Redakcja Pro Milito.

Sprawy środowiska wojskowego powinny być załatwiane na własnym podwórku, a jeżeli jest to możliwe bez zbytniego rozgłosu. Zrobiłem, co było w mojej mocy i w trosce o poprawę jakości miesięcznika/ Głos Weterana i Rezerwisty / ZŻWP napisałem list do redakcji. Spotkałem się z tym, co jest regułą w naszych mediach. Redakcja listy od czytelników, a zwłaszcza nie zawierające treści zgodnych z planem działalności, wyrzuca po prostu do kosza. Aby jednak, nikt nie sądził, że zupełnie jest nam obojętne, co pisze redakcja w kolejnych wydaniach tej gazety, skreśliłem do nich parę słów. Nie oczekiwałem zbyt wiele, zwykła odpowiedź,  oczekiwałem tylko kulturalnego zachowania,  tym bardziej, że znam władze tej gazety i jak pamiętam wiele lat temu nie wykazywali obecni redaktorzy takich zwyczajów.

Trzeba przecież zastanowić się i zrozumieć pewne kanony rządzące rynkiem wydawniczym. Opakowanie i nazwiska wydawców nie gwarantują rzesz czytelników. A jednak niezależnie od aktualnej sytuacji środowisku emerytów wojskowych niezbędny jest dobry miesięcznik.

Proszę o zamieszenie mojego wystąpienia na witrynie Stowarzyszenia Pro Milito.

Pozdrawiam

Julian Lewiński  

Szanowny Panie Redaktorze.

Trudna sytuacja miesięcznika w zasadzie nie powinna mnie interesować, bowiem jestem tylko usytuowanym dosyć daleko od związku obserwatorem, a jednocześnie świadomym istnienia znaczących między nami różnic. Mimo wszystko postanowiłem coś w tej materii napisać, zanim gazeta zamknie na zawsze swoje strony.

Zawsze uważałem, że posiadanie gazety jest w ręku organizacji dużym atrybutem. Związek, poprzez słowo pisane posiada możliwość docierania do najmniejszych ogniw organizacji, wyrażając stanowisko wszystkich członków oraz umożliwiając wzajemne informowanie się o realizowanych przedsięwzięciach.

Od wielu lat, jestem świadkiem / chociaż sporadycznym / nawoływania lub wręcz błagalnego mobilizowania członków do kupowania gazety i jednocześnie dowiaduję się, że wielkość nakładu ciągle zmniejsza się. Oczywiście nakład 2500 na tak dużą organizację jest wielkością śmiesznie małą i nie rokuje dobrze na przyszłość. Musi to, oczywiście podnosić koszty, a jednocześnie zmusza do szukania sponsorów. Niestety, obecny świat jest tak skonstruowany, że nikt bez określonych motywacji nie chce wydawać pieniędzy. A to prowadzi do uzależnienia i ogranicza samodzielność przy podejmowaniu decyzji. Widzimy to na przykładzie prawie wszystkich polskojęzycznych gazet, w których dziennikarze są zwykłymi skrybami myśli właścicieli gazet.

Niewątpliwie zasadniczą przyczyną zmniejszania się czytelników Głosu Weterana i Rezerwisty jest brak zainteresowania się członków związku treścią artykułów. Można powiedzieć, że mamy do czynienia ze swoistą kwadraturą koła. Rosną koszty wydawania gazety, ponieważ zmniejsza się ilość czytelników, zmniejsza się ilość czytelników, ponieważ zmniejsza się zainteresowanie treścią gazety. I nie można tego odnosić tylko do ogólnokrajowej tendencji. Dobre gazety na tym kapitalistycznym rynku utrzymają się, a te słabe będą musiały upaść i jedynie wpompowywanie w nie pieniędzy będzie utrzymywało ich na rynku.

Moja ocena /  może wydać się niesprawiedliwa/ nie jest przysłowiowym kopaniem leżącego, ale podyktowana jest zainteresowaniem radykalnej zmiany redagowania miesięcznika.

Uważam, że gazeta unika podejmowania problemów nurtujących środowisko emerytów i rencistów wojskowych nie tyle z pozycji proszącego petenta, ale ważnego w życiu kraju środowiska. Mimo pogarszającej się z każdym dniem sytuacji żołnierzy rezerwy spowodowanej kolejnymi nowelizacjami ustaw emerytalnych, gazeta unika lub wręcz nieśmiało, gdzieś na końcowych stronach porusza istotne problemy. Zamieszczanie na najbardziej wartościowej stronie słabego „słowa prezesa’ i udostępnienie jej na stałe, jednoznacznie opowiadającemu się redaktorowi naczelnemu lewicowej gazety nie może być optymalnym zagadnieniem. Być może ważny jest problem tzw. „kiboli”, ale w tym miejscu widziałbym temat interesujący byłych wojskowych.

W czasie, gdy w kraju toczy się jednostronna kampania przeciwko siłom zbrojnym poprzedniego okresu, a zwłaszcza przeciwko kadrze zawodowej minionych lat, nie można skupić się tylko na obronie czci pojedynczych osób. Nie można tylko popadać w ton użalania się nad własnym losem, ale w rzeczowych wypowiedziach należy ustosunkować się do zaniedbań obecnej rzeczywistości. Trzeba umieć wskazać dorobek szkoleniowy i ekonomiczny poprzedniego okresu i porównać miniony czas z bałaganem i zaniedbaniami obecnych czasów.

Trudno bowiem, nie zauważyć politycznego wykorzystywania ważnych stanowisk z jednoczesnym obniżaniem zdolności bojowej wojska. Arogancja i dyletantyzm nie mogą z jednoczesnym lekceważeniem spraw wojskowych, stanowić sposobu sprawowania najważniejszych stanowisk w resorcie obrony, przy biernym lub czasem akceptującym stanowisku władz związku i gazety. Głos gazety musi być donośny i docierać do decydentów armii i  kraju. Członkowie związku muszą być świadomi, że jakość gazety zależy od niezależności ekonomicznej. Powielanie rocznicowych wspominek, okolicznościowych zbiórek i relacji z pieczenia kiełbasek nie może być rdzeniem wokół którego kręci się treść gazety.

W ostatnim wydaniu Marek Bielecki usiłuje zwrócić uwagę na pewne istotne problemy. Zgadzam się z jego wypowiedzią, że gazet powinna zdecydowanie i głośno mówić o obronie ojczyzny, a jednocześnie zdecydowanie napiętnować dezorganizację armii i okłamywanie byłych żołnierzy zawodowych. Mając do dyspozycji gazetę, nie mogą rezerwiści czuć się bezkarnie atakowanymi przez antypolskie gazety i antypolskie środowiska.

Żywię nadzieję, że tak jak w tym artykule, przyjdzie jeszcze czas, w którym GWIR powie zdecydowane NIE wszelkim wypaczeniom i oszustwom politycznym.

Życzę więc, tych zmian i pozdrawiam- życzliwie usposobiony

Julian Lewiński

18.05 2011 r.