotyczących zmian w siłach zbrojnych, funkcjonowaniu i wzajemnych relacjach powoduję skupieniu uwagi na przetrwaniu, najkorzystniejszym ustawieniu się i dotrwaniu do emerytury bez większych uszczerbków. Słusznie zauważa kmdr. Por A. Bilski „Sytuacja jest naprawdę zła skoro nawet najwięksi beneficjenci struktury wojskowej, czyli generalicja, otwarcie lub pośrednio krytykują niewydolność systemową MO”. Również zła sytuacja zaczynała doskwierać siłom zbrojnym w okresie, kiedy ministrem był admirał Piotr Kołodziejczyk, ale wówczas czołowi polscy dowódcy mieli odwagę prezydentowi RP w otwarty sposób przedstawić własne oceny i nie byli straszeni cywilną kontrolą nad armią. Rozmowa odbyła się w zamkniętym gronie i jedynie „pokrzywdzony” minister obrony, nie rozumiejąc swojej odpowiedzialności za Wojsko Polskie miał odmienne zdanie. Widać, że panu komandorowi bliżej do marynarskiego munduru niż do prawdy. Nikt wówczas, /jak wskazują dokumenty/ z uczestniczących w spotkaniu dowódców nie wypowiedział posłuszeństwa ministrowi, ale jedynie mieli oni odwagę przedstawić problemy, których z winy szefa resortu nagromadziło się zbyt wiele, a o których miał prawo wiedzieć prezydent RP. A ponadto warto zauważyć, że wówczas generałowie nie poszli do mediów z problemami sił zbrojnych, a uczynił to ich przełożony, który szukając politycznego wsparcia przedstawił własną wersję przeciwnikom ówczesnego Zwierzchnika Sił Zbrojnych, a która w niewielkim stopniu pokrywała się z prawdą. Pan admirał zauważył jedynie krytyczne głosy, zapominając o własnej odpowiedzialności. Zresztą prawda o tzw. „obiedzie drawskim” wciąż oczekuje na pełne wyjaśnienie. Bowiem, jak wskazują dokumenty z komisji badającej to wydarzenie, nagromadzone niedostatki w siłach zbrojnych były znaczącej wagi i w pełni uzasadniały dymisję ówczesnego ministra ON Michał Ryski 24.X.2009 r.
|
|||||||||||||||||||||