|

Pro Milito
- dwa lata później
Michał Ryski
Zakres i skutki kryzysu gospodarczego
będą w pełni znane w kilka lat po jego zakończeniu. Obecnie trwa
polityczna gra, w której decydenci dla zachowania swoich wysokich ocen w
sondażach usiłują najmniejszym kosztem zacerować powstałe dziury
finansowe, wykorzystując odpowiednio przygotowaną platformę
propagandową. Nie trzeba być szczególnie bystrym obserwatorem, by nie
zauważyć, że władze przy pomocy tzw. reorganizacji systemu emerytalnego
zamierzają uzyskać pewną część niedoborów finansowych.
Od pewnego
czasu w wypowiedziach polityków, ludzi mediów,
a nawet RPO słyszymy o potrzebie pozbawienia emerytów służb
mundurowych odrębnych systemów emerytalnych.
Oznacza to
nic innego, jak wyraźne obniżenie wysokości przyznanych wiele lat temu
emerytur, zagwarantowanych
w odpowiednich ustawach, które dzisiaj w mniemaniu obecnych ustawodawców
stanowią nic nieznaczący zapis archiwalny.
Takie
działanie jest możliwe, bowiem Trybunał Konstytucyjny dał przyzwolenie
na każdą zmianę wcześniej ustanowionego prawa, które dzisiaj w świetle
potrzeb społeczno-gospodarczych może być dowolnie modelowane.
Takie
działanie legislacyjne jest możliwe w sytuacji całkowitego braku oporu
ze strony zainteresowanych. Odbywający służbę nie widzą interesu
występowania w obronie swoich starszych kolegów, a sami zainteresowani
będąc w rozdrobnieniu nie stanowią poważnego partnera, z którym
należałoby skonsultować ten temat.
Zastanawiając
się nad przyczynami tego braku jedności, nawet
w obliczu zagrożenia zapoznałem się z obszarami zainteresowania
i sposobami działania organizacji i stowarzyszeń emerytów wojskowych.
Wyraźnie negatywny obraz i brak jakichkolwiek perspektyw na przyszłość
przedstawia sobą ZBŻŻ, który, mimo, że jest najliczniejszy i posiada
najbardziej rozbudowane struktury, to poprzez swoje uzależnienie od
opiekunów od lat jedynie formalnie
i propagandowo opowiada się za obroną sytuacji w swojej bazie.
Potwierdzenie
takiego zachowania widzimy przy każdej kolejnej nowelizacji ustawy
emerytalnej. Dlatego szukając pozytywnego pierwiastka, zainteresowanie
moje wzbudził portal Internetowy, w
którym prezentuje się nowe stowarzyszenie środowiska wojskowego pod nazwa
Pro Milito.
Kalendarz
odmierzył dwa lata funkcjonowania Stowarzyszenia Pro Milito.
Nie jest to czas do świętowania jubileuszu, ale może stanowić przyczynek
do wypowiedzenia się na temat funkcjonowania tej organizacji. Można
oczywiście dalej mówić tak, jak to czyni jeden z nielicznych członków
PM, zabierających nieregularnie głos w sprawach organizacji, że,
„Jesteśmy dopiero na początku drogi tworzenia niezależnej organizacji
byłych wojskowych ”, jednak ten dwuletni bobas posiada już wszelkie
dane by odważniej, niż dotychczas hasać po rodzimej przestrzeni.
Zauważam
oczywiście wiele pozytywnych momentów działalności,
z którymi mogłem zapoznać się na witrynie internetowej / jedynie
z niej czerpię wiadomości o stowarzyszeniu /, jednak z uwagi na
konieczność ograniczenia rozmiarów postu skupię się na tych obszarach,
które stanowią olbrzymią rezerwę możliwości organizacyjnych i
merytorycznych.
Jeżeli jednak
w półoficjalnych wypowiedziach czytam, że „powinna to być organizacja
niezależna, wolna i wyzwolona od nacisków oraz wpływów wszelkich partii
z polskiej sceny politycznej oraz powinno stworzyć możliwość
nieskrępowanego dialogu tym wszystkim, którym bliskie są sprawy Polski i
Polaków, dialogu o szeroko rozumianej obronności i naszym
bezpieczeństwie narodowym, a także problemach socjalno-bytowych
najsłabszej części naszego środowiska”, to pragnę zauważyć, że: -
mimo, że nie zauważam ograniczenia swobodnej i szczerej dyskusji, to
równocześnie ze zdziwieniem zauważam brak udziału w wymianie poglądów
czołowych przedstawicieli Stowarzyszenia.
Nie mogę
znaleźć usprawiedliwienia, że w codziennych kontaktach
z
członkami Pro Milito, jak i z biorącymi udział w dyskusji w różnych
obszarach nie zauważam udziału kierownictwa tej organizacji. Gdybym był
członkiem Stowarzyszenia wręcz domagałbym się umieszczenia specjalnej
działki do kontaktów z kierownictwem na zamkniętym dla niezrzeszonych
portalu internetowym.
Możliwość
bieżącego kontaktu wszystkich członków z najwyższym kierownictwem
stanowi bowiem podstawę do bieżącej wymiany poglądów centrali z terenem.
Czytając
cele Stowarzyszenia i
sposób realizacji mogę powiedzieć, że w moim przekonaniu jedynie w
części zaznacza się ten obszar na internetowym portalu. Zbyt skromnie
prezentują się tematy
i stanowiska zajmowane przez Stowarzyszenie w minionym okresie.
