|
Uczeni w piśmie mówią, że wielkich świąt nie można wykorzystywać, do
małych spraw. Zapewne małą sprawa nie są nominacje generalski, a okazja
ku temu jest doskonała, bowiem znów pan Prezydent powiększy grono, tych,
co im się znalazła buława w plecaku. I nie byłoby w tym nic
nadzwyczajnego, gdyby buławy nie mylono z młotkiem. Niestety, tak się
składa, że ów znalazca narzędzia do wbijania gwoździ, po przywdzianiu
spodni z „autostradą” jest przekonany, że on naprawdę jest
generałem. Jednak lata mijały, wrodzona łatwość mówienia i odpowiednio wystudiowany tytuł pozwoliły dowódcy kompanii rozprawiać nie tylko o strategicznych rozwiązaniach, ale również o potrzebach sił zbrojnych. W wojsku, a zresztą nie tylko w wojsku, można na niczym się nie znać, ale zawsze trzeba zabrać głos na temat swoich przełożonych i o uzdrawianiu spraw kadrowych. Nie chcę dzisiaj wracać do wielokrotnej zdecydowanej krytyki naszego sztabu generalnego, a w szczególności jego struktur i zadań, ponieważ jest to już temat z brodą i na szczęście nikt poważnie nie potraktował tych wypowiedzi. Ponadto był też pewien moment, gdy gwiazda naszego bohatera bardzo mocno zaświeciła w żołnierskim szyku i wydawało się, że nie tylko w rozsypkę pójdą wszystkie instytucje wojskowe wraz z całym szkolnictwem wojskowym, ale i niewiele zostanie z Wojska Polskiego w ogóle. Na szczęście cuda zdarzają się wielokrotnie, więc ten kolejny cud nad Wisłą, pozbawił tego pana, który zmienił w międzyczasie zwykły mundur na generalski, bezpośredniego wpływu ma funkcjonowanie armii. Pozostał jednak mit i nieznajomość mediów, co do faktycznych umiejętności „naszego” generała, więc teraz regularnie jesteśmy zasypywani nowymi ocenami i rozwiązaniami. Trudno te wypowiedzi przypisać określonym poglądom politycznym, bowiem te ulegają zmianie, w zależności od zapotrzebowania towarzyskiego i medialnego. Tym razem sprawa dotyczy nominacji generalskich. Temat, jak dobrze wiemy jest zawsze kilka razy w roku odgrzewany i wykorzystywany przez różne ośrodki władzy do załatwiania swoich partyjnych porachunków. I wcale tutaj nie chodzi o przejrzystość procedur z tym związanych, czy też troskę o wysoki poziom polskiej generalicji, ale jedynie o pokazanie, czyje uprawnienia są ważniejsze. Tej politycznej zabawie ciągle towarzyszą wzajemne połajania i licytacja głupoty. Ponadto podkreślenia wymaga również i to, że nie jest to tylko wymysł tego układu wzajemnej miłości głównych dwóch układów decydenckich, ale również miał zastosowanie w przeszłości z wyjątkiem lewicowego okresu szczęśliwości, gdy w jednym roku nominowano ponad 50 nowych generałów. Co z tego w szeregach armii, a co w naszej pamięci pozostało, to już zupełnie inna sprawa. Faktem jest, że przez ostatnie kilkanaście lat musimy się wstydzić przed światem, nie tylko za brak nominacji, ale przede wszystkim, za nominacje chybione. Nominacje, którym przyświecała jedynie chęć zadośćuczynienia własnej próżności i możliwość udowodnienia swoich racji. Niestety takiego upartyjnienia w szeregach generalskich lampasów nawet w czasach poprzednich nie było. Jedynie przyzwoitość nie pozwala mi na wymienienie całej długiej listy ministerialnych przyd…sów, których jedyną zasługą było to, że w odpowiednim czasie z naleźli się w tych miejscach. Mimo, że samo wojsko, od dawna postulowało, aby wzorem demokratycznych rozwiązań wprowadzić czytelne, obiektywne i sprawiedliwe oceny pracy kadry zawodowej, cały proces awansowy obwarować odpowiednimi przepisami, to każdorazowo te próby były torpedowane przez nasze wszystkie elity polityczne. Politykom nie są potrzebne czytelne i precyzyjne procedury, ale oddani i posłuszni określonym partiom politycznym wojskowi, z których głosem nie muszą się liczyć i których głosu nie słuchają, ponieważ w większości zamiast tego mamy pokazy uzasadniania „genialnych” rozwiązań naszych politycznych decydentów w siłach zbrojnych. Jeżeli więc, dzisiaj po raz kolejny słyszę głos teoretyka wojskowego, który tym razem mówi odwrotnie niż to robił wtedy, gdy miał ku temu możliwości, to już zupełnie zakrawa to na kpinę. Nie trzeba daleko wgłębiać się w życie wojska, aby dzisiaj nie zauważyć łamania działalności kadrowej zarówno na najwyższym, jak i najniższych szczeblach funkcjonowania sił zbrojnych. Już sam fakt wprowadzenia obligatoryjnego mianowania na wyższe stopnie wojskowe z chwilą obejmowania wyższego stanowiska stanął w poprzek tradycjom Wojska Polskiego i to przede wszystkim, tego z okresu przedwojennego. Jeszcze niczego nie zrobił, nie udowodnił, że potrafi dowodzić w ćwiczeniach taktycznych i już zostaje generałem. Zresztą wystarczy spojrzeć na te nominacje i składane propozycje. Szkoda, że przy okazji Dnia Niepodległości, czy też święta sierpniowego, nie poczytano sobie w tych kręgach politycznych o znaczeniu stopnia wojskowego. Kto ma to jednak zrobić, kiedy dzisiaj liczy się sposób unikania służby w obronie Ojczyzny, a liczy się siła najemna, która bez szemrania zgodzi się wyjechać zawsze i wszędzie tam gdzie polityczny interes, a losy kraju maja zostać zabezpieczone sojuszami? Zamiast czytania bzdurnych sugestii naszego bohatera, który w pisarskim porywie usiłuje zaistnieć w tym medialnym zgiełku wystarczy wejść na stronę internetową, gdzie w tej materii mamy prawdziwą reakcję i ocenę. Trudno, bowiem nie zgodzić się lub oponować, gdy czytam, że tego stanu rzeczy nikt nie zmieni. ponieważ nasze wojsko zostało już tak mocno upolitycznione, a karierowicze w generalskich i w pułkownikowskich mundurach zrozumieli korzyści wynikające z bezwzględnego podporządkowania, kojarzonego raczej z lizusostwem niż poczuciem odpowiedzialności za pełnioną funkcję. Wystarczy spojrzeć na metryczki wielu naszych wojskowych naczelników, w których na pierwsze miejsce wybija się błyskotliwość kariery i brak odpowiednich predyspozycji. Trudno, bowiem mówić o wielkich dowódcach, gdy ostatnim szczeblem dowodzenia jest pluton lub kompania, a znajomość języków obcych zasadniczym kryterium do obejmowania kolejnych stanowisk służbowych. Mimo ciągłego napływu z jednostek informacji o niesprawiedliwości i nepotyzmie, w dalszym ciągu zdaniem młodej kadry Bierny, Mierny, ale Wierny zyskuje najwięcej. Podobnie zresztą jest i wyżej. Należy sądzić, że przyjdzie wreszcie ten czas, że zmniejszona ilość naszych partii wzniesie się ponad podziałami i w obliczu całkowitej zapaści w siłach zbrojnych, wreszcie zostaną wprowadzone zgodne z polską racją stanu zasady doboru i awansowania kadry zawodowej. Jednak tak długo jak minister będzie poniżał prezydenta, a prezydent premiera, czy też na odwrót, to będziemy świadkami żenujących walk na górze i rodzenia się nowych beznadziejnie przygotowanych do spełniania zadań generałów. Nie może jednak ten, który wspierał bylejakość i aktywnie uczestniczył w pomnażaniu upolityczniania wojsk, stawać się reformatorem, który nagle doznaje politycznego olśnienia i celem dołożenia jednemu ośrodkowi władzy, obnosi się z uzdrowicielskimi radami oczekując podziękowania. Pamiętajcie o tym wszyscy przed kolejnym żołnierskim świętem. Wystarczy już tych „cudów nad Wisłą”. Jeżeli jednak znów pojawią się „cuda”, to musimy mieć tylko nadzieję, że i u nas kiedyś będzie normalność. Michał Podobin 3 sierpnia |