Wychowaliście sobie takiego urzędnika
Szanowny Panie Redaktorze Z zaciekawieniem i z zażenowaniem obserwuje wymianę listów pomiędzy dwoma pułkownikami. Jeden już na emeryturze, a drugi wkrótce dołączy. Historia sprawiła, że obydwaj służyli w tym samym czasie. Co prawda jeden był pułkownikiem z dorobkiem, a drugi dopiero wkraczał w wojskowe życie i uczył się abecadła żołnierskiego. Nie wiem, czy spotkali się bezpośrednio, bowiem z CV tego pierwszego wiem, że był wychowawca młodego pokolenia w szkole oficerskiej, więc teoretycznie mógł przyczynić się do wyedukowania takiego absolwenta.
Jedno nie ulega wątpliwości, jeżeli za edukację płk W odpowiada autor skarg do MON, to z pewnością ktoś z jego pokolenia. Tak się składa, że często nie wiemy, co jest dobre, a co nie. Wiele, wiele lat temu, w jednej ze szkół oficerskich, egzaminu końcowego nie zdał podchorąży, który zamiast przykładania się do przedmiotów wiodących oddał się poświęcał się pracy partyjno-młodzieżowej, a przy okazji zabawiając się w TW zastępcy ds. politycznych informując go o życiu towarzyskim niektórych wykładowców. Pech chciał, że gdy zabrakło podchorążemu wiedzy na egzaminie / również komisyjnym/ wykładowcy okazali się obrońcami wiedzy i mimo wielkich protestów ze strony kolegów, aktywista nie był promowany.
Dzisiaj po latach, gdy przypomina mi się ten epizod, to wydaje mi się, że wielu absolwentom, zabrakło dobrych wychowawców i dzisiaj mamy do czynienia nie tyle z odpowiedzialnymi oficerami, co ze źle wychowanymi. Z perspektywy czasu uważam, że wykładowcy oczywiście postąpili słusznie i nie dopuścili, by środowisko oficerów zostało zaśmiecone przez tego typu osoby. I wcale nie chodziło zapewne o braki w wyszkoleniu.
Oficerom przychodzi zajmować różne stanowiska. Nie zawsze trzeba mieć pełne zasoby wiedzy prawniczej, by udzielać merytorycznych odpowiedzi, jednak należy w każdym wypadku uczynić wszystko, by skarżący się, którzy nie mogąc dojść sprawiedliwości w bezpośrednich kontaktach z administracją w terenie, nie byli pozbawiani wiary w praworządność. Osiągnięciem demokracji było powołanie instytucji rozpatrującej bezprawne przypadki, nadużyć, korupcji, czy też zwykłego chamstwa w jednostkach wojskowych oraz w większych lub mniejszych sztabach i instytucjach. Zmiany systemowe usiłowały udowodnić, że to nowe będzie lepsze i pozbawione hipokryzji.
Niestety, z każdym rokiem, z każdym kolejnym dniem i każdym listem do najwyższych czynników w MON zauważa się, że zbyt wiele utraciliśmy. Małego, zgryźliwego politruka, który rozpatrywał skargi i zażalenia często z uwzględnieniem pierwiastka ideologicznego, zastąpił wielki, mocno okopany na swoim stanowisku urzędnik, dla którego liczy się byt i apanaże. Reszta go nie obchodzi. W poprzednim systemie jednak nie było do pomyślenia, by bezprawne działanie było możliwe do funkcjonowania na szczeblu ministra. Obecnie brak jest u skarżących się poczucia sprawiedliwości i bezsilność wobec bezprawia.
Nie mam w takiej sytuacji żadnych wątpliwości, że kolejna odpowiedź pułkownika W, będzie równie pokrętna i bezczelna. Nie będzie to odpowiedź merytoryczna, lecz świadcząca o pisaniu jej na kolanach z myślą o zwrócenie uwagi swojego szefa na dyspozycyjność piszącego. Mój znajomy ciągle twierdzi, że wytworzyła się na naszych ochach armia biurokratów, o których jedni mówią, że są niedouczeni, a drudzy, że to osobnicy wzorcowo bojaźliwi, a w moim przekonaniu to połączenie tych wszystkich negatywnych cech opętanych przez propagandę obecnego systemu.
Jak ocenić pana pułkownika W, który podbudowany możliwością podpisywania się „ imieniu MON”? Uznać należy, że w poprzednim systemie nie wyedukowano go należycie, a nowy system pozwolił mu uzewnętrznić wszelkie negatywne cechy. A trzeba pamiętać, że wszelkie bezprawie, wcześniej czy później prowadzi do ostrych spięć. Niech wychowawcy pana pułkownika W zastanowią się gdzie popełnili błąd.
Z poważaniem
Pułkownik Bronisław P / adres znany redakcji /
|