Oczywiście
wymaga to szczególnej odwagi i determinacji
w wyrażaniu poglądów, szczególnie w sytuacji, gdy wokół aż roi się od
wszelkiej maści adwersarzy, którzy tylko czekają na literową
niezręczność, by przypuścić frontalny atak na organizację. Widzę
szczególnie uwrażliwione na podnoszone tematy, środowiska krytyków z
prawej strony, dla których już sam fakt powołania był wystarczającym
powodem do gazetowych i internetowych napaści.
Nie bez winy
są w tym wypadku władze stowarzyszenia, dla których stanie z „bronią
u nogi” było zasadniczym zawołaniem. Z jednej strony wstępujący do
Stowarzyszenia członkowie oczekiwali merytorycznej odpowiedzi na te
bezpodstawne ataki, z drugiej nieśmiałe pojedyncze riposty ze strony
organizacji również nie znalazły szerokiego poparcia.
Zatem okazało
się, że bezstronny obserwator otrzymał niewyraźny obraz postawy
kierownictwa i jego bierność wobec nieprzychylnej postawy mediów. Dało
się zauważyć, chociaż w pojedynczych przypadkach, ukrywanie swojej
przynależności do Stowarzyszenia, a nawet publicznego odrzucania
organizacyjnych poglądów i zaprzeczania swojej obecności na listach
członkowskich. Wyglądało to żenująco, chociaż biorąc pod uwagę życiorysy
tych osób, była to korzystna dla Stowarzyszenia sytuacja. Z tymi osobami
powszechnie nie utożsamiała się podstawowa rzesza nowych członków.
Niewątpliwie zasadnicza dyskusja w kręgach Pro Milito
odbywała się wokół spraw związanych z
rewaloryzacją systemu emerytur służb mundurowych. Widać to wyraźnie po
rozmiarach dyskusji na internetowym forum, które przyciągnęły tysiące
czytelników
i bezpośrednio zaangażowanych w dyskusji.
Mimo, że
efekty dotychczas nie są imponujące, to jednak pokazują, że decydenci
zostali zaskoczeni rozmiarem protestów, a prawne restrykcje zastosowane
wobec emerytów mundurowych z każdym dniem stają się jedynie przejawem
siły państwa nad sprawiedliwością i nie mają nic wspólnego z
legislacyjnymi rozwiązaniami w demokratycznych społeczeństwach.
Podeptanie przez ustawodawcę praw nabytych może również w każdej
przyszłości posłużyć władzy instrumentalnie potraktować wszystkie
środowiska zawodowe. Jednak i w tym temacie oczekiwano znacznie więcej,
co szczególnie akcentowano w specjalnym temacie na forum internetowym.
Całe
środowisko emerytów wojskowych
od kilku lat obserwuje wokół siebie
stały proces degradacji i pauperyzacji. Widzimy
i słyszymy, jak przypisuje się nam czyny nigdy nie popełnione, obarcza
odpowiedzialnością za sprawy leżące poza naszą, wojskową kompetencją,
kłamliwie upowszechnia się informacje
o rzekomych przywilejach emerytów wojskowych, wreszcie bezprawnie
pozbawia praw nabytych. Jednak reakcja jest niestety bojaźliwa i
wstydliwa.
Kadra służby
czynnej przeświadczona o tym, że ich to nigdy nie dotknie, zachowuje nie
tylko pełne milczenie, ale w pewnym sensie swoją postawą daje
przyzwolenie rządzącym do kolejnych emerytalnych manipulacji.
Podobne
wrażenie sprawia najliczniejszy związek wojskowych emerytów, który
poprzez swoich prezesów na łamach swojej gazety usiłuje nawet
przekonywać o słuszności podjętych nowelizacji ustaw emerytalnych. I w
tym wypadku nie widać z imienia głosu prezesa Pro Milito i innych
przedstawicieli władz tego Stowarzyszenia, co niewątpliwie stanowi
znaczący minus
w dotychczasowej ocenie.
Mniej
zorientowani mogą odnieść wrażenie, że jedynie pułkownik
z Sieradza w odosobnieniu prowadzi heroiczną walkę z ustawową
niesprawiedliwością. Nie jest to oczywiście zupełną prawdą, bowiem w
odróżnieniu od ZBŻZ, to na witrynie internetowej Pro Milito może trwać
rzeczowa wymiana poglądów, tym niemniej również głos byłego szefa Sztabu
Generalnego gen T. Wileckiego wpłynąłby na jednoczenie naszego
środowiska.
Zatem
zgłaszam kolegom z Pro Milito,
by skonkretyzowali swoją działalność, a wówczas z pewnością zrealizuję
swój zamiar aktywnego włączenia się do ich struktur. Jestem wdzięczny,
że mogę swobodnie zabierać głos, ale jednocześnie utwierdzam się
w przekonaniu, że stojąc na uboczu mogę jedynie w roli kibica klaskać
lub zamilczeć. Chciałbym jednak być w organizacji wyraźnie różniącej się
od tej utworzonej w dawnym układzie. Czas ucieka,
a często bywa, że spóźnieni i samotni nie mają racji.
Z najlepszymi życzeniami na Nowy 2010 Rok
Michał Ryski
